12-10-2023, 09:56 PM
No, już psychicznie całkiem dobrze, praktycznie zdrowa. Tylko ta noga, naprawdę źle to wygląda. I z cholerę nie chce lekarza, boi się szpitala, zresztą nie dziwię się, kiedyś na wizycie karetki zrobili jej zastrzyk, po którym wpadła w śmierć kliniczną. Jakby brat nie usłyszał jak rano oddycha tak ledwo ledwo, jakbym nie zaczął robić reanimacji...
No ale minął ten okres, gdy wizyta w szpitalu na chirurgii byłaby zagrożeniem zdrowia z uwagi na osłabienie, jest już silna.
Obserwuję paznokcie, czy ta wysoka gorączka i choroba jakoś na nie nie wpłyną. Objaw nie zanikł, pomimo tego, że prawie nic nie jadłem, a już na pewno dużo mniej cukru było w diecie. Jeśli gorączka wpłynęłaby na prążki, to będzie to widać, jak nagle wszystkie zanikną lub wzmocnią się na chwilę, ale to jak parę milimetrów urośnie i to, co było tworzone w czasie gorączki, wyjdzie spod skórek.
Co ogólnie ciekawego zaobserwowałem, w czasie gorączki całkowicie, ale tak totalnie znikły mi stany lękowe. Widocznie jakoś wpłynęło to na stan chemii mózgu, blokując mechanizmy ataków lękowych, bo spodziewałbym się raczej odwrotnej sytuacji, gdy choroba i niepewność co dalej (bo matka mogła przejść chorobę dużo gorzej) nasilą stany lękowe. Dziś czułem się dużo lepiej fizycznie, stan zdrowia matki też bardzo się poprawił, a stany lękowe wróciły od wczoraj wieczorem naprawdę silne, jak w tych okresach latem, gdy zdarzało mi się, że musiałem ze strachu wracać do domu z grzybobrania.
No ale chociaż śpię w miarę OK, pewnie dlatego, że organizm jest wymęczony chorobą i tym, że na początku w ogóle nie spałem dwie noce, ból nie pozwalał. Dziś od rana magnez wciągam, węglan, mleczanów żadnych nie ruszam. No i cynk. Nic więcej nie dotykam, nie chce ingerować za mocno w naturalne procesy samoleczenia i regeneracji, jakiś suplement "pobudzający" mógłby to po prostu wyłączyć.
A, olej z wiesiołka, to jeszcze powinienem pilnować.
No ale minął ten okres, gdy wizyta w szpitalu na chirurgii byłaby zagrożeniem zdrowia z uwagi na osłabienie, jest już silna.
Obserwuję paznokcie, czy ta wysoka gorączka i choroba jakoś na nie nie wpłyną. Objaw nie zanikł, pomimo tego, że prawie nic nie jadłem, a już na pewno dużo mniej cukru było w diecie. Jeśli gorączka wpłynęłaby na prążki, to będzie to widać, jak nagle wszystkie zanikną lub wzmocnią się na chwilę, ale to jak parę milimetrów urośnie i to, co było tworzone w czasie gorączki, wyjdzie spod skórek.
Co ogólnie ciekawego zaobserwowałem, w czasie gorączki całkowicie, ale tak totalnie znikły mi stany lękowe. Widocznie jakoś wpłynęło to na stan chemii mózgu, blokując mechanizmy ataków lękowych, bo spodziewałbym się raczej odwrotnej sytuacji, gdy choroba i niepewność co dalej (bo matka mogła przejść chorobę dużo gorzej) nasilą stany lękowe. Dziś czułem się dużo lepiej fizycznie, stan zdrowia matki też bardzo się poprawił, a stany lękowe wróciły od wczoraj wieczorem naprawdę silne, jak w tych okresach latem, gdy zdarzało mi się, że musiałem ze strachu wracać do domu z grzybobrania.
No ale chociaż śpię w miarę OK, pewnie dlatego, że organizm jest wymęczony chorobą i tym, że na początku w ogóle nie spałem dwie noce, ból nie pozwalał. Dziś od rana magnez wciągam, węglan, mleczanów żadnych nie ruszam. No i cynk. Nic więcej nie dotykam, nie chce ingerować za mocno w naturalne procesy samoleczenia i regeneracji, jakiś suplement "pobudzający" mógłby to po prostu wyłączyć.
A, olej z wiesiołka, to jeszcze powinienem pilnować.



