11-05-2023, 02:39 PM
No, na szczęście przeszło. Ale na wszelki wypadek trening odłożę na kilka dni, normalnie robię całe ciało jak zakwasy zejdą.
Myślę o tym przypadku Tempera, jakie tam mogły być czynniki, że obłączki odrosły. Oczywisty to piracetam, który ma kilka działań, ale chyba najmocniejsze to zwiększenie wykorzystania acetylocholiny.
Kiedyś zauważyłem, że kumpeli odrosły, stwierdziła, że to przez zakochanie, sobie nowego kawalera znalazła. Ale też wyprowadziła się do niego, dietę zmieniła, chlać tyle przestała, bo dojeżdżać musiała do pracy.
U Tempera też nie wiadomo, czy np niedawno coś mu się w organizmie nie poprawiło, dlatego też właśnie teraz postanowił wziąć się za siebie, tak jak ludzie po uzupełnieniu niedoboru żelaza nagle zaczynają robić rzeczy odkładane przez wiele lat. No i mocno wszystko się pozmieniało, dieta, warunki mieszkaniowe, aktywność fizyczna.
Ale obłączki to raczej stała rzecz i nie zmieniają się dlatego, że ktoś zaczął częściej chodzić na spacery czy że pije 3 kawy zamiast 4 dziennie. Nie zmienią się z powodu jakiegoś dołka czy chwilowego lepszego nastroju. Coś musiało zmienić się w chemii organizmu. Może to coś pchnęło go do zmian w życiu. A może faktycznie piracetam.
Kiedyś, na starym forum zrobiłem taki wykres, gdzie na jednej osi były czasy biegowe, na drugiej zaznaczyłem kreskami początek i koniec brania różnych supli, żeby zobaczyć, jak się nakłada jedno na drugie. Jakbym dokładnie śledził swoją dietę, oraz miał jakieś urządzenie pozwalające mierzyć nasilenie objawu Terry'ego, można by ocenić, czy np nie ma związku z poziomem sodu i potasu w diecie, albo z tym, ile jest błonnika.
W ogóle jak ten objaw się pojawił na początku, to razem z silnymi rozwolnieniami i stanem podgorączkowym. I był dużo, dużo bardziej intensywny niż teraz. I co mi w nim najbardziej nie pasuje, to jego stałość. Jeśli miałby zależeć od czegokolwiek, tarczycy, stanu flory jelitowej, to powinien zmieniać się w zależności od różnych czynników. Ile to razy brałem spore dawki jodu, co czasem pobudza tarczycę, a czasem ją mocno wycisza (w zależności od dawki). Flora jelitowa to w ogóle, ona bardzo często i mocno się zmienia, nie widzę za bardzo opcji, żeby tyle lat była akurat trochę za mocno przesunięta w stronę produkcji tlenków azotu.
Podobnie te wszystkie pomysły z białkiem czy czymś, no gdzie, jak, tyle lat i ani razu nie miałem uzupełnionych aminokwasów?
Dlatego myślę, że to może być jakaś zmiana fizyczna, może zwyrodnienie w obrębie żyły wrotnej czy wątroby, może jakiś niezłośliwy guz któregoś gruczołu, wytwarzający za dużo jakiegoś hormonu, może uaktywniony problem genetyczny, brak odpowiedniego metabolizowania jakiejś substancji czy coś.
Takie rzeczy można regulować, dobry przykład to karnityna, która niweluje konsekwencje niewielkiej nadczynności tarczycy. Tylko najpierw wypadałoby wiedzieć, gdzie konkretnie leży problem. Po tej mieszance supli naście tygodni temu objaw zanikł. Coś musiało zareagować z moją "przyczyną". No, chyba że to sobie wkręciłem...
(odnoszę wrażenie, że któryś raz piszę to samo)
Myślę o tym przypadku Tempera, jakie tam mogły być czynniki, że obłączki odrosły. Oczywisty to piracetam, który ma kilka działań, ale chyba najmocniejsze to zwiększenie wykorzystania acetylocholiny.
Kiedyś zauważyłem, że kumpeli odrosły, stwierdziła, że to przez zakochanie, sobie nowego kawalera znalazła. Ale też wyprowadziła się do niego, dietę zmieniła, chlać tyle przestała, bo dojeżdżać musiała do pracy.
U Tempera też nie wiadomo, czy np niedawno coś mu się w organizmie nie poprawiło, dlatego też właśnie teraz postanowił wziąć się za siebie, tak jak ludzie po uzupełnieniu niedoboru żelaza nagle zaczynają robić rzeczy odkładane przez wiele lat. No i mocno wszystko się pozmieniało, dieta, warunki mieszkaniowe, aktywność fizyczna.
Ale obłączki to raczej stała rzecz i nie zmieniają się dlatego, że ktoś zaczął częściej chodzić na spacery czy że pije 3 kawy zamiast 4 dziennie. Nie zmienią się z powodu jakiegoś dołka czy chwilowego lepszego nastroju. Coś musiało zmienić się w chemii organizmu. Może to coś pchnęło go do zmian w życiu. A może faktycznie piracetam.
Kiedyś, na starym forum zrobiłem taki wykres, gdzie na jednej osi były czasy biegowe, na drugiej zaznaczyłem kreskami początek i koniec brania różnych supli, żeby zobaczyć, jak się nakłada jedno na drugie. Jakbym dokładnie śledził swoją dietę, oraz miał jakieś urządzenie pozwalające mierzyć nasilenie objawu Terry'ego, można by ocenić, czy np nie ma związku z poziomem sodu i potasu w diecie, albo z tym, ile jest błonnika.
W ogóle jak ten objaw się pojawił na początku, to razem z silnymi rozwolnieniami i stanem podgorączkowym. I był dużo, dużo bardziej intensywny niż teraz. I co mi w nim najbardziej nie pasuje, to jego stałość. Jeśli miałby zależeć od czegokolwiek, tarczycy, stanu flory jelitowej, to powinien zmieniać się w zależności od różnych czynników. Ile to razy brałem spore dawki jodu, co czasem pobudza tarczycę, a czasem ją mocno wycisza (w zależności od dawki). Flora jelitowa to w ogóle, ona bardzo często i mocno się zmienia, nie widzę za bardzo opcji, żeby tyle lat była akurat trochę za mocno przesunięta w stronę produkcji tlenków azotu.
Podobnie te wszystkie pomysły z białkiem czy czymś, no gdzie, jak, tyle lat i ani razu nie miałem uzupełnionych aminokwasów?
Dlatego myślę, że to może być jakaś zmiana fizyczna, może zwyrodnienie w obrębie żyły wrotnej czy wątroby, może jakiś niezłośliwy guz któregoś gruczołu, wytwarzający za dużo jakiegoś hormonu, może uaktywniony problem genetyczny, brak odpowiedniego metabolizowania jakiejś substancji czy coś.
Takie rzeczy można regulować, dobry przykład to karnityna, która niweluje konsekwencje niewielkiej nadczynności tarczycy. Tylko najpierw wypadałoby wiedzieć, gdzie konkretnie leży problem. Po tej mieszance supli naście tygodni temu objaw zanikł. Coś musiało zareagować z moją "przyczyną". No, chyba że to sobie wkręciłem...
(odnoszę wrażenie, że któryś raz piszę to samo)



