09-29-2023, 05:16 AM
Szukam związku tauryny z metylacją, niewiele jest
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/31450076/
współpracują ze sobą, ale tylko w określonych sytuacjach. O tyle mnie to interesuje, że tauryna wykazała działanie lekko cofające zmiany w układzie krążenia prowadzące do objawu Terry'ego w marskości wątroby.
Karnityna już bardziej, bo nawet jest polecana jako wspomaganie odnowienia cyklu metylacji, dużo o niej swego czasu pisali na forum phoenixrising, tam też jeden gość opisał, jak po zestawie supli na metylację odrosły mu obłączki, była tam w składzie między innymi karnityna.
To, co najbardziej mi nie pasuje to fakt, że nawet niewielkie dawki supli, czy wręcz lekka zmiana diety wystarczą do tego, by te wszystkie reakcje zaczęły przebiegać prawidłowo. To nie jest tak, że ktoś miał jakiś czas niedobory i teraz nagle wymaga 20 razy więcej kwasu foliowego niż inni, żeby mu wszystko zaczęło poprawnie funkcjonować.
Ale z drugiej strony, taka depresja, ludzie potrafią to mieć latami. A w badaniach podanie im przez kilka tygodni witamin wystarczyło, by wyzdrowieli, nie wszyscy, ale na tyle duży odsetek, by dawało to do myślenia.
Z innej beczki, niedobór żelaza, gdzie też wymagane są długie, długie miesiące, by to wyleczyć. Dobry przykład to moja ex, która próbuje podnieść sobie ferrytynę już chyba piąty rok. Organizm jakoś nie rzuca się na dostarczane mu, brakujące pierwiastki.
A najlepszy przykład to osteoporoza. Tu nie tylko trzeba wielu, wielu lat by organizm się naprawił, ale trzeba też połączenia kilku czynników. Wapń w diecie, sprawa oczywista. Witamina D3, z supli bądź z opalania się, dieta niewiele tu pomoże, bo mało co w pożywieniu zawiera jej wystarczającą ilość. Do tego ćwiczenia fizyczne z dużym obciążeniem, takim, by wręcz wyginało kość. Jeśli zabraknie tylko jednego z tych trzech czynników, reszta niewiele da albo w ogóle nic.
Może to jakoś tak wygląda, może chcąc np zmienić proporcje aktywności układów współczulnego i przywspółczulnego trzeba jednocześnie mieć odpowiedni poziom wszystkich niezbędnych do tego substancji, a także... ćwiczyć? Stosować relaksację, medytację, w przypadku agorafobii dalsze wycieczki? Może trzeba tak robić przez rok albo i dłużej, by to się utrwaliło i stało drugą naturą naszego mózgu?
Na chłopski rozum, nasz organizm powinien się sam regulować, jak czegoś w diecie brakuje, to po tym, jak się to coś pojawi, błyskawicznie to uzupełniać. Ale dałem wyżej przykłady, gdy taki mechanizm w ogóle nie działa.
I może różne chemie będą tu pomocne, wymuszając przejście w stan "odpoczynku", nawet gdy nie są spełnione inne warunki. Może tak działa piracetam, albo melatonina.
https://www.mdpi.com/1422-0067/23/24/16187
tutaj melatonina została zaproponowana jako terapia stanów lękowych, między innymi z powodu jej regulacji układów współczulnego i przywspółczulnego.
Jeszcze dwa dni i jak nie zaniknie objaw Terry'ego, zaczynam zabawę z piracetamem i dorzucę chyba też wtedy melatoninę.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/31450076/
współpracują ze sobą, ale tylko w określonych sytuacjach. O tyle mnie to interesuje, że tauryna wykazała działanie lekko cofające zmiany w układzie krążenia prowadzące do objawu Terry'ego w marskości wątroby.
Karnityna już bardziej, bo nawet jest polecana jako wspomaganie odnowienia cyklu metylacji, dużo o niej swego czasu pisali na forum phoenixrising, tam też jeden gość opisał, jak po zestawie supli na metylację odrosły mu obłączki, była tam w składzie między innymi karnityna.
To, co najbardziej mi nie pasuje to fakt, że nawet niewielkie dawki supli, czy wręcz lekka zmiana diety wystarczą do tego, by te wszystkie reakcje zaczęły przebiegać prawidłowo. To nie jest tak, że ktoś miał jakiś czas niedobory i teraz nagle wymaga 20 razy więcej kwasu foliowego niż inni, żeby mu wszystko zaczęło poprawnie funkcjonować.
Ale z drugiej strony, taka depresja, ludzie potrafią to mieć latami. A w badaniach podanie im przez kilka tygodni witamin wystarczyło, by wyzdrowieli, nie wszyscy, ale na tyle duży odsetek, by dawało to do myślenia.
Z innej beczki, niedobór żelaza, gdzie też wymagane są długie, długie miesiące, by to wyleczyć. Dobry przykład to moja ex, która próbuje podnieść sobie ferrytynę już chyba piąty rok. Organizm jakoś nie rzuca się na dostarczane mu, brakujące pierwiastki.
A najlepszy przykład to osteoporoza. Tu nie tylko trzeba wielu, wielu lat by organizm się naprawił, ale trzeba też połączenia kilku czynników. Wapń w diecie, sprawa oczywista. Witamina D3, z supli bądź z opalania się, dieta niewiele tu pomoże, bo mało co w pożywieniu zawiera jej wystarczającą ilość. Do tego ćwiczenia fizyczne z dużym obciążeniem, takim, by wręcz wyginało kość. Jeśli zabraknie tylko jednego z tych trzech czynników, reszta niewiele da albo w ogóle nic.
Może to jakoś tak wygląda, może chcąc np zmienić proporcje aktywności układów współczulnego i przywspółczulnego trzeba jednocześnie mieć odpowiedni poziom wszystkich niezbędnych do tego substancji, a także... ćwiczyć? Stosować relaksację, medytację, w przypadku agorafobii dalsze wycieczki? Może trzeba tak robić przez rok albo i dłużej, by to się utrwaliło i stało drugą naturą naszego mózgu?
Na chłopski rozum, nasz organizm powinien się sam regulować, jak czegoś w diecie brakuje, to po tym, jak się to coś pojawi, błyskawicznie to uzupełniać. Ale dałem wyżej przykłady, gdy taki mechanizm w ogóle nie działa.
I może różne chemie będą tu pomocne, wymuszając przejście w stan "odpoczynku", nawet gdy nie są spełnione inne warunki. Może tak działa piracetam, albo melatonina.
https://www.mdpi.com/1422-0067/23/24/16187
tutaj melatonina została zaproponowana jako terapia stanów lękowych, między innymi z powodu jej regulacji układów współczulnego i przywspółczulnego.
Jeszcze dwa dni i jak nie zaniknie objaw Terry'ego, zaczynam zabawę z piracetamem i dorzucę chyba też wtedy melatoninę.



