(09-26-2023, 02:26 AM)tomakin napisał(a): Eh, sami milionerzy i właściciele setek nieruchomości. A ja bym po prostu chciał umieć grać na pianinie.
Jeśli masz rozwiązane swoje kwestie mieszkaniowe, realizujesz się zawodowo i rodzinnie, to wtedy na pierwszy plan wychodzą właśnie takie "drobne" przyjemności jak nauka gry na pianinie.
A co do podatków progresywnych, to chyba mamy już dużo przykładów, że to niezbyt dobrze działa. Najbogatszych stać na optymalizację.
Poza tym dla mnie nie ma specjalnie znaczenia, jak bardzo bogaci są bogaci. Nieważne, że kumulują coraz więcej. Ważniejsze jest to, jak przy okazji tej ich kumuacji żyje się zwykłym, biednym ludziom. A sądzę, że - poza kilkoma wyjątkami - jest ogólnie coraz lepiej. Rzeczy dostępne niegdyś dla krezusów, są teraz dostępne dla każdego z nas. Ja ze skromną pensją co miesiąc sobie testuję różne rzeczy.
(09-25-2023, 11:39 PM)munieslaw napisał(a): Temper, aha zapomniałem, że Ty nie chcesz być milionerem i wieść bezstresowe życie, cóż, Twój wybór. Myślałem, że jesteś ambitniejszy, gdzie Twoja wola zdobycia potęgi?
Moja ambicja kończy się na byciu dobrze opłacanym specjalistą w branży, która w miarę mnie ciekawi. Budowanie milionowego biznesu to połączenie szczęścia, dużej ilości pracy i niestety też stres. Zależy mi na tym, żeby jak najmniej się stresować, zrobić swoje i do domu. Tak jak liczyłem wcześniej, te 20 - 40 k wydatków miesięcznie pozwoliłoby mi żyć pełnią życia i korzystać ze wszystkich atrakcji i udogodnień, jakie są współcześnie dostępne. Nieruchomości i inwestycji tutaj nie liczę, to podkreślam.
Czy będę miał 3 miliony, czy 5 milionów, czy 10 milionów, to od pewnego momentu nic to w moim życiu już nie zmieni, o ile nie pojawią się u mnie nagle jakieś fanaberie czy niszowe, uber drogie zachcianki. Dlatego wypisuję się z wyścigu szczurów, ale cenię ludzi, którzy realizują się właśnie w budowaniu milionowych firm i mają do tego odpowiednie predyspozycje. Tak jak Ty.
Teraz krótki wykład o moim podejściu do podatków.
IMO kataster nie działa. Nie kojarzę żadnego kraju, w którym jego wprowadzenie wyszło na dobre zwykłym ludziom. Ostatecznie może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen przede wszystkim wynajmu, bo każdy podatek jest w ostateczności przerzucany na odbiorcę końcowego, czyli konsumenta. Poza tym jeśli zostanie wprowadzone to tak, jak się czasem mówi, czy od trzeciego mieszkania, to duże fundusze będą mogły bardzo łatwo to ominąć. Wystarczy założyć spółkę z o.o. która jest osobnym bytem prawnym i posiadaczem nieruchomości i nie płacisz żadnego podatku. Jeśli to będzie katastralny od pierwszego mieszkania, to uwali nas w stylu amerykańskim.
Jesli ktoś nie ma mieszkania i musi wynajmować to podatek katastralny będzie na niego przerzucony przez osobę, która już tą nieruchomość ma.
Katastralny to wymarzony podatek "rządzących", nigdy nie wyrwiesz się z kołowrotka.
Ja jestem przeciwny katastralnemu, bo to podatek od własności, od tego, co już zdobyłeś. Jest to podatek, który powoduje, że nie ma wyjścia, że nigdy nie możesz odpocząć. Musisz pracować do śmierci. Jest to podatek, który staje się "systemem - matrixem", z którego już nie ma ucieczki. Zapłacą go wszyscy, a dodatkowy podatek wcale nie poprawi sytuacji biednych ludzi.
Do tej pory była jeszcze jedna ucieczka - pracujesz ciężko przez X lat, kupujesz dom na wsi i jeśli wystarczająco dużo sobie odłożyłeś i zarobiłeś to możesz w tym domu mieszkać do końca życia i łowić ryby. Kataster to taki podatek, który dojeżdża właśnie tych, którzy chcą łowić ryby.
Pewnie znacie tę historię: https://www.nieobojetne.pl/opowiesc-o-ry...znesmenie/
Przy katastrze tego rybaka nie ma.
To rozwiązanie jest już przetestowane dosyć dobrze w wielu krajach i nic dobrego to do tej pory nie przyniosło. U nas też by nie przyniosło. Najlepiej uczyć się na czyichś bledach.
Załóżmy dla uproszczenia, że kupiłeś mieszkanie za 10k, a jego cena wzrosła do 100k, a katastralny wynosi 5 %, to w przyszłym roku masz zapłacić 5k podatku, bo taka jest "cena rynkowa nieruchomości". Jesli miałeś pecha i np. obok Twojego domku za 100k zbudowała się wielka, dobrze płacąca firma i wzrosło zapotrzebowanie na nieruchomości w tym regonie (bo np. przeprowadzają się pracownicy) i wartość domu wzrosła do 1,5 mln to możliwe, że nie dałbyś rady zarobić na kataster.
Dokładnie tak w USA ludzie są zmuszani do wyprowadzki z domów, które zbudowali własnymi rękami - "bo zyskały na wartości, a ich nie stać na podatek". I taka sytuacja by dotyczyła również większości osób, które kupiły sobie nieruchomości w Warszawie (głównie w centrum) i są na emeryturze. Ich mieszkania są tak dużo warte, że ich emerytura nie wystarczyłaby na kataster.
Zresztą babcia na emeryturze jest tylko przykładem. To kaskaduje, grupa społeczna po grupie społecznej, aż do samego końca, wywalając z nieruchomości nawet najbiedniejszych i przesuwając ich do gett lub osiedli przyczep kempingowych. My tego problemu nie mamy i obyśmy nie mieli i go sobie sami nie zrobili. W tej kaskadzie osób pozbawionych własnego domu jest w zasadzie każdy poza najbogatszymi (przynajmniej początkowo), bo później już mamy typową segregację ludności.
Może gdyby jeszcze ten kataster dało się łatwo wyliczyć, to bym inaczej o nim pomyślał, ale tutaj jest w zasadzie pełna uznaniowość, podatek od całkowicie wirtualnej wartości. Dla mnie to brzmi jak komunizm, a o tym, czemu komunizm i relacje społeczne sterowane przez decydentów politycznych są złe, nie zamierzam tu dyskutować.
Tutaj żartobliwy filmik z USA który do tego nawiązuje: https://www.reddit.com/r/ShittyLifeProTi...ghborhood/
Podobnie jak poprę każdą inicjatywę za likwidacją podatku Belki, bo on działa w podobny sposób - opodatkowuje sukces, tylko ze w tym wypadku sukces biznesu (a za biznesem stoją ludzie). Inwestowanie w czyjąś pracę (bo na tym dokładnie polega inwestowanie), to jest ryzyko, bo nie wiesz, czy ta firma będzie przynosiła zyski czy nie. Skrajnie nieuczciwe jest pobieranie podatku od "zmiany wartości" firmy na plus, a nieoddawanie go, gdy firma traci na wartości.
Giełda to gra o sumie zerowej - tyle samo pieniędzy łącznie ludzie tracą, co inni zyskują. Gdyby giełda działała w taki sposób, że każdy zarabia, to bym powiedział "niech każdy solidarnie zapłaci podatek".
Logiczne byłoby, że bogaty zarabia więcej a biedny zarabia mniej, tylko ze tak nie jest i to tak nie działa. Tylko w przeciągu ostatnich 5 miesięcy miliarder Icahn stracił 35% swojego majątku na giełdzie.
Fatalnym podatkiem jest też podatek dochodowy i przede wszystkim jego powinno się zlikwidować, jeśli mielibyśmy później likwidować podatek Belki, żeby ani praca, ani wzrost wartości biznesu nie był opodatkowany.
Wszystkie podatki, o których rozmawiamy w kontekście naszej dyskusji, miały na celu zwiększyć dostępność mieszkań i powiększyć szanse "zwykłego Kowalskiego" na zakup mieszkania.
A okazuje się, że po wprowadzeniu tego podatku nie tylko promuje się bogatych, to jeszcze zabiera własność prywatna.
W tym kontekście nie ma żadnych korzyści dla biednych.
Mamy więcej chętnych na zakup nieruchomości, niż nieruchomości. Jedynym rozwiązaniem jest budowanie większej ilości mieszkań.
(09-26-2023, 07:48 AM)Nawaphon napisał(a): Dopóki stosunek chętnych posiadania mieszkania do stosunku dostępnych mieszkań nie spadnie - a przy dużej imigracji na to się nie zanosi - ceny nie spadną, to podstawa popytu i podaży. Jakieś tam wahania mogą być, ale nic co zrobiło by dla ludzi dużą różnicę.
To jest właśnie clue problemu. Jak to mówią "z pustego i Salomon nie naleje", więc nieważne, jakie podatki nałożymy, mieszkań wciąż jest za mało. Trzeba zrobić tak, żeby było ich za dużo, wtedy ceny spadną drastycznie. Takie przykłady też są na świecie np. Dubaj.
Jedynym podatkiem, który uważam za dobry i uczciwy, jest VAT. Dobry podatek, to podatek, który jest prosty i łatwy do egzekucji, czyli "wyliczenia kto i ile". Krótko mówiąc "dobry podatek" to taki, który jest dobry dla urzędu, a nie dla opodatkowanego Dla nas to wcale nie są dobre podatki. Żaden podatek nie jest dobry dla opodatkowanego. Natomiast VAT jest uczciwy. Im więcej wydajesz na życie (jedzenie, ale również, zabawki / imprezy / samochody / wycieczki czy samoloty / łodzie / nieruchomości), tym więcej płacisz podatku. Wprowadzenie VATu od każdej transakcji rozwiązałoby sprawę.
Jesli łowisz ryby z własnego stawu, to nikomu nic nie płacisz, bo tam nie ma transakcji. Płacisz tyle, ile skonsumowałeś, a nie wirtualny procent, jak w katastralnym.



