09-25-2023, 05:52 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-25-2023, 06:05 AM przez tomakin.)
No, efekt byłby taki, że uzależniłby się od obu. I pokaż mi tych 80 letnich heroinistów 
Zdaje się zresztą, że w to gówno wdepnął, bo chciał z alkoholu wyjść, jakoś tak to było.
W sypialni stanowczo jedzie grzybem, teraz już nie mam pojęcia, skąd konkretnie. W szafie, gdzie była ta zapleśniała szmata, wszystko jest albo wyrzucone, albo schowane w foliowe worki. Dwa dni temu wyniosłem do piwnicy ostatnią rzecz z materiałów organicznych, kartonowe opakowanie od pianina cyfrowego. Przedostatnią, jeszcze jest gitara w kartonowym pudle, ale to też obwąchałem i było git. Można podejrzewać, że to podłoga, na której po zalaniu przez sąsiada było kilka cm wody, to mogło wleźć pod parkiet i tam latami żyć swoim życiem, ale parkiet nie śmierdzi. Zresztą parkiet nie trzyma wilgoci, przepuszcza. Więcej kandydatów za bardzo nie ma, a jedzie jakby z szafy, głównie w okolicy drzwi (to bardzo nieszczelna konstrukcja, więc jest swobodny przewiew).
Skoro czasem czuję zapach, to znaczy, że wdycham też zarodniki, a to powoduje reakcję zbliżoną do alergicznej.
I tu pojawia się pytanie, na ile taka chroniczna niby-alergia może sprawić, że organizm będzie w ciągłym stanie "uciekaj lub walcz", a przynajmniej nie będzie swobodnie wchodził w stan "odpoczywaj i rośnij". Ba, może i ta bezsenność, która teraz znikła, to też nie tyle efekt uzupełnienia żelaza, co właśnie porządków, które zrobiłem, przez co jest mniej zarodników w powietrzu?
Kurcze, mam problem z wytropieniem, bo nos bardzo szybko przyzwyczaja się do zapachów, to wyczuwam jak wejdę do pokoju po dłuższym przebywaniu gdzie indziej, w efekcie nie bardzo mam jak obwąchiwać różne rzeczy, bo po chwili nic już nie wyczuwam. Idiotycznie to zresztą musi wyglądać, jak z nosem przy ziemi obwąchuję szczeliny w parkiecie.
Pewnego pięknego dnia w ogóle wywalę całą tę konstrukcję, ale to na dłuższy weekend zadanie, to jest przyśrubowane do sufitu i do podłogi.

Zdaje się zresztą, że w to gówno wdepnął, bo chciał z alkoholu wyjść, jakoś tak to było.
W sypialni stanowczo jedzie grzybem, teraz już nie mam pojęcia, skąd konkretnie. W szafie, gdzie była ta zapleśniała szmata, wszystko jest albo wyrzucone, albo schowane w foliowe worki. Dwa dni temu wyniosłem do piwnicy ostatnią rzecz z materiałów organicznych, kartonowe opakowanie od pianina cyfrowego. Przedostatnią, jeszcze jest gitara w kartonowym pudle, ale to też obwąchałem i było git. Można podejrzewać, że to podłoga, na której po zalaniu przez sąsiada było kilka cm wody, to mogło wleźć pod parkiet i tam latami żyć swoim życiem, ale parkiet nie śmierdzi. Zresztą parkiet nie trzyma wilgoci, przepuszcza. Więcej kandydatów za bardzo nie ma, a jedzie jakby z szafy, głównie w okolicy drzwi (to bardzo nieszczelna konstrukcja, więc jest swobodny przewiew).
Skoro czasem czuję zapach, to znaczy, że wdycham też zarodniki, a to powoduje reakcję zbliżoną do alergicznej.
I tu pojawia się pytanie, na ile taka chroniczna niby-alergia może sprawić, że organizm będzie w ciągłym stanie "uciekaj lub walcz", a przynajmniej nie będzie swobodnie wchodził w stan "odpoczywaj i rośnij". Ba, może i ta bezsenność, która teraz znikła, to też nie tyle efekt uzupełnienia żelaza, co właśnie porządków, które zrobiłem, przez co jest mniej zarodników w powietrzu?
Kurcze, mam problem z wytropieniem, bo nos bardzo szybko przyzwyczaja się do zapachów, to wyczuwam jak wejdę do pokoju po dłuższym przebywaniu gdzie indziej, w efekcie nie bardzo mam jak obwąchiwać różne rzeczy, bo po chwili nic już nie wyczuwam. Idiotycznie to zresztą musi wyglądać, jak z nosem przy ziemi obwąchuję szczeliny w parkiecie.
Pewnego pięknego dnia w ogóle wywalę całą tę konstrukcję, ale to na dłuższy weekend zadanie, to jest przyśrubowane do sufitu i do podłogi.



