This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
(09-20-2023, 09:37 PM)Nawaphon napisał(a): Pamiętam, w najgorszym Swoim momencie... każda sytuacja, gdzie się chociaż trochę ośmieszyłem - coś co teraz zbyłbym śmiechem z samego Siebie i o czym zapomniał bym następnego dnia - sprawiała, że przez parę tygodni miałem myśli samobójcze.
Zgadzam się, że trzeba się przełamywać - zakładając, że zależy Ci na zdobyciu jakiejś umiejętności, czy dojściu do czegoś, przy czym niezbędne jest takie przełamanie - ale też rozumiem, na czym polega ta trudność, bo ja porażkę w pewnych obszarach odczuwałem bardziej niż jakikolwiek fizyczny ból.

Doskonale to rozumiem, co wtedy mogłeś czuć. To jest overthinking, rozkminianie sytuacji, o których nikt poza Tobą już nie pamięta.

(09-21-2023, 10:47 AM)tomakin napisał(a): Jak wygląda small talk w wykonaniu tego dziecka? "A, ja mam komputer za 30 tysięcy".

Po historii tego dziecka zastanawiam się tylko, jak to możliwe, że rodzice nie widzą, jak krzywdzą swoje dzieci załatwiając wszystko za nich, trzymając pod parasolem i wymagając cisnięcia absolutnie najwyższej średniej. Myślałem, że naciski na bycie turbo najlepszym uczniem, to były 20-30 lat temu, gdzie to bardziej rodzice w klasie rywalizowali między sobą, a dzieci były tylko narzędziem. Bo panowało wtedy przekonanie, że wystarczy skończyć studia, żeby mieć zagwarantowane dobre życie i dobrą pracę. Teraz już każdy dorosły zdaje sobie sprawę, że wyniki w nauce nie przekładają się na sukces życiowy i finansowy. Czy matka tej dziewczynki tego nie widzi?

(09-21-2023, 06:45 PM)munieslaw napisał(a): W przypadku miliarderów to trzeba mieć pomysł i zapierdalać po 16-18h dziennie i po x latach "być może" się uda dojść do miliardów. Czy ja wiem czy ma to związek ze znajomościami? Pewnie 30% to pomysł, 68% to ciężki zapierdol, a 2% to szczęście i znajomości. Większy problem to już kapitał na start niż znajomości. No ale tutaj opcji jest dużo: kredyt, dotacja, można odłożyć harując na 2 etaty etc.

Myślę, że jeśli ktoś ma ambicje zostać milionerem czy nawet miliarderem zaczynając od zera, to zapewne ma świadomość, że robi to nie dla siebie, a dla przyszłych pokoleń w swojej rodzinie. Bo samemu właśnie będzie się zaharowywał i dużo z tego nie skorzysta, ale już następne pokolenia będą miały co dziedziczyć. Majątek się kumuluje w rodzinie i każde kolejne pokolenie ma nieco łatwiej. U nas, ze względu na rozbiory, wojny i komunizm, nie ma wiele takich rodów. Mamy co najwyżej drugie pokolenie, więc sukcesja to u nas dość nowy temat.

Wydaje mi się, że w temacie znajomości vs pieniądze od pewnego czasu kręcimy się już w kółko i powtarzamy to samo, tylko ubrane w inne słowa i przykłady. Każdy z nas ma jakieś przekonania oparte o obserwacje i doświadczenie, więc tego się nie zmieni.
Ja nie mam ambicji bycia milionerem, nie chcę się zaharowywać, nie też chcę kombinować i kraść. Nie czuję potrzeby posiadania dzieci i jeśli się to nie zmieni, to być może nigdy nie będę miał komu przekazać tego, czego się być może kiedyś dorobię.

Ale wyliczyłem sobie, ile bym musiał zarabiać, żeby godnie żyć w Polsce. I wyprzedzając z góry - uważam, że jak najbardziej można matematycznie i obiektywnie wyznaczyć, co to jest godne życie i co to znaczy odnieść w życiu sukces. To, jak kto się z tym czuje, to już rzecz bardzo subiektywna i oczywiście tego podważyć się nie da, ale też nie można mówić, że godne życie zależy tylko od głowy, bo idąc tym tokiem rozumowania, to godnie żyje też ćpun naćpany krokodylem, bo w momencie naćpania jest królem życia i subiektywnie żyje godnie.

Dlatego ja wychodzę raczej z założenia, że życie godne to takie, które pozwala w pełni korzystać z tego, co dzisiejszy świat ma do zaoferowania. Według moich wyliczeń 20 do 40 tysięcy złotych miesięcznie moim zdaniem wystarczy, żeby mieć w Polsce najwyższy standard życia. Nie wliczam w to zakupu nieruchomości, dóbr luksusowych typu jachty, samoloty, loty w kosmos, Rolexy za pół baniaka, różnych nisz i fanaberii oraz inwestycji, bo tutaj kwota może być nieskończona. Pod uwagę biorę jedynie usługi dostępne powszechnie.
Chodzi mi wynajęcie dużego, przestronnego mieszkania w nowoczesnym budynku w dużym mieście, dobry samochód w leasingu, korzystanie z wszelkich możliwych rozrywek i sposobów spędzania czasu oraz wyjazdów na wczasy bez konieczności brania kredytów, nie oglądanie się na każdą promocję i okazję, tylko kupowanie tego, co jest akurat potrzebne, w tym także wymiany zużytych sprzętów, korzystanie z firmy sprzątającej mieszkanie raz czy dwa razy w miesiącu, dieta pudełkowa itp. Do tego regularna realizacja jakiegoś marzenia oraz bezstresowe finansowanie własnego hobby.

Po prostu minimum 20k na życie (a najlepiej 40k) - żyje bardzo godnie i niczego mi nie zabraknie. Podkreślam - w Polsce. Kwotę tę trzeba zeskalować na inne kraje.
Ktoś może powiedzieć, że 3k zł dla niego wystarcza, żeby mógł godnie żyć, bo nie potrzebuje wiele. Tylko to zależy, gdzie się żyje, bo 3k/mc gdy masz własny dom na wsi, własne warzywa i po prostu lubisz gotować w domu, to za 3k tez żyjesz normalnie.

Inna kwestia, że z perspektywy miasta, gdzie normą staje się dieta pudełkowa z wyliczonymi kaloriami, to jest to biedne życie.

Mogę więc dziwić się osobom, które zarabiają 3k i uważają, że żyją godnie. Ciężko mi się z tym zgodzić, no chyba że te osoby zarabiały wcześniej 20k i spadły do 3k i im to nic nie zmieniło. Po prostu nie maja wystarczającej wiedzy, żeby ocenić, czy żyli godnie.

Nie mówię o "poczuciu, że prowadzę godne życie", tylko obiektywnym stwierdzeniu "godne życie zaczyna się tu". Jestem zdania, że jest to możliwe do wyliczenia matematycznego. Niektórzy uważają, że każdy ma swoją prawdę, która wynika z uczuć, a ja totalnie to odrzucam. Uważam, że prawda jest jedna, jest niezależna od uczuć. A to, czy ktoś się czuje dobrze, czy źle, to już zupełnie inny temat.

Dlatego moją ambicją nie jest kumulowanie kapitału za wszelką cenę, harowanie do upadłego, czy naginanie zasad współżycia społecznego do własnych celów finansowych, nie chcę się chełpić poczuciem wyższości, władzy itp. Chciałbym móc korzystać ze wszystkich powszechnie dostępnych towarów i usług i żyć godnie. W mojej rodzinie jestem pierwszym pokoleniem, które w ogóle może o tym myśleć i ma jakieś szanse, żeby to osiągnąć.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - przez Temper - 09-21-2023, 08:31 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości