Czytam sobie regularnie Discorda od neko1witek plus niektóre książki tam zgromadzone. Nadal nie zacząłem zabawy na giełdzie i nie wiem wciąż, kiedy faktycznie zacznę, ale zmobilizowało mnie to do ogarnięcia różnych form oszczędzania. Przede wszystkim IKE i IKZE. Zawsze omijałem to szerokim łukiem, a wychodzi na to, że tego po prostu nie można nie mieć, bo jest to bardzo korzystne. W ramach tych kont idzie odkładanie w ETFy, głównie S&P500. Kolejny krok w nauce to spółki dywidendowe, ale tu bez szaleństw.
Zrezygnowałem też z ubezpieczenia medycznego na kwotę 2 milionów euro na leczenie zagranicą. Co by nie mówić, mamy w Polsce dość wysoko rozwiniętą onkologię, problemem jest co najwyżej dostępność. Jeśli wszyscy w Polsce będą mi mówić, że mam coś nieoperacyjnego, a jeden cudotwórca ze Stanów czy innej Szwajcarii powie, że on mnie uzdrowi operacją za milion dolarów, to chciałbym mieć wtedy na tyle światły umysł, żeby się domyślić, że to zwykły scam i wyciąganie kasy, coś jak te wszystkie zbiórki na cudotwórców dla terminalnie chorych dzieci. Trupi biznes.
Kasę przeznaczaną na ubezpieczenie lepiej wydać na zapobieganie chorobom.
Albo na alkohol.
No a zakup bieżni (a raczej spacerniaka) to był genialny pomysł. Łażę na tym prawie cały czas jak w domu jestem. W czasie oglądania filmu, pracy przy kompie, czy nawet jedzenia. Razem z tym, co z pracy przejdę, to wychodzi ze 30k kroków dziennie. Plus czasem rowerek, bo wciąż chodzę sobie dorobić na rozwożeniu żarcia co parę dni. Ruch to zdrowie, nie ma co siedzieć. Nasiedzimy się w grobie. Czy tam wyleżymy.
Zrezygnowałem też z ubezpieczenia medycznego na kwotę 2 milionów euro na leczenie zagranicą. Co by nie mówić, mamy w Polsce dość wysoko rozwiniętą onkologię, problemem jest co najwyżej dostępność. Jeśli wszyscy w Polsce będą mi mówić, że mam coś nieoperacyjnego, a jeden cudotwórca ze Stanów czy innej Szwajcarii powie, że on mnie uzdrowi operacją za milion dolarów, to chciałbym mieć wtedy na tyle światły umysł, żeby się domyślić, że to zwykły scam i wyciąganie kasy, coś jak te wszystkie zbiórki na cudotwórców dla terminalnie chorych dzieci. Trupi biznes.
Kasę przeznaczaną na ubezpieczenie lepiej wydać na zapobieganie chorobom.
Albo na alkohol.
No a zakup bieżni (a raczej spacerniaka) to był genialny pomysł. Łażę na tym prawie cały czas jak w domu jestem. W czasie oglądania filmu, pracy przy kompie, czy nawet jedzenia. Razem z tym, co z pracy przejdę, to wychodzi ze 30k kroków dziennie. Plus czasem rowerek, bo wciąż chodzę sobie dorobić na rozwożeniu żarcia co parę dni. Ruch to zdrowie, nie ma co siedzieć. Nasiedzimy się w grobie. Czy tam wyleżymy.



