08-29-2023, 09:12 PM
Mamy najwyraźniej nieco odmienne podejście do niektórych spraw, ale to dobrze. Najważniejsze, że Twoje się sprawdza, zresztą trochę go czasami zazdroszczę. Ja jestem bardziej skłonny do podporządkowywania się, uznawania autorytetów, częściej wchodzę w rolę rozjemcy w konfliktach innych. Przeważnie idę z prądem i zdanie innych, bliskich osób jest dla mnie ważne. Lubię być doceniany i chwalony, jak każdy, ale najlepiej się czuję będąc przyrównywany do średniej. Nie wychylać się, nie mówić za dużo, być dla innych pozytywnym, ale przezroczystym człowiekiem. To ma plusy i minusy, ale w ostatecznym rozrachunku chyba nie jest źle.
W dyskusjach politycznych, ideowych, religijnych, czy nawet w wojenkach typu konsole vs. PC już zwykle nie biorę udziału, a jeśli już, to staram się podchodzić spokojnie i przede wszystkim neutralnie. Bo na podstawie tego, co pisałem wcześniej, wiem, że nic się nie zmieni u nikogo. M
Mając wiedzę o psychologicznych aspektach trudności związanych z przekonaniem kogoś do swojej racji, zbudowałem pewne swoje niepisane zasady w dyskusjach: otóż ważne jest, by nie traktować dyskusji jako konfrontacji między stronami, a jedynie jako wspólną próbę przetestowania różnych koncepcji i zbliżenia się do prawdy. Nie deklarować, że jest się prawdziwości swoich poglądów pewnym (lub pewnym nieprawdziwości poglądów interlokutora), a już w żadnym wypadku nie przedstawiać swoich poglądów jako "prawdy obiektywnej". Stanowczo wystrzegać się arogancji, złośliwości, protekcjonalnego tonu, etykietowania i ataków personalnych. Wskazane jest używanie asekuracyjnych zwrotów podkreślających niepewność swoich racji i dopuszczalność słuszności racji przeciwnika, np.,: "w świetle znanych mi dowodów, bardziej prawdopodobne wydaje mi się...", "przypuszczam, że...", "... wydaje mi się niezbyt rozsądne/niewystarczająco przekonujące" itp..
Może to wyglądać jako niepewność lub niechęć do przedstawiania i bronienia swoich racji, ale wiele razy już dużo mi to dało. A najwięcej to świętego spokoju. Poza tym ludzie lubią, jak się inni z nimi zgadzają. Nawet jeśli jest to tylko zgoda chwilowa, na czas dyskusji. Dlatego na przykład jak ktoś narzeka na coś, to ja mu przytakuję i też narzekam na to samo, chociaż tak naprawdę mogę nie mieć powodu do narzekania.
Uważam też, że religie mają pewne plusy - są gotowym zbiorem praktyk, rytuałów i sposobu myślenia. Dla wielu osób lepsze będzie przyjęcie całego pakietu zakazów, nakazów, sposobu myślenia, rytuałów oraz celu w życiu, niż szukanie tego pojedynczo. Swego czasu interesowałem się zagadnieniem Jezusa historycznego. Dla mnie to było fajne hobby. Mimo iż jestem niereligijny, bo wiarę straciłem głównie pod wpływem książek Lema i Dawkinsa.
Ze szczerością też jestem ostrożny. Uważam, że nie zawsze szczerość popłaca, a czasem trzeba stosować białe kłamstwa. Też nie miałem z tego powodu nigdy nieprzyjemności. Staram się robić tak, żeby nie urazić nikogo, chyba że ktoś faktycznie mnie atakuje, wtedy włączam tryb obrony.
Ty masz nieco inny sposób na życie, bardziej bezpośredni niż mój. Być może to wynika z naszych cech charakteru, których łatwo nie zmienimy (i to mimo mojej wiary w to, że siłą woli i zmuszaniem się można osiągnąć bardzo dużo). Być może wynika to też z tego, że nie nigdy nie przeszedłem etapu buntu młodzieńczego, choćby przeciwko rodzicom i zawsze byłem za wzór. Minusem jest to, że do dziś mam trudności w sprzeciwianiu się matce.
Ten wątek poszedł w stronę prezentowania naszych osobistych postaw, a to też nie o to chodziło autorowi.
Wracając do tematu - dla mnie kreacjonizm jest ciekawie stworzonym mitem, który ma swoje podłoże w każdej pierwotnej cywilizacji. Bo opisy powstania świata w kilka dni w księgach różnych cywilizacji nie różnią się tak bardzo. Sumerowie i Babilończycy mieli bardzo podobne już dużo wcześniej, niż Izraelici, więc można pomyśleć, że było to w pewien sposób kopiowane lub inspirowane przez inne kultury. Daję wiarę teorii ewolucji.
W dyskusjach politycznych, ideowych, religijnych, czy nawet w wojenkach typu konsole vs. PC już zwykle nie biorę udziału, a jeśli już, to staram się podchodzić spokojnie i przede wszystkim neutralnie. Bo na podstawie tego, co pisałem wcześniej, wiem, że nic się nie zmieni u nikogo. M
Mając wiedzę o psychologicznych aspektach trudności związanych z przekonaniem kogoś do swojej racji, zbudowałem pewne swoje niepisane zasady w dyskusjach: otóż ważne jest, by nie traktować dyskusji jako konfrontacji między stronami, a jedynie jako wspólną próbę przetestowania różnych koncepcji i zbliżenia się do prawdy. Nie deklarować, że jest się prawdziwości swoich poglądów pewnym (lub pewnym nieprawdziwości poglądów interlokutora), a już w żadnym wypadku nie przedstawiać swoich poglądów jako "prawdy obiektywnej". Stanowczo wystrzegać się arogancji, złośliwości, protekcjonalnego tonu, etykietowania i ataków personalnych. Wskazane jest używanie asekuracyjnych zwrotów podkreślających niepewność swoich racji i dopuszczalność słuszności racji przeciwnika, np.,: "w świetle znanych mi dowodów, bardziej prawdopodobne wydaje mi się...", "przypuszczam, że...", "... wydaje mi się niezbyt rozsądne/niewystarczająco przekonujące" itp..
Może to wyglądać jako niepewność lub niechęć do przedstawiania i bronienia swoich racji, ale wiele razy już dużo mi to dało. A najwięcej to świętego spokoju. Poza tym ludzie lubią, jak się inni z nimi zgadzają. Nawet jeśli jest to tylko zgoda chwilowa, na czas dyskusji. Dlatego na przykład jak ktoś narzeka na coś, to ja mu przytakuję i też narzekam na to samo, chociaż tak naprawdę mogę nie mieć powodu do narzekania.
Uważam też, że religie mają pewne plusy - są gotowym zbiorem praktyk, rytuałów i sposobu myślenia. Dla wielu osób lepsze będzie przyjęcie całego pakietu zakazów, nakazów, sposobu myślenia, rytuałów oraz celu w życiu, niż szukanie tego pojedynczo. Swego czasu interesowałem się zagadnieniem Jezusa historycznego. Dla mnie to było fajne hobby. Mimo iż jestem niereligijny, bo wiarę straciłem głównie pod wpływem książek Lema i Dawkinsa.
Ze szczerością też jestem ostrożny. Uważam, że nie zawsze szczerość popłaca, a czasem trzeba stosować białe kłamstwa. Też nie miałem z tego powodu nigdy nieprzyjemności. Staram się robić tak, żeby nie urazić nikogo, chyba że ktoś faktycznie mnie atakuje, wtedy włączam tryb obrony.
Ty masz nieco inny sposób na życie, bardziej bezpośredni niż mój. Być może to wynika z naszych cech charakteru, których łatwo nie zmienimy (i to mimo mojej wiary w to, że siłą woli i zmuszaniem się można osiągnąć bardzo dużo). Być może wynika to też z tego, że nie nigdy nie przeszedłem etapu buntu młodzieńczego, choćby przeciwko rodzicom i zawsze byłem za wzór. Minusem jest to, że do dziś mam trudności w sprzeciwianiu się matce.
Ten wątek poszedł w stronę prezentowania naszych osobistych postaw, a to też nie o to chodziło autorowi.
Wracając do tematu - dla mnie kreacjonizm jest ciekawie stworzonym mitem, który ma swoje podłoże w każdej pierwotnej cywilizacji. Bo opisy powstania świata w kilka dni w księgach różnych cywilizacji nie różnią się tak bardzo. Sumerowie i Babilończycy mieli bardzo podobne już dużo wcześniej, niż Izraelici, więc można pomyśleć, że było to w pewien sposób kopiowane lub inspirowane przez inne kultury. Daję wiarę teorii ewolucji.



