08-28-2023, 11:16 AM
Ja zawsze miałem problem z autorytetami, nie umiałem przyjąć do wiadomości, że ktoś może coś mi kazać, jeżeli jest taki jak ja, albo gorszy ode mnie. Oczywiście przyjmowałem uwagi od wszystkich, ale segregowałem je szacunkiem do osób, które mi coś mówiły.
Ja od zawsze miałem totalnie wywalone na to co inni o mnie myślą i mówią. Nie miałem jakiegoś wygórowanego zdania o sobie, więc nie wiem skąd się to wzięło. Po prostu mi totalnie wisiało co inni myślą, a nawet lubiłem wzbudzać kontrowersję. Byłem antyreligijny w czasach kiedy ludzie patrzyli na to bardzo krzywo, byłem wegetarianinem w czasach, kiedy jak nie jadłeś mięsa, to byłeś chyba szatanistą.
Zawsze grałem pod prąd, a moja samoocena była w miarę ok, ale rosła ponieważ byłem lubiany, ponieważ zawsze za mną chodziła grupa ludzi, która po latach zrozumiałem, że mnie w jakiś sposób czciła. Może to oczywiście za wielkie określenie, ale miałem znajomych, którzy po prostu wzorowali się na mnie i widziałem, że chodzą za mną.
Dziewczyny też latały za mną, mimo, że nigdy nie uważałem się za przystojnego, że byłem chudy jak szkieleton, ale coś we mnie było, że laski do mnie lgnęły i często moje kilkugodzinne znajomości z nowo poznanymi dziewczynami kończyły się w łóżku.
Poza tym uwielbiałem szczerość, często graliśmy ze znajomymi w gry związane ze szczerością. Ogólnie miałem patrząc z perspektywy czasu dobrze dobranych znajomych z którymi dogadywaliśmy się super.
I zawsze mnie odstraszały większe grupy ludzi, czyli religie, partie, a nawet kibice. Wszystko co wiązało ludzi w grupy uznawałem za głupotę, za bycie baranem zamiast wilkiem.
Nie cierpię też takich rzeczy jak lojalność i przywiązania do grupy, rodziny, partii itd. Jeżeli coś mi nie pasuje, to wyłączam to i tyle. Czy to podpadnie mi matka, czy brat, czy najbliższy przyjaciel.
Nie mam problemów z przyznawaniem się do błędów, to też nie sprawiało mi nigdy problemów, to po prostu jakaś droga rozwoju.
Ja od zawsze miałem totalnie wywalone na to co inni o mnie myślą i mówią. Nie miałem jakiegoś wygórowanego zdania o sobie, więc nie wiem skąd się to wzięło. Po prostu mi totalnie wisiało co inni myślą, a nawet lubiłem wzbudzać kontrowersję. Byłem antyreligijny w czasach kiedy ludzie patrzyli na to bardzo krzywo, byłem wegetarianinem w czasach, kiedy jak nie jadłeś mięsa, to byłeś chyba szatanistą.
Zawsze grałem pod prąd, a moja samoocena była w miarę ok, ale rosła ponieważ byłem lubiany, ponieważ zawsze za mną chodziła grupa ludzi, która po latach zrozumiałem, że mnie w jakiś sposób czciła. Może to oczywiście za wielkie określenie, ale miałem znajomych, którzy po prostu wzorowali się na mnie i widziałem, że chodzą za mną.
Dziewczyny też latały za mną, mimo, że nigdy nie uważałem się za przystojnego, że byłem chudy jak szkieleton, ale coś we mnie było, że laski do mnie lgnęły i często moje kilkugodzinne znajomości z nowo poznanymi dziewczynami kończyły się w łóżku.
Poza tym uwielbiałem szczerość, często graliśmy ze znajomymi w gry związane ze szczerością. Ogólnie miałem patrząc z perspektywy czasu dobrze dobranych znajomych z którymi dogadywaliśmy się super.
I zawsze mnie odstraszały większe grupy ludzi, czyli religie, partie, a nawet kibice. Wszystko co wiązało ludzi w grupy uznawałem za głupotę, za bycie baranem zamiast wilkiem.
Nie cierpię też takich rzeczy jak lojalność i przywiązania do grupy, rodziny, partii itd. Jeżeli coś mi nie pasuje, to wyłączam to i tyle. Czy to podpadnie mi matka, czy brat, czy najbliższy przyjaciel.
Nie mam problemów z przyznawaniem się do błędów, to też nie sprawiało mi nigdy problemów, to po prostu jakaś droga rozwoju.



