W Wałbrzychu mój wujaszek, którego widziałem dwa razy w życiu, zapił się parę lat temu na śmierć, więc chyba nie jest tam wesoło. 
Piec kaflowy i dwójka ludzi w cenie. Całkiem spoko.
A tak serio, to kupowanie na siłę takich ruder to trochę ciężka sprawa. Chociaż jak ktoś ma łeb na karku i jest przedsiębiorczy, to sobie poradzi. Mój kuzyn wywodzi się z biednej rodziny, a rozkręcił w Kruszwicy, małym mieście z Mysią Wieżą, sporą firmę zupełnie od zera robiąc jednocześnie na etacie. Teraz ma chyba że trzy firmy i myślę, że spokojnie jest już milionerem. Kupił lata temu właśnie taki zrujnowany dom za grosze, gdzie nawet podłogi nie było, tylko klepisko. Cała rodzina się stukała w głowę. 10 lat dłubał samemu, aż odpicował super chatę. Kupił nieużytki dookoła, żeby się zabezpieczyć na przyszłość od bliskości sąsiadów na wypadek, gdyby tam jakieś kolejne domki budowali. No i miał rację. Więc jak się na łeb, to można nawet w pipidówie odnieść sukces. Niestety chyba nie mam z nim wspólnych genów.
Takie male miasta w górach czy na ścianie wschodniej mogą być fajne, jak się ma już pracę, najlepiej zdalną. Wtedy można na tym dużo zyskać. Jak się nie ma pracy, to się jedzie tam, gdzie są pieniądze. Ceny za wynajem w dużych miastach nie wzięły się z nikąd. Ludzie po prostu chcą tam mieszkać.

Piec kaflowy i dwójka ludzi w cenie. Całkiem spoko.
A tak serio, to kupowanie na siłę takich ruder to trochę ciężka sprawa. Chociaż jak ktoś ma łeb na karku i jest przedsiębiorczy, to sobie poradzi. Mój kuzyn wywodzi się z biednej rodziny, a rozkręcił w Kruszwicy, małym mieście z Mysią Wieżą, sporą firmę zupełnie od zera robiąc jednocześnie na etacie. Teraz ma chyba że trzy firmy i myślę, że spokojnie jest już milionerem. Kupił lata temu właśnie taki zrujnowany dom za grosze, gdzie nawet podłogi nie było, tylko klepisko. Cała rodzina się stukała w głowę. 10 lat dłubał samemu, aż odpicował super chatę. Kupił nieużytki dookoła, żeby się zabezpieczyć na przyszłość od bliskości sąsiadów na wypadek, gdyby tam jakieś kolejne domki budowali. No i miał rację. Więc jak się na łeb, to można nawet w pipidówie odnieść sukces. Niestety chyba nie mam z nim wspólnych genów.

Takie male miasta w górach czy na ścianie wschodniej mogą być fajne, jak się ma już pracę, najlepiej zdalną. Wtedy można na tym dużo zyskać. Jak się nie ma pracy, to się jedzie tam, gdzie są pieniądze. Ceny za wynajem w dużych miastach nie wzięły się z nikąd. Ludzie po prostu chcą tam mieszkać.



