This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Spoko, sprawdzę po pracy.

Wracając jeszcze do tematu mieszkania lub nie mieszkania z rodzicami w dorosłym wieku. To już naprawdę zależy od charakteru relacji z domownikami. Znam od dzieciństwa gościa ze dwa lata starszego ode mnie, który ma pewien stopień niepełnosprawności intelektualnej. Normalnie się z nim gada, ma normalne zainteresowania, ale jednak to takie duże dziecko. Gość nie czai, że coś z nim jest nie tak, nie czuje żadnego lęku społecznego, nie jest zażenowany zagadywaniem obcych ludzi. Gdy z kolegami za nastoletnich czasów grzaliśmy ławkę na plaży obserwując laski i nie wiedząc, co robić, ten podbijał do każdej, dosłownie do każdej, która mu się podobała i kompletnie nie przejmował się odrzuceniem. Po prostu atakował następna. I ciągle z jakimiś laskami się bujał. Niektóre się z niego trochę śmiały, ale on miał to w pompie. Dziś nie mam już z nim kontaktu, ale widzę na fejsie, że chyba nie pracuje, gra w gierki, robi muzykę na kompie, jakieś niszowe transmisje na Twitchu i filmiki na YT kartoflanej jakości. Wygląda na to, że mu tak dobrze, choć nie mam pojęcia, czy jest jakkolwiek zabezpieczony na przyszłość. Czy ma mieszkanie, czy ma kobitę.
Brak świadomości, brak wysokich oczekiwań od życia itp. to czasem wybawienie. Człowiek sobie żyje jako Seba i umiera jako Seba.

Mnie takie życie bolało i boli. Mieszkanie z matką mnie boli. Dzielenie mieszkania z obcymi ludźmi to też nie jest fajna sytuacja, a niestety często tak mam choćby pracując zagranicą. Najlepiej mi się żyło, jak parę razy miałem dla siebie całą kawalerkę. Umiem zadbać o czystość, porządek, umiem prać, prasować, a jedyny problem, to gotowanie i związane z tym zakupy spożywcze. Tego nie ogarniam i jakoś mnie to nie ciągnie, ale chciałbym spróbować, bo w końcu to nic trudnego, wszystko jest w Internecie.

Rozumiem, że ktoś może mieć na odwrót, że dla kogoś siedzenie samemu w czterech ścianach w bloku to będzie koszmar i będzie wolał mieszkać w rodzinnym domu z ogrodem.

A co do kwestii pieniędzy i życia z rodzicami tylko po to, żeby jak najwięcej odłożyć, to nikt z nas nie ma zagwarantowane że umrze stary. I teraz pomyśl sobie że całą młodość ciułasz na mieszkanie, odmawiasz sobie wyprowadzki od rodziców bo się nie opłaca, wolałbyś mieszkać na swoim no ale za co, a przecież się nie będziesz upadlał wynajmując pokój, jak się przeprowadzać to tylko na salony i do tego własne, a nie wynajmowane. Wreszcie udaje ci się kupić mieszkanie, 2 lata później diagnoza rak, na który nawet porady Tomakina nie pomogą. I do piachu. Warto było? Nie zawsze najbardziej opłaca się to, co opłaca się finansowo.

Pomimo moich eksperymentów z suplami na pamięć, koncentrację i szybkość nauki, to zauważam jednak spadek kreatywności, który IMO wynika ze starzenia się. Nie wiem kiedy i jak to się stało, tylko mam jakby w głowie podświadomą walkę. O co? Chyba o tą upragnioną stabilizację w życiu, Ale zauważalny jest również spadek energii - a to się tu nie chce, a to powrót z dyskoteki o 5 rano to już taki "wyczyn", gdzie kiedyś się balowało całą noc, a rano wstawało na studia po 2-3 godzinach snu. Teraz organizm potrzebuje więcej czasu na regenerację. Nawet nie wiem jak to określić.

Co zauważam? Że wiele osób w moim wieku już zalane tłuszczem, gęba jak kartofel, włosy cienkie i rzadkie. Może nawet obłączków nie mają. Big Grin Nie to że się wybielam, ale tu duże znaczenie ma na pewno podejście do życia - no kuźwa jak gadam czasami z rówieśnikami, to nóż się w kieszeni otwiera od tego marudzenia, jak to w życiu jest przewalone, że to nie tak, tamto nie tak itd. I to w takim wieku! Normalnie jak bym 80-letnią babcię słyszał. W wieku przynajmniej 30+ to trzeba żyć, góry przenosić, bawić się itd, a nie kuźwa chrzanić smuty.

W zeszłym tygodniu koleżanka, z którą odnowiłem kontakt, poprosiła mnie do, żebym zerknął na jej kompa, bo się rozsypał, a ma tam program księgowy. Trochę to trwało, więc sobie luzie gadaliśmy. Nie mogłem pojąć, jak można tak pieprzyć głupoty - a to że ciężko jest, a to że od dobrych kilku lat nie była na wakacjach, a to że auto jej się psuje, a to inne kuźwa życiowe dylematy. Serio? Przez 2 godziny naprawy kompa praktycznie zero uśmiechu. Nie wiem, może takie osoby spotykam, bo jednak jak widzę czasem przez szyby na siłowniach, to najwięcej jest właśnie osób 30 i 40+, które już wizualnie odbiegają od tego, co najczęściej widzę w moim otoczeniu. Dlatego wolę pogadać z kimś młodszym, bo przynajmniej w tych osobach więcej życia jest, widać to, czuć, można się normalnie spotkać, na luzie pogadać i jest w pytę, a nie martwić się byle gównem.

Według mnie to wszystko jest w głowie. Czujesz się na 40 lat, to masz 40 lat. Czujesz się na 20 lat, to tyle masz, a jak rozpaczasz, że czas leci, tak jak ja czasem miewałem, to pomyśl sobie, że każdemu na świecie czas również leci tak samo. Rok to rok, miesiąc to miesiąc, tydzień to tydzień.

Ja może z tym strasznie nie walczę, bo mam teraz obowiązki od rana czasami do wieczora i jakiś rytm dnia, ale wiem tyle, że jak o siebie dbasz, tak masz. A nie lenie, lesery, porobią dzieci, mają jakąś pracę, żona ma też pracę, i tak egzystują i ani z nimi porozmawiać nie można, bo zaraz zacznie się pierdolenie jak to przejebane jest w życiu - mimo że mają dom, dzieci, żonę, pracę. Po prostu głowa i jeszcze raz głowa.

Tylko jak tu się dziwić, że się ktoś źle czuje, jak przy wzroście 175 cm waży 120kg, nie ma hobby, a egzystencjalnym wyczynem jest wypicie kilku browarów na sen. Niech się nie dziwi, że ma przewalone w życiu, jak ostatni raz wyjechał gdzieś na wakacje mając 24 lata i do tej pory wspomina, jak wtedy zajebiście było i co odjebali z kumplami. Ważne jest tu i teraz i to właśnie teraz trzeba być pozytywnym świrem. Tak samo za 10 lat czy za 20 lat, też będziesz wspominał jak to mając 30+ odpierdalałeś. Tylko wtedy też trzeba będzie tę energię w sobie potrafić wykrzesać.

Najważniejsza głowa, wtedy można na prawdę zacząć po prostu żyć. Gdyby nie głowa, to sam bym nie zmarnował wielu lat na zamulanie.

Jeszcze w kwestii nauki angielskiego wrzucę kilka swoich odkryć, bo mam ten post od paru dni w notatkach w telefonie i w końcu o nim zapomnę.

Pisząc zdania człowiek się nauczy w miarę komunikować pisemnie, ale nie będzie rozumiał co się do niego mówi. Słuchając i czytając będzie rozumiał, ale za nic w świecie się samodzielnie nie wypowie. Dlatego ważne jest ćwiczenie wszystkich tych rzeczy jednocześnie. Trzeba używać języka aktywnie na wszystkich frontach. Można powtarzać zdania za aktorami oglądając serial. Można uczyć się zagranicznych piosenek na pamięć i śpiewać pod prysznicem. Kij z tym, że śpiewać nie umiem i matka mnie ucisza, że sąsiadów pobudzę. Zacząłem się nagrywać, jak czytam czy mówię po angielsku i potem odsłuchuję te nagrania wyłapując błędy. O Jezu, jak to dziwnie brzmi. Jak pijany rusek.

Dodałbym tez oglądanie filmików na YouTube o tematyce "pronunciation". Fonetyka, wymowa, melodia zdania, akcentowanie - szalenie ważne, żeby zostać zrozumianym.

Przykład - jak po angielsku jest hotel? Łatwizna, każdy to wie. Ale większość Polaków najprawdopodobniej wymawia to słówko z akcentem na zła sylabę, co w polaczeniu z brakiem odpowiedniej melodii i wkładaniem tego słowa w rozbudowane zdanie sprawi, że nie zostaniemy zrozumiani i zapewne bedziemy musieli powtarzać jeszcze ze dwa razy.

Znajomość języka, to jak gra w szachy albo pokera. Żeby grać na poziomie, trzeba nie tylko znać zasady (których w obydwu przypadkach jest stosunkowo mało), ale również mieć rozegrane setki i tysiące partii.

Filmik w temacie:
https://youtu.be/Bd183BTba7I

I jeszcze mogę polecić kilka kanałów, które wpadły mi w oko i ucho:

https://www.youtube.com/user/accentsway
Co ciekawe angielski nie jest jej ojczystym językiem, ale opanowała go do perfekcji z akcentem amerykańskim i teraz sama go naucza.

https://www.youtube.com/user/rachelsenglish
Rodowita Amerykanka. Tak jak pani wyżej ona też uczy wymowy, tonu, melodii, intonacji, łączenia wyrazów i całej reszty, która pozwala brzmieć jak native speaker.

https://www.youtube.com/channel/UC-MSYk9...MuKAnQ7dDg
Dla chcących opanować amerykańską wymowę.

https://www.youtube.com/user/papateachme
I dla tych, którzy wolą brytyjskie brzmienie.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - przez Temper - 06-28-2023, 10:24 AM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości