06-27-2023, 07:30 PM
Samo to, że się mieszka z rodzicami, to nie jest jeszcze patologia, bo można tak robić, żeby oszczędzać kasę na coś swojego, ale może to do zachowań patologicznych prowadzić. Konflikty w wielopokoleniowych rodzinach też zawsze były. Dowcipy o teściowych nie wzięły się z nikąd. Dziś mamy mnóstwo wygód i przez te wygody dorosły facet może nie pracować, nie uczyć się i nie wychodzić z domu, a i tak przeżyje. Plus masa rzeczy, do których można uciekać od rzeczywistości. Gry, filmy i seriale, porno, anime, VR. Dawniej żyło się na kupie, ale każdy musiał zapieprzać i nie było tak, że synek mógł całymi dniami nic nie robić, a wszyscy mu przynosili wszystko pod dziubek. Kto nie pracował, ten nie jadł. Jedynie szlachcice mogli sobie pozwolić na nic nie robienie i wymyślanie intryg z nudów.
Mam też wrażenie, że pokolenie matek boomerek jest jakieś popieprzone pod względem uzależniania się emocjonalnego od swoich synów i wyręczania ich ze wszystkiego, bo to jest dość częste. Córki traktują za to zupełnie inaczej i są bardziej wymagające. Potem rosną takie miękkie pipy, które nie potrafią ugotować sobie parówek i zrobić jajecznicy.
Można też spojrzeć na księży czy biskupów. To są w znakomitej większości totalne niemoty życiowe, którzy bez gosposi i zakonnic zginęliby z głodu i w totalnym syfie. Nic nie ugotuje, nic nie upierze, nie potrafi zrobić zakupów w sklepie. Do tego upojenie poczuciem własnej władzy i mamy idealne dorosłe dziecko.
Tylko oni mają faktycznie jakąś władzę, pełnią jakieś funkcje, mają swoją rolę w społeczeństwie. Jeśli ktoś w wieku 50 lat nic nie robił i nie robi, to mimo iż jest mu wygodnie, to podświadomość będzie go podgryzać poczuciem winy, że marnuje swoje życie. I stąd się biorą nerwice natręctw, które dają upust stresowi. Sam chyba o tym pisałeś.
Co do hobby to ponownie polecam grupy na fejsie. Też pisałeś o tym na stronce o wygrywie i akcjach ze sprzedażą papryczek. Sam nie lubię pikantnych rzeczy, więc to akurat odpada, ale idea jest dobra. Widzę, ile ludzi się ogłasza na grupie Aktywny Poznań. Poszedłbym na treningi freesbie, bo ciągle się ogłaszają, ale zgrupowania mają akurat jak jestem jeszcze w pracy. Ludzie się czasem umawiają na wspólne jeżdżenie na rowerze, tylko tu trzeba uważać, bo kolarze to jedna z najbardziej zjebanych grup społecznych.
Na fb jest masa grup zainteresowań, typu ustawki na piłkę na orliku, wynajem hali do siatkówki, granie w planszówki, szachy, karty. Nawet głupi spacer, albo te ustawki na wspólne zwiedzanie miasta z przewodnikiem za co łaska.
Jest taka strona meetup.com też można w większym mieście coś znaleźć. Nawet za wykopie można zapytać na tagu miasta. Zamiast biegać na odludziu to chodźmy biegać w miejsce, gdzie są ludzie. Ziomek z pracy biega na stadionie miejskim i prawie codziennie z kimś gada przy rozciąganiu. Fakt, że chodzenie do obcych ludzi może być niekomfortowe, jeśli ta grupa jest zżyta, a my jesteśmy nowi, ale to już też zależy od grupy, czy potrafi zająć się goszczeniem nowej osoby. O tym już rozmawialiśmy tu kiedyś. Jeśli się nie klei, to następnym razem się już nie przychodzi.
Może geocaching? Może zbieranie grzybów? Jagód? Owoców z dawnych sadów? Orzechów? Później przetwarzanie tego na konfitury albo wino Trzeba się rozejrzeć, co oferuje okolica. Załóżmy, że polubię gotowanie. No to gotuję sobie jedzenie, więc trzeba zakupy zrobić. Zaczynam lubić eksperymentowanie w kuchni, więc czasem trzeba jechać po coś na drugi koniec miasta. Skoro lubię eksperymentować w kuchni, to czasem lubię się pochwalić tym znajomym na fejsie, na instagramie, czy osobiście, więc ktoś do mnie wpada, nawet na wspólne gotowanie.
Może majsterkowanie? DIY? Wędkowanie? Gitara? Wykrywacz? Puzzle? Ja lubię majsterkować, choć z różnym skutkiem. Znajomy wie o tym, zaprasza do siebie do warsztatu, gdy trzeba coś zrobić, co dwie głowy to nie jedna. A i piwko sobie strzelimy.
Za kilkadziesiąt złotych można kupić na Allegro zestawy do malowania farbami po numerach. Rozstawiasz sobie małą sztalugę, naciągasz płótno z numerkami kolorów i malujesz. To ćwiczy cierpliwość, jakieś ogarnięcie tego, jak farby się zachowują, no a na koniec ładnie wygląda. Są też jakieś wyszywanki po numerach itp. W ogóle można nauczyć się szyć. Z Youtubem i blogami nic nie jest zbyt trudne.
Można po prostu oglądać filmy/seriale/kabarety/bajki, słuchać muzyki, grać w gry na komputerze, konsoli czy na telefonie. Można zacząć bawić się z grafiką, rysować na tablecie, montować filmy. A jak się jest bardziej oblatanym, to programowanie. Z takiej nauki zawsze coś się wyniesie. Skoro nauka to właśnie języki obce. Może krzyżówki? Czytanie książek, poezji? A może właśnie samodzielne pisanie, tak jak mówisz. A może warto coś zacząć zbierać? Np. znaczki, monety, antyki, elektronika. Zbierać można wszystko. Sam mam kilkanaście klaserów ze znaczkami i robię sobie w wolnej chwili ewidencję przy okazji uruchamiając lawinę wspomnień.
Brak znajomych? Można odezwać się do tych ze studiów, albo szkoły. Tak jak ja odezwałem się do dawnej znajomej, z którą nie rozmawiałem 7 lat i znajomość się odnowiła. Ściągnąłem wtyczką do przeglądarki daty urodzin wszystkich z fejsa i automatycznie dodałem do kalendarza Google. Każdemu wysyłam teraz życzenia na urodziny, co daje jakiś punkt zaczepienia. Jeśli będę chciał kiedyś zagadać do takiej osoby, to zawsze lepiej pisać do kogoś, z kim chociaż wymieniłem życzenia, niż do kogoś, do kogo się nie odezwałem od lat.
A z pracy znajomi? Zapytajmy, co robią po pracy. Przecież nie wszyscy żyją przed telefonami i telewizorem.
Możliwości są setki.
Mam też wrażenie, że pokolenie matek boomerek jest jakieś popieprzone pod względem uzależniania się emocjonalnego od swoich synów i wyręczania ich ze wszystkiego, bo to jest dość częste. Córki traktują za to zupełnie inaczej i są bardziej wymagające. Potem rosną takie miękkie pipy, które nie potrafią ugotować sobie parówek i zrobić jajecznicy.
Można też spojrzeć na księży czy biskupów. To są w znakomitej większości totalne niemoty życiowe, którzy bez gosposi i zakonnic zginęliby z głodu i w totalnym syfie. Nic nie ugotuje, nic nie upierze, nie potrafi zrobić zakupów w sklepie. Do tego upojenie poczuciem własnej władzy i mamy idealne dorosłe dziecko.
Tylko oni mają faktycznie jakąś władzę, pełnią jakieś funkcje, mają swoją rolę w społeczeństwie. Jeśli ktoś w wieku 50 lat nic nie robił i nie robi, to mimo iż jest mu wygodnie, to podświadomość będzie go podgryzać poczuciem winy, że marnuje swoje życie. I stąd się biorą nerwice natręctw, które dają upust stresowi. Sam chyba o tym pisałeś.
Co do hobby to ponownie polecam grupy na fejsie. Też pisałeś o tym na stronce o wygrywie i akcjach ze sprzedażą papryczek. Sam nie lubię pikantnych rzeczy, więc to akurat odpada, ale idea jest dobra. Widzę, ile ludzi się ogłasza na grupie Aktywny Poznań. Poszedłbym na treningi freesbie, bo ciągle się ogłaszają, ale zgrupowania mają akurat jak jestem jeszcze w pracy. Ludzie się czasem umawiają na wspólne jeżdżenie na rowerze, tylko tu trzeba uważać, bo kolarze to jedna z najbardziej zjebanych grup społecznych.
Na fb jest masa grup zainteresowań, typu ustawki na piłkę na orliku, wynajem hali do siatkówki, granie w planszówki, szachy, karty. Nawet głupi spacer, albo te ustawki na wspólne zwiedzanie miasta z przewodnikiem za co łaska.
Jest taka strona meetup.com też można w większym mieście coś znaleźć. Nawet za wykopie można zapytać na tagu miasta. Zamiast biegać na odludziu to chodźmy biegać w miejsce, gdzie są ludzie. Ziomek z pracy biega na stadionie miejskim i prawie codziennie z kimś gada przy rozciąganiu. Fakt, że chodzenie do obcych ludzi może być niekomfortowe, jeśli ta grupa jest zżyta, a my jesteśmy nowi, ale to już też zależy od grupy, czy potrafi zająć się goszczeniem nowej osoby. O tym już rozmawialiśmy tu kiedyś. Jeśli się nie klei, to następnym razem się już nie przychodzi.
Może geocaching? Może zbieranie grzybów? Jagód? Owoców z dawnych sadów? Orzechów? Później przetwarzanie tego na konfitury albo wino Trzeba się rozejrzeć, co oferuje okolica. Załóżmy, że polubię gotowanie. No to gotuję sobie jedzenie, więc trzeba zakupy zrobić. Zaczynam lubić eksperymentowanie w kuchni, więc czasem trzeba jechać po coś na drugi koniec miasta. Skoro lubię eksperymentować w kuchni, to czasem lubię się pochwalić tym znajomym na fejsie, na instagramie, czy osobiście, więc ktoś do mnie wpada, nawet na wspólne gotowanie.
Może majsterkowanie? DIY? Wędkowanie? Gitara? Wykrywacz? Puzzle? Ja lubię majsterkować, choć z różnym skutkiem. Znajomy wie o tym, zaprasza do siebie do warsztatu, gdy trzeba coś zrobić, co dwie głowy to nie jedna. A i piwko sobie strzelimy.
Za kilkadziesiąt złotych można kupić na Allegro zestawy do malowania farbami po numerach. Rozstawiasz sobie małą sztalugę, naciągasz płótno z numerkami kolorów i malujesz. To ćwiczy cierpliwość, jakieś ogarnięcie tego, jak farby się zachowują, no a na koniec ładnie wygląda. Są też jakieś wyszywanki po numerach itp. W ogóle można nauczyć się szyć. Z Youtubem i blogami nic nie jest zbyt trudne.
Można po prostu oglądać filmy/seriale/kabarety/bajki, słuchać muzyki, grać w gry na komputerze, konsoli czy na telefonie. Można zacząć bawić się z grafiką, rysować na tablecie, montować filmy. A jak się jest bardziej oblatanym, to programowanie. Z takiej nauki zawsze coś się wyniesie. Skoro nauka to właśnie języki obce. Może krzyżówki? Czytanie książek, poezji? A może właśnie samodzielne pisanie, tak jak mówisz. A może warto coś zacząć zbierać? Np. znaczki, monety, antyki, elektronika. Zbierać można wszystko. Sam mam kilkanaście klaserów ze znaczkami i robię sobie w wolnej chwili ewidencję przy okazji uruchamiając lawinę wspomnień.
Brak znajomych? Można odezwać się do tych ze studiów, albo szkoły. Tak jak ja odezwałem się do dawnej znajomej, z którą nie rozmawiałem 7 lat i znajomość się odnowiła. Ściągnąłem wtyczką do przeglądarki daty urodzin wszystkich z fejsa i automatycznie dodałem do kalendarza Google. Każdemu wysyłam teraz życzenia na urodziny, co daje jakiś punkt zaczepienia. Jeśli będę chciał kiedyś zagadać do takiej osoby, to zawsze lepiej pisać do kogoś, z kim chociaż wymieniłem życzenia, niż do kogoś, do kogo się nie odezwałem od lat.
A z pracy znajomi? Zapytajmy, co robią po pracy. Przecież nie wszyscy żyją przed telefonami i telewizorem.
Możliwości są setki.



