06-20-2023, 02:28 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-20-2023, 03:07 AM przez tomakin.)
...i powrót do rzeczy sprzed roku czy dwóch
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15270715/
W dużym skrócie, autorzy analizują hipotezę, że za zmiany w układzie krążenia w przebiegu marskości wątroby odpowiada w dużej mierze (albo nawet głównie) zmiana w składzie flory jelitowej, a także przepuszczalność jelita, nie tylko dla produktów przemiany materii bakterii, ale też dla samych organizmów.
No i mamy takie coś
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9731560/
Cysteina (NAC) zapobiegła rozwojowi zmian w układzie krążenia związanych z marskością! Problem w tym, że użyto tam naprawdę dużych dawek, na dodatek w formie zastrzyków do jamy otrzewnej, a nie jako suplement, który się zjada.
Czyli wiem już niemal na pewno, że problem bierze się ze zbyt dużego rozszerzenia drobnych naczyń krwionośnych, wiem niemal na pewno, że jest odwracalny (obkurczenie naczynek po kąpieli całkowicie likwiduje objaw Terry'ego). Niemal na pewno wiem, że to kwestia nadmiaru tlenków azotu bądź nadwrażliwości na nie, bo po argininie (źródło tych substancji w organizmie) objaw jest dużo wyraźniejszy.
Ale co z przyczyną tego rozszerzenia, czy to ten sam mechanizm, co w marskości? Pojawienie się objawów równolegle z wielomiesięcznymi mega silnymi objawami jelitowymi sugeruje, że tak, podobnie jak mocniejszy objaw teraz, wraz z powrotem biegunek. Ale jaki tu jest mechanizm? Może po prostu biegunki wywołane nerwicą (i tylko nerwicą) doprowadziły do mikrouszkodzeń w jelitach, co ułatwia przechodzenie syfu do krwiobiegu, a tym samym zwiększa stężenie tlenków azotu?
I dlaczego objaw nie znika, utrzymuje się słabo widoczny, ale utrzymuje przez te wszystkie lata? Nie ma opcji, żeby tyle lat mieć rozwaloną florę jelitową, zawsze na tym samym poziomie. Chociaż... może być, że jest jakaś zmiana fizyczna, typu refluks czy coś.
No nic, póki co trzymam się karnityny, bo jest opcja, że to kwestia jednak tarczycy, ona powoduje nadwrażliwość na tlenki azotu, do tego cynk i tauryna. Nie mieszać różnych rzeczy.
Ale w planach na przyszłość trzeba jakoś systemowo podejść do tematu "uszczelniania" jelit. Już to kiedyś zresztą chyba robiłem, na podstawie tych samych badań, które teraz wrzuciłem.
https://www.mdpi.com/2072-6643/15/5/1229
O luteinie nie zapomnieć, bo brałem w 2020, a tu widzę, że ona bardzo ładnie zapobiegała przerwaniu ciągłości ochrony ściany jelit u zwierząt.
Koncepcja jest taka, że jeśli przyczyną jest np przepuszczalność ścianki jelit, to nie ma za bardzo opcji, żeby to w jakikolwiek sposób w ogóle zbadać prywatnie w laboratorium czy szpitalu, ale jeśli połączy się kilka taktyk, które w badaniach powodowały poprawę (probiotyk, glukozamina, glutamina, jeszcze kilka rzeczy się znajdzie), to efekt powinien być bardzo dobrze widoczny.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15270715/
W dużym skrócie, autorzy analizują hipotezę, że za zmiany w układzie krążenia w przebiegu marskości wątroby odpowiada w dużej mierze (albo nawet głównie) zmiana w składzie flory jelitowej, a także przepuszczalność jelita, nie tylko dla produktów przemiany materii bakterii, ale też dla samych organizmów.
No i mamy takie coś
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9731560/
Cysteina (NAC) zapobiegła rozwojowi zmian w układzie krążenia związanych z marskością! Problem w tym, że użyto tam naprawdę dużych dawek, na dodatek w formie zastrzyków do jamy otrzewnej, a nie jako suplement, który się zjada.
Czyli wiem już niemal na pewno, że problem bierze się ze zbyt dużego rozszerzenia drobnych naczyń krwionośnych, wiem niemal na pewno, że jest odwracalny (obkurczenie naczynek po kąpieli całkowicie likwiduje objaw Terry'ego). Niemal na pewno wiem, że to kwestia nadmiaru tlenków azotu bądź nadwrażliwości na nie, bo po argininie (źródło tych substancji w organizmie) objaw jest dużo wyraźniejszy.
Ale co z przyczyną tego rozszerzenia, czy to ten sam mechanizm, co w marskości? Pojawienie się objawów równolegle z wielomiesięcznymi mega silnymi objawami jelitowymi sugeruje, że tak, podobnie jak mocniejszy objaw teraz, wraz z powrotem biegunek. Ale jaki tu jest mechanizm? Może po prostu biegunki wywołane nerwicą (i tylko nerwicą) doprowadziły do mikrouszkodzeń w jelitach, co ułatwia przechodzenie syfu do krwiobiegu, a tym samym zwiększa stężenie tlenków azotu?
I dlaczego objaw nie znika, utrzymuje się słabo widoczny, ale utrzymuje przez te wszystkie lata? Nie ma opcji, żeby tyle lat mieć rozwaloną florę jelitową, zawsze na tym samym poziomie. Chociaż... może być, że jest jakaś zmiana fizyczna, typu refluks czy coś.
No nic, póki co trzymam się karnityny, bo jest opcja, że to kwestia jednak tarczycy, ona powoduje nadwrażliwość na tlenki azotu, do tego cynk i tauryna. Nie mieszać różnych rzeczy.
Ale w planach na przyszłość trzeba jakoś systemowo podejść do tematu "uszczelniania" jelit. Już to kiedyś zresztą chyba robiłem, na podstawie tych samych badań, które teraz wrzuciłem.
https://www.mdpi.com/2072-6643/15/5/1229
O luteinie nie zapomnieć, bo brałem w 2020, a tu widzę, że ona bardzo ładnie zapobiegała przerwaniu ciągłości ochrony ściany jelit u zwierząt.
Koncepcja jest taka, że jeśli przyczyną jest np przepuszczalność ścianki jelit, to nie ma za bardzo opcji, żeby to w jakikolwiek sposób w ogóle zbadać prywatnie w laboratorium czy szpitalu, ale jeśli połączy się kilka taktyk, które w badaniach powodowały poprawę (probiotyk, glukozamina, glutamina, jeszcze kilka rzeczy się znajdzie), to efekt powinien być bardzo dobrze widoczny.



