06-19-2023, 01:25 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-19-2023, 05:12 AM przez tomakin.)
Ooo, mam, na wierzchu było. Badanie kwasu foliowego, badałem wszystko by dowiedzieć się, skąd te rozwolnienia. Styczeń 2008, wtedy to miałem.
A kiedy było spotkanie w Warszawie... kurde. Styczeń 2006, czyli 2 lata wcześniej, wtedy pojawiały się jakieś moje wpisy związane z tematem. I zdaje się, że wtedy już stamtąd odszedłem? Długo po "zlocie"?
Czyli rozwolnienia i objaw Terry'ego pojawiły się długo PO nerwicy, może nawet po jej wyleczeniu. Ale zobaczmy dalej, bo to było jakiś czas już po pojawieniu się objawów.
O, teraz sobie przypomniałem, to było na pewno po tym, jak brałem jakąś B12 z drożdżami, wkręciłem sobie, że to od drożdży mam te rozwolnienia (i kto wie, może miałem?). Dopiero teraz do mnie wróciło, że tam gdzieś drożdże się przewinęły. Podobnie teraz zastanawiam się, czy to nie drożdże z selenu namieszały.
Przy okazji stare badania znalazłem, listopad 2008, TSH 2,16, czyli idealne.
Listopad 2007, badanie na chlamydię, bo ją podejrzewałem o wywołanie stanów podgorączkowych.
Wrzesień 2007, niski cholesterol, ale teraz z perspektywy myślę, że to mogłaby być norma dla weganina, którym wtedy byłem, jeszcze do tego wykończonego stresem i rozwolnieniami.
Listopad 2006 - badanie ze szpitala chorób płucnych, wtedy na pewno miałem już silną agorafobię.
Grudzień 2007 - TSH 3,5, FT4 w normie, FT3 dosłownie musnęło górną granicę, przekraczając ją. To i badanie z 2008 w zasadzie mogłoby wykluczyć tarczycę jako przyczynę tych rozwolnień.
Czyli wygląda to tak, że jakoś w 2005? miałem początek agorafobii i ataków paniki, gdzieś w okolicy 2007 zaczęły się rozwolnienia i pojawił objaw Terry'ego, skończyły gdzieś w 2008. Istotne chyba jest, że w 2005 na pewno miałem obłączki na prawie wszystkich palcach. Wtedy zauważyłem, że zaczęły się zmniejszać.
Wstępny wniosek - ataki paniki i objaw Terry'ego nie są bezpośrednio powiązane. Może być tak, że "coś" wywołało najpierw nerwicę, a potem objaw.
W 2005 i okolicach mój stan zdrowia ogólnie był fatalny, znajomi na ulicy pytali czy na pewno zdrowy jestem, organizm się sypał. Wtedy zacząłem interesować się medycyną i... wyleczyłem się w parę tygodni. Suplami.
jezu... 18 lat, a ja dalej nie jestem w pełni zdrowy
niezbyt dobre referencje dla znachora.
A ta cała rozkmina wzięła się z tego, że zastanawiałem się z koleżanką, gdzie leży granica między problemem wynikającym ze stanu zdrowia, a gdzie z powiedzmy cech charakteru. W przypadku tego wyjazdu do Warszawy sprawa jest jasna, można jechać kilkaset kilometrów i jest dosłownie zero jakichkolwiek objawów, po kilku tygodniach nie można kilkuset metrów, Tego w ogóle nie da się wyjaśnić żadnymi cechami charakteru, bo jaka niby cecha charakteru odpowiada akurat za "niemożność jazdy autobusami"? Zresztą wyjaśnianie cechą charakteru czegoś, co pojawiło się tak nagle, z tak dużym nasileniem, jest po prostu idiotycznym pomysłem.
No ale mamy drugie spektrum, ludzie z tagu przegryw na wykopie, albo to, że tyle odkładałem ten remont łazienki czy odwlekam inne ważne decyzje w życiu. Na ile to wynika z rzeczy, które są po prostu do przepracowania, tak jak przegrywom cały plan rozpisałem odzyskania wiary w siebie, odwrócenia działania "wyuczonej bezradności", a na ile to wynika z powiedzmy depresji, gdzie mamy silne stany zapalne w mózgu i tu nic się nie zdziała, póki nie zastosuje się odpowiedniego leczenia?
A kiedy było spotkanie w Warszawie... kurde. Styczeń 2006, czyli 2 lata wcześniej, wtedy pojawiały się jakieś moje wpisy związane z tematem. I zdaje się, że wtedy już stamtąd odszedłem? Długo po "zlocie"?
Czyli rozwolnienia i objaw Terry'ego pojawiły się długo PO nerwicy, może nawet po jej wyleczeniu. Ale zobaczmy dalej, bo to było jakiś czas już po pojawieniu się objawów.
O, teraz sobie przypomniałem, to było na pewno po tym, jak brałem jakąś B12 z drożdżami, wkręciłem sobie, że to od drożdży mam te rozwolnienia (i kto wie, może miałem?). Dopiero teraz do mnie wróciło, że tam gdzieś drożdże się przewinęły. Podobnie teraz zastanawiam się, czy to nie drożdże z selenu namieszały.
Przy okazji stare badania znalazłem, listopad 2008, TSH 2,16, czyli idealne.
Listopad 2007, badanie na chlamydię, bo ją podejrzewałem o wywołanie stanów podgorączkowych.
Wrzesień 2007, niski cholesterol, ale teraz z perspektywy myślę, że to mogłaby być norma dla weganina, którym wtedy byłem, jeszcze do tego wykończonego stresem i rozwolnieniami.
Listopad 2006 - badanie ze szpitala chorób płucnych, wtedy na pewno miałem już silną agorafobię.
Grudzień 2007 - TSH 3,5, FT4 w normie, FT3 dosłownie musnęło górną granicę, przekraczając ją. To i badanie z 2008 w zasadzie mogłoby wykluczyć tarczycę jako przyczynę tych rozwolnień.
Czyli wygląda to tak, że jakoś w 2005? miałem początek agorafobii i ataków paniki, gdzieś w okolicy 2007 zaczęły się rozwolnienia i pojawił objaw Terry'ego, skończyły gdzieś w 2008. Istotne chyba jest, że w 2005 na pewno miałem obłączki na prawie wszystkich palcach. Wtedy zauważyłem, że zaczęły się zmniejszać.
Wstępny wniosek - ataki paniki i objaw Terry'ego nie są bezpośrednio powiązane. Może być tak, że "coś" wywołało najpierw nerwicę, a potem objaw.
W 2005 i okolicach mój stan zdrowia ogólnie był fatalny, znajomi na ulicy pytali czy na pewno zdrowy jestem, organizm się sypał. Wtedy zacząłem interesować się medycyną i... wyleczyłem się w parę tygodni. Suplami.
jezu... 18 lat, a ja dalej nie jestem w pełni zdrowy
niezbyt dobre referencje dla znachora.A ta cała rozkmina wzięła się z tego, że zastanawiałem się z koleżanką, gdzie leży granica między problemem wynikającym ze stanu zdrowia, a gdzie z powiedzmy cech charakteru. W przypadku tego wyjazdu do Warszawy sprawa jest jasna, można jechać kilkaset kilometrów i jest dosłownie zero jakichkolwiek objawów, po kilku tygodniach nie można kilkuset metrów, Tego w ogóle nie da się wyjaśnić żadnymi cechami charakteru, bo jaka niby cecha charakteru odpowiada akurat za "niemożność jazdy autobusami"? Zresztą wyjaśnianie cechą charakteru czegoś, co pojawiło się tak nagle, z tak dużym nasileniem, jest po prostu idiotycznym pomysłem.
No ale mamy drugie spektrum, ludzie z tagu przegryw na wykopie, albo to, że tyle odkładałem ten remont łazienki czy odwlekam inne ważne decyzje w życiu. Na ile to wynika z rzeczy, które są po prostu do przepracowania, tak jak przegrywom cały plan rozpisałem odzyskania wiary w siebie, odwrócenia działania "wyuczonej bezradności", a na ile to wynika z powiedzmy depresji, gdzie mamy silne stany zapalne w mózgu i tu nic się nie zdziała, póki nie zastosuje się odpowiedniego leczenia?



