06-15-2023, 11:46 PM
Tak sobie myślę też, czy moje problemy z regeneracją ścięgien (ciągle mam jakieś problemy, jeśli zbyt intensywnie ćwiczę, gram na pianinie albo nawet za dużo piszę na klawiaturze) to nie jest w 90% kwestia tego, że krew nie dociera tam tak, jak powinna, przez co komórki nie regenerują się odpowiednio szybko.
Mam jakieś resztki agorafobii i nerwicy, od wielu lat nie miałem pełnoobjawowego ataku paniki, ale coś jest nie tak, ciągle jest zbyt duża wrażliwość na stres, ciągle nie odważę się pojechać gdzieś dalej. Ale oprócz tego, moje główne problemy to
- słaba regeneracja organizmu, przez co jest znacznie większa wrażliwość na kontuzje
- dużo, dużo niższy próg zmęczenia przy wysiłku fizycznym
- fatalna pamięć
- bardzo duże problemy z ogarnięciem się, zmuszeniem do jakiejkolwiek poważniejszej aktywności
Pewnie jeszcze coś by się tam znalazło, pewnie też część z tych rzeczy wynika z lenistwa czy psychiki, no ale tak to można podsumować i dużego błędu nie będzie. Są jakieś jeszcze objawy, takie jak drganie mięśni w określonych sytuacjach, ale nie jestem pewien, czy tego nie miałem od zawsze.
I tak myślę, że w sumie wszystkie te rzeczy można wyjaśnić słabszym dopływem krwi do "odbiorcy końcowego", przez co jest permanentny stan niedokrwienia niektórych tkanek.
No i tu pojawia się baaaardzo ważne pytanie
Czy moje problemy wynikają tylko z problemów z krążeniem, czy może jest tam coś jeszcze? Przykładowo, brak oddychania komórkowego może sprawić, że organizm przestaje wytwarzać drobne naczynia krwionośne, bo po prostu nie ma po co, jest słabe zapotrzebowanie. Czy samo naprawienie krążenia, bez ruszania przyczyny, będzie wystarczające?
No i drugie pytanie, co jest tą przyczyną? Samo z siebie to nie się pojawiło, coś wywołało te zmiany w drobnych naczynkach krwionośnych, widoczne gołym jako objaw Terry'ego oraz jako blade plamy na dłoniach.
Tak o tym myślę, bo po czosnku jest wyraźnie lepiej. I jak chodzę to czuję jakąś taką lekkość, jakby mięśnie nagle dostały dużo więcej tlenu, i w głowie pojawiają się jakieś długofalowe plany. No ale do końca życia jeść czosnek?
Jest jeszcze opcja, że organizm "ratuje się" tymi zmianami w układzie krążenia, próbuje czemuś zapobiegać. Czosnek może wymuszać zatrzymanie tego mechanizmu, ale kto wie, czy organizm nie zacznie naciskać mocniej i bardziej ten mechanizm forsować, bo to, czemu miało to zapobiegać, będzie intensywniejsze? Jeśli tak, to czosnek w końcu przestanie działać.
No i nie jestem cały czas pewien, czy to naprawdę czosnek, czy może zwykłe zmiany samopoczucia, każdy czasem czuje się lepiej, czasem gorzej. Póki nie stanie się coś, co widać gołym okiem, co można zmierzyć, jak pojawienie się obłączków czy zanik prążków, to wszystko jest palcem po wodzie pisane.
Kiedyś było łatwiej, bo codziennie biegałem i porównywałem wydolność w danym dniu ze średnią, były sytuacje, że w ciągu tygodnia nagle poprawa była taka, jaka powinna być po ponad roku intensywnych treningów. To pozwalało precyzyjnie namierzyć, w którym konkretnie momencie było lepiej. Jakoś potem pojawiały się obłączki, tylko one zawsze reagują z dużym opóźnieniem.
Jezu, ale się rozpisałem.
Mam jakieś resztki agorafobii i nerwicy, od wielu lat nie miałem pełnoobjawowego ataku paniki, ale coś jest nie tak, ciągle jest zbyt duża wrażliwość na stres, ciągle nie odważę się pojechać gdzieś dalej. Ale oprócz tego, moje główne problemy to
- słaba regeneracja organizmu, przez co jest znacznie większa wrażliwość na kontuzje
- dużo, dużo niższy próg zmęczenia przy wysiłku fizycznym
- fatalna pamięć
- bardzo duże problemy z ogarnięciem się, zmuszeniem do jakiejkolwiek poważniejszej aktywności
Pewnie jeszcze coś by się tam znalazło, pewnie też część z tych rzeczy wynika z lenistwa czy psychiki, no ale tak to można podsumować i dużego błędu nie będzie. Są jakieś jeszcze objawy, takie jak drganie mięśni w określonych sytuacjach, ale nie jestem pewien, czy tego nie miałem od zawsze.
I tak myślę, że w sumie wszystkie te rzeczy można wyjaśnić słabszym dopływem krwi do "odbiorcy końcowego", przez co jest permanentny stan niedokrwienia niektórych tkanek.
No i tu pojawia się baaaardzo ważne pytanie
Czy moje problemy wynikają tylko z problemów z krążeniem, czy może jest tam coś jeszcze? Przykładowo, brak oddychania komórkowego może sprawić, że organizm przestaje wytwarzać drobne naczynia krwionośne, bo po prostu nie ma po co, jest słabe zapotrzebowanie. Czy samo naprawienie krążenia, bez ruszania przyczyny, będzie wystarczające?
No i drugie pytanie, co jest tą przyczyną? Samo z siebie to nie się pojawiło, coś wywołało te zmiany w drobnych naczynkach krwionośnych, widoczne gołym jako objaw Terry'ego oraz jako blade plamy na dłoniach.
Tak o tym myślę, bo po czosnku jest wyraźnie lepiej. I jak chodzę to czuję jakąś taką lekkość, jakby mięśnie nagle dostały dużo więcej tlenu, i w głowie pojawiają się jakieś długofalowe plany. No ale do końca życia jeść czosnek?
Jest jeszcze opcja, że organizm "ratuje się" tymi zmianami w układzie krążenia, próbuje czemuś zapobiegać. Czosnek może wymuszać zatrzymanie tego mechanizmu, ale kto wie, czy organizm nie zacznie naciskać mocniej i bardziej ten mechanizm forsować, bo to, czemu miało to zapobiegać, będzie intensywniejsze? Jeśli tak, to czosnek w końcu przestanie działać.
No i nie jestem cały czas pewien, czy to naprawdę czosnek, czy może zwykłe zmiany samopoczucia, każdy czasem czuje się lepiej, czasem gorzej. Póki nie stanie się coś, co widać gołym okiem, co można zmierzyć, jak pojawienie się obłączków czy zanik prążków, to wszystko jest palcem po wodzie pisane.
Kiedyś było łatwiej, bo codziennie biegałem i porównywałem wydolność w danym dniu ze średnią, były sytuacje, że w ciągu tygodnia nagle poprawa była taka, jaka powinna być po ponad roku intensywnych treningów. To pozwalało precyzyjnie namierzyć, w którym konkretnie momencie było lepiej. Jakoś potem pojawiały się obłączki, tylko one zawsze reagują z dużym opóźnieniem.
Jezu, ale się rozpisałem.



