Oj tam, zbindowane książki lepiej się czyta, bo się nie zamykają. 
Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie wskazówki. Zaczynam wreszcie ogarniać, o co w tym chodzi. Do egzaminu CAE na poziomie C1 na pewno Advanced trzeba znać, ale to jest dla mnie na razie kosmos. Najpierw muszę opanować codzienną regularność nauki, wdrożyć umysł na pełne obroty, żeby nie odpaść. Jak już wejdę w rytm i zacznę widzieć postępy, to myślę, że po roku mogę spróbować podejść do FCE, czyli B2. A po kolejnym roku na CAE. Certyfikaty może i nie są potrzebne, ale w CV dobrze wyglądają, są też praktyczną walidacją umiejętności i nie trzeba polegać tylko na tym, co nam się uroi w głowie. Więc raczej będę chciał się w ten sposób sprawdzić. Koszt to 600-700 zł za egzamin.
Gdybym miał sam do tematu podchodzić, to pewnie szukałbym szkół stacjonarnych i jeszcze wybrałbym jakąś drogą. Tak samo chcąc uczyć się z IT brałem zawsze wielomiesięczne szkolenia kosztujące po 20k lub więcej zamiast najpierw korzystać z darmowych lub tanich źródeł w necie, znalezieniu tego, co faktycznie najbardziej mnie jara w IT i wyuczeniu się do takiego poziomu, do jakiego to jest możliwe, a potem w razie ewentualnych problemów szukać dalej. Dlatego w zeszłym tygodniu zrezygnowałem z rozpoczętego niedawno rocznego kursu, za który płaciłem 850 zł miesięcznie. Zapis w umowie dawał mi taką możliwość w ciągu 2 miesięcy wraz z pełnym zwrotem kosztów. To na wypadek, gdyby mi nie odpowiadało. To jest takie moje durne przekonanie, że jak się za coś płaci i to dużo, to na pewno jest to wartościowe i na pewno będę chciał się tego uczyć. Ale skoro mam problemy z prokrastynacją, koncentracją i planowaniem przy darmowych szkoleniach, to przy tych płatnych nic się magicznie nie zmieni. Najpierw trzeba nauczyć się robienia budowania realistycznej ścieżki rozwoju, harmonogramu nauki i regularności. Dlatego uczę się sam codziennie przez godzinę z póki co z darmowych i pirackich materiałów. A w weekendy głównie giełda. Już kiedyś chciałem szukać płatnych szkoleń.
Patrząc na to, jak podchodziłem do nauki, to chyba jednak określenie "skrajna nieporadność życiowa" wcale nie jest na wyrost.

Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie wskazówki. Zaczynam wreszcie ogarniać, o co w tym chodzi. Do egzaminu CAE na poziomie C1 na pewno Advanced trzeba znać, ale to jest dla mnie na razie kosmos. Najpierw muszę opanować codzienną regularność nauki, wdrożyć umysł na pełne obroty, żeby nie odpaść. Jak już wejdę w rytm i zacznę widzieć postępy, to myślę, że po roku mogę spróbować podejść do FCE, czyli B2. A po kolejnym roku na CAE. Certyfikaty może i nie są potrzebne, ale w CV dobrze wyglądają, są też praktyczną walidacją umiejętności i nie trzeba polegać tylko na tym, co nam się uroi w głowie. Więc raczej będę chciał się w ten sposób sprawdzić. Koszt to 600-700 zł za egzamin.
Gdybym miał sam do tematu podchodzić, to pewnie szukałbym szkół stacjonarnych i jeszcze wybrałbym jakąś drogą. Tak samo chcąc uczyć się z IT brałem zawsze wielomiesięczne szkolenia kosztujące po 20k lub więcej zamiast najpierw korzystać z darmowych lub tanich źródeł w necie, znalezieniu tego, co faktycznie najbardziej mnie jara w IT i wyuczeniu się do takiego poziomu, do jakiego to jest możliwe, a potem w razie ewentualnych problemów szukać dalej. Dlatego w zeszłym tygodniu zrezygnowałem z rozpoczętego niedawno rocznego kursu, za który płaciłem 850 zł miesięcznie. Zapis w umowie dawał mi taką możliwość w ciągu 2 miesięcy wraz z pełnym zwrotem kosztów. To na wypadek, gdyby mi nie odpowiadało. To jest takie moje durne przekonanie, że jak się za coś płaci i to dużo, to na pewno jest to wartościowe i na pewno będę chciał się tego uczyć. Ale skoro mam problemy z prokrastynacją, koncentracją i planowaniem przy darmowych szkoleniach, to przy tych płatnych nic się magicznie nie zmieni. Najpierw trzeba nauczyć się robienia budowania realistycznej ścieżki rozwoju, harmonogramu nauki i regularności. Dlatego uczę się sam codziennie przez godzinę z póki co z darmowych i pirackich materiałów. A w weekendy głównie giełda. Już kiedyś chciałem szukać płatnych szkoleń.

Patrząc na to, jak podchodziłem do nauki, to chyba jednak określenie "skrajna nieporadność życiowa" wcale nie jest na wyrost.



