06-06-2023, 02:10 PM
Nie przypominam sobie, żeby ktoś mi kiedyś takie pytania zadał, czy wprost czy nie wprost, no ale tez ja raczej obracam się wśród ludzi, powiedzmy to, interesujących. Jacyś niewydarzeni artyści, eko świry, wegetarianie, ilu fajnych ludzi dało się poznać studiując filozofię... Jakoś tak z doświadczenia wyszło, że jak ktoś interesuje się głównie aspektem materialnym, to jest osobą, z którą kontakt będzie mało przyjemny. Jeśli ktoś nie ocenia drugiego człowieka po tym, czego może się od niego dowiedzieć, ale po "pozycji społecznej", to kontakt z nim zazwyczaj będzie jakąś szarpaniną o tę pozycję.
Wiadomo, że każdy ma swoje priorytety, każdemu przyjemność sprawia coś innego, ale najszczęśliwsi ludzie których znam to ci, którzy mają jakieś hobby i są otoczeni grupą znajomych, którzy to hobby dzielą, bądź sami mają swoje. Czy to będzie muzyka, czy taniec, czy nawet gry fabularne, te z plastikowymi figurkami.
A najgorzej jak ktoś się wkręci w coś, że MUSI mieć jakiś symbol statusu, ziom mi opowiadał o ludziach z którymi kiedyś musiał mieszkać, taka trójka braci, gdzieś z głębokiej wsi. Wbili sobie, że symbolem jest sprzęt grający, więc poświęcali życie, żeby zarobić na jakieś kolumny, wzmacniacze, stało to pod folią, żeby się nie zakurzyło, raz na jakiś czas włączali i słuchali, a zioma mało nie zabili, jak kiedyś jakiś remont robił czy coś i trochę kurzu się z sufitu posypało na te foliowe osłony.
Życie to setka różnych aspektów i sprowadzanie do jakiegoś jednego, czy to będzie zarabianie, z pominięciem rozwoju wewnętrznego, czy rozwój wewnętrzny, z pominięciem zabezpieczenia finansowego, jest po prostu mniej fajne.
Wiadomo, że każdy ma swoje priorytety, każdemu przyjemność sprawia coś innego, ale najszczęśliwsi ludzie których znam to ci, którzy mają jakieś hobby i są otoczeni grupą znajomych, którzy to hobby dzielą, bądź sami mają swoje. Czy to będzie muzyka, czy taniec, czy nawet gry fabularne, te z plastikowymi figurkami.
A najgorzej jak ktoś się wkręci w coś, że MUSI mieć jakiś symbol statusu, ziom mi opowiadał o ludziach z którymi kiedyś musiał mieszkać, taka trójka braci, gdzieś z głębokiej wsi. Wbili sobie, że symbolem jest sprzęt grający, więc poświęcali życie, żeby zarobić na jakieś kolumny, wzmacniacze, stało to pod folią, żeby się nie zakurzyło, raz na jakiś czas włączali i słuchali, a zioma mało nie zabili, jak kiedyś jakiś remont robił czy coś i trochę kurzu się z sufitu posypało na te foliowe osłony.
Życie to setka różnych aspektów i sprowadzanie do jakiegoś jednego, czy to będzie zarabianie, z pominięciem rozwoju wewnętrznego, czy rozwój wewnętrzny, z pominięciem zabezpieczenia finansowego, jest po prostu mniej fajne.



