06-03-2023, 09:32 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2023, 09:37 PM przez tomakin.)
Tzn tu nie chodzi o cierpliwość do ćwiczeń, co o to, że zaczynam następną kreskę zanim skończę poprzednią, albo robię okrąg i w połowie zjeżdżam do środka, bo już trzeba. Czy raczej wydaje mi się, że to może być kwestia tego, że mózg goni w 10 stron naraz i to nie pozwala postawić prostej kreski, ale może mi się tylko tak wydawać. Podobnie z tym rogiem wanny, powinienem ze 20 minut nad tym siedzieć, wyczyścić tam wszystko porządnie i tak dalej.
Z rysunkiem naprawdę mam jakiś poważny problem, podobnie gdy piszę, nawet jak próbowałem literki stawiać w rządku, to każda wychodziła inaczej. Jak próbowałem narysować zwykły kwadrat, albo kółko, to nie szło. Gdzieś tam w obwodach jest zwarcie. jak pisałem, to może być przyczyną, dla której nie potrafię zapamiętywać twarzy ludzkich. A może też być brak odpowiedniej kontroli nad mięśniami. Nigdy nie byłem asem sportu, a wprost przeciwnie, dopiero lata ciężkiej pracy w okresie młodzieńczym, potem w dorosłym życiu sprawiły, że jako tako umiem się poruszać.
Z kursów rysunku genialne jest drawabox, plus ta książka o rysowaniu prawą półkulą czy jakoś tak.
Co byłoby fajne, a czego nigdzie nie mogłem znaleźć, to kurs rysunku zrobiony tak, że program coś rysuje, zostawia szkic / cień, a człowiek ma potem ciągnąć po tych liniach, na tablecie graficznym. Takie jakby rysowanie po rysunku. Nawet kiedyś kupiłem podświetlany... nie pamiętam, jak to się nazywa, taka płyta gdzie kładzie się kartę z rysunkiem, na niej drugą, włącza się, to świeci od dołu i można rysować po liniach.
/edit tak z perspektywy, zastanawiam się, na ile te problemy z rysunkiem mogą być efektem buntu, gdy celowo robiłem brzydko, bo byłem zmuszany i tylko w ten sposób mogłem to wyrazić, ale to chyba zbyt fantazyjna teoria
Niemniej może w tym być ziarno prawdy, pamiętam jak w piłkę graliśmy w szkole średniej, to zawsze grałem najgorzej i psychologicznie wbijałem się w tą rolę najgorszego, to mi zostało z dzieciństwa. Raz jednak zmieniły się warunki, boisko pokryło się lodem i było kurewsko ślisko. To była całkowicie inna gra. Padły psychologiczne bariery. Wbiłem chyba 10 bramek na 12, które wbiła nasza drużyna, przeciwnicy zdobyli chyba 2. Jedno z doświadczeń, które bardzo mocno mi dały do myślenia, bo raz, że no jednak nie byłem niezgrabny, a wręcz przeciwnie, byłem lepszy od reszty i to dużo lepszy, tylko w psychice siedziało mi coś, co kazało psuć każdą akcję z piłką. A druga sprawa, reakcja ziomów z klasy. Obrazili się, dosłownie, focha strzelili. Ośmieliłem się naruszyć strukturę stada, wybić na szczyt, zamiast siedzieć na dole.
Z rysunkiem naprawdę mam jakiś poważny problem, podobnie gdy piszę, nawet jak próbowałem literki stawiać w rządku, to każda wychodziła inaczej. Jak próbowałem narysować zwykły kwadrat, albo kółko, to nie szło. Gdzieś tam w obwodach jest zwarcie. jak pisałem, to może być przyczyną, dla której nie potrafię zapamiętywać twarzy ludzkich. A może też być brak odpowiedniej kontroli nad mięśniami. Nigdy nie byłem asem sportu, a wprost przeciwnie, dopiero lata ciężkiej pracy w okresie młodzieńczym, potem w dorosłym życiu sprawiły, że jako tako umiem się poruszać.
Z kursów rysunku genialne jest drawabox, plus ta książka o rysowaniu prawą półkulą czy jakoś tak.
Co byłoby fajne, a czego nigdzie nie mogłem znaleźć, to kurs rysunku zrobiony tak, że program coś rysuje, zostawia szkic / cień, a człowiek ma potem ciągnąć po tych liniach, na tablecie graficznym. Takie jakby rysowanie po rysunku. Nawet kiedyś kupiłem podświetlany... nie pamiętam, jak to się nazywa, taka płyta gdzie kładzie się kartę z rysunkiem, na niej drugą, włącza się, to świeci od dołu i można rysować po liniach.
/edit tak z perspektywy, zastanawiam się, na ile te problemy z rysunkiem mogą być efektem buntu, gdy celowo robiłem brzydko, bo byłem zmuszany i tylko w ten sposób mogłem to wyrazić, ale to chyba zbyt fantazyjna teoria
Niemniej może w tym być ziarno prawdy, pamiętam jak w piłkę graliśmy w szkole średniej, to zawsze grałem najgorzej i psychologicznie wbijałem się w tą rolę najgorszego, to mi zostało z dzieciństwa. Raz jednak zmieniły się warunki, boisko pokryło się lodem i było kurewsko ślisko. To była całkowicie inna gra. Padły psychologiczne bariery. Wbiłem chyba 10 bramek na 12, które wbiła nasza drużyna, przeciwnicy zdobyli chyba 2. Jedno z doświadczeń, które bardzo mocno mi dały do myślenia, bo raz, że no jednak nie byłem niezgrabny, a wręcz przeciwnie, byłem lepszy od reszty i to dużo lepszy, tylko w psychice siedziało mi coś, co kazało psuć każdą akcję z piłką. A druga sprawa, reakcja ziomów z klasy. Obrazili się, dosłownie, focha strzelili. Ośmieliłem się naruszyć strukturę stada, wybić na szczyt, zamiast siedzieć na dole.



