06-03-2023, 07:38 PM
(06-03-2023, 06:23 PM)tomakin napisał(a): No i dlatego mówię, podstawa to przebywać dużo z ludźmi, otaczać się odpowiednią siecią społeczną. Kasa to tylko kasa, bogatsi ludzie wcale nie są szczęśliwsi od biednych, setki razy to badano, jeśli ma się zaspokojone wszystkie podstawowe potrzeby, to zwiększenie dochodu nie wpływa na zwiększenie poczucia zadowolenia z życia.
Ano tak. Nie mam presji na bycie milionerem. Pewien poziom zarobków trzeba osiągnąć, żeby móc korzystać z życia na wyższym poziomie, niż tylko wegetacja. I mieć jakąś satysfakcję z pracy, którą się robi. Nie sądzę, żebym chciał mieć dzieci, ale też nie chcę, żeby praca i kariera stała się numerem jeden. Nie szukam wyzwań. Praca ma po prostu nie przeszkadzać w korzystaniu z życia.
Oglądałem wykład Petersona o nadopiekuńczych rodzicach. Może sięgnę po jego książkę. Dużo już nie zaczytuję się w tych tematach. Film "Bo się boi" wstrząsnął mną na tyle mocno, że o zawłaszczających matkach na razie nie chcę czytać. Twoja szefowa to też potwierdzenie, że rodzina potrafi być najgorszym przekleństwem i hamulcem w życiu. Też bym mógł nie wychodzić z domu, no chyba że razem z matką. Ale bywam w domu teraz tylko na noc, więc już jest lepiej. Buduję granice.
(06-03-2023, 07:06 PM)neko1witek napisał(a): Wyglądasz dobrze, choć mógłbyś faktycznie trochę dopakować. Tzn. nie jak Arnold, ale odrobinkę mięśni.
Tak, dopakować trzeba i będę to robił. Trzeba uprawiać sport, bo im człowiek starszy, tym trudniej zacząć. Wiem, że to źle wygląda, ale teraz wreszcie lubię na siebie patrzeć w lustrze, wreszcie lubię swoją nienapuchniętą twarz. Zarówno 90 kg dwa lata temu, jak i 67 kg teraz mieszczą się w granicach idealnego BMI dla mnie, ale różnica w ulaniu jest bardzo duża. Niektóre kobiety lubią miśków, chudzielców praktycznie żadne, ale bardziej się dla mnie liczy to, co ja sam o sobie myślę. A uważam, że jest dobrze.
Sam mówisz, że ryj nie ma znaczenia. Wystarczy wyjść na ulicę i się przekonać, jacy faceci są w związkach.



