06-02-2023, 03:42 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2023, 03:44 PM przez Temper.)
Bardzo często najblizsza rodzina to największa przeszkoda i hamulec w życiu. Uparci, że staroświeckim poglądem na świat i swoimi dziwactwami, które dobijają innych.
Tu by się przydało zerwanie wszystkiego, potężne osuszanie i otynkowanie od nowa.
Albo jak najszybciej sprzedać w pizdu, albo się wyprowadzić i żyć osobno. Czasem samotność to największa wartość. Sam to doceniam.
"Nie będziemy nic zmieniać, bo kiedyś to sprzedamy" to najgorsza wymówka i może się ciągnąć całe dziesięciolecia. Do 25 roku życia mieszkałem z rodzicami w mega zagrzybiałej i zawilgoconej kamienicy, którą nie chcieli zmieniać, bo mieszkali tam od początku małżeństwa. Ze względu na pewne okoliczności wymusiłem na nich przeprowadzkę do zupełnie nowego budynku dopiero co oddanego. Ileż było wtedy do mnie pretensji o to, że chcę zostawić coś, co ojciec własnyma rencyma remontował w 74. Ojciec nie żyje od 10 lat, ale matka teraz jest mega zadowolona, bo w zimę ciepło, zero wilgoci, zero grzyba i centralne ogrzewanie. A ja dbam o to, żeby nigdzie żadna wilgoci nie została i żeby instalacja była zawsze szczelna. Nie wiem, kto by jej nosił węgiel z piwnicy i drewno rąbał, jak mnie nie ma. Tylko że moi rodzice wynajmowali wtedy komunalne w kamienicy, więc łatwiej było zostawić i iść gdzie indziej, bo sprzedaż nie wchodziła w grę.
Tu by się przydało zerwanie wszystkiego, potężne osuszanie i otynkowanie od nowa.
Albo jak najszybciej sprzedać w pizdu, albo się wyprowadzić i żyć osobno. Czasem samotność to największa wartość. Sam to doceniam.
"Nie będziemy nic zmieniać, bo kiedyś to sprzedamy" to najgorsza wymówka i może się ciągnąć całe dziesięciolecia. Do 25 roku życia mieszkałem z rodzicami w mega zagrzybiałej i zawilgoconej kamienicy, którą nie chcieli zmieniać, bo mieszkali tam od początku małżeństwa. Ze względu na pewne okoliczności wymusiłem na nich przeprowadzkę do zupełnie nowego budynku dopiero co oddanego. Ileż było wtedy do mnie pretensji o to, że chcę zostawić coś, co ojciec własnyma rencyma remontował w 74. Ojciec nie żyje od 10 lat, ale matka teraz jest mega zadowolona, bo w zimę ciepło, zero wilgoci, zero grzyba i centralne ogrzewanie. A ja dbam o to, żeby nigdzie żadna wilgoci nie została i żeby instalacja była zawsze szczelna. Nie wiem, kto by jej nosił węgiel z piwnicy i drewno rąbał, jak mnie nie ma. Tylko że moi rodzice wynajmowali wtedy komunalne w kamienicy, więc łatwiej było zostawić i iść gdzie indziej, bo sprzedaż nie wchodziła w grę.



