Rozumiem dobrze Twoje przykłady, są trafne.
Mi bardziej chodzi o takie codzienne, proste czynności, które każdy z nas musi wykonywać. W filmiku są właśnie przykłady. Koncentrujesz się na tych najtrudniejszych rzeczach, jak nauczenie się od podstaw gry na instrumencie w dorosłym wieku, na nauczeniu podstaw komunikacji kogoś, kto jest naprawdę skrajnie nieprzystosowany. Ja się poruszam w bardziej lajtowych tematach. Ktoś się boi iść do sklepu i układa sobie w głowie różne scenariusze i reakcje na nie, wyobraża sobie, że ekspedientka się z niego śmieje, albo nawet będzie opowiadać w domu mężowi, jakiego dziwaka dziś spotkała. Podobnie rozmowy telefoniczne. Sam tak robiłem, że opracowywałem sobie dokładne dialogi, zapisywałem drzewko rozmów w zależności od spodziewanych odpowiedzi, czasem nawet z kartki czytałem Myślałem, co się stanie, jeśli odbierze nie ta osoba, którą się spodziewam i nie będę wiedział, jak się zachować. No i stres, odwlekanie, co generuje kolejny stres itd.
Dwa miesiące temu tak miałem, jak do fryzjera szedłem. No kurde. Uznałem w końcu, że to nie ma sensu. Trzeba iść na żywioł, bo to nie są poważne sprawy typu zrzucanie trzydziestoletniego bebecha, albo koncert chopinowski przed publicznością. Po prostu wchodzę do sklepu czy gdziekolwiek i pytam się mówiąc to, co mi ślina na język przyniesie. Nie jestem wyjątkowym płatkiem śniegu i nikt na koniec dnia nie będzie mnie rozpamiętywał po godzinach, no chyba że bym fiuta wyciągnął i zaczął tańczyć. Nikt nie zwraca na mnie uwagi na mieście i nie śmieje się ze mnie ukradkiem, tak jak ja nie pamiętam nikogo, kogo mijałem dziś na ulicy. Każdy idzie w swoją stronę i zanurza się w swoich myślach.
Tak samo robię w rozmowach przez telefon. Po prostu biorę i dzwonię natychmiast, jak tylko ustalę, że jest jakaś sprawa do załatwienia. Matce kablówka w sobotę zdechła, to dzwoniłem na infolinię. Jest to chwilowe uczucie stresu, ale biorę i dzwonię. I tak trzeba często poczekać na zgłoszenie konsultanta, to jest czas na przemyślenie. Nauczyłem się, że można gadać nawet głupoty, jeśli jest zabawnie i miło. Tylko o tym trzeba pamiętać. Jak się odezwie jakiś konsultant, to mówię od razu coś w stylu: "O kutwa! Żywy człowie, no jak miło, wreszcie. A na pewno jest pani żywym człowiekiem, a nie automatem? Bo wie pani, sporo teraz tych robotów dzwoni. Czyli pani Monika, tak? Dobrze zapamiętałem? Super. No to pani Moniko, mam pewiem problem techniczny i jestem pełen wiary, że pomoże mi pani się z tym uporać. Bo miałem taki dobry dzień, ale coś mi się schrzaniło"...
Coś w ten deseń, wymyślane na szybko, żeby wprowadzić miłą atmosferę i odstresować też być może drugą stronę. Jak nie wiem, co powiedzieć, albo się zatnę, to wymyślam jakąś głupotę. Jak się zaciąłem ostatnio, bo mi myśli gdzieś uciekły, to rzuciłem totalną głupotę: "wie pani co? właśnie mi całe życie przeleciało przed oczami, a tak podobno jest przed śmiercią, ale chyba to jednak fałszywy alarm, tak więc możemy wrócić do tematu, tylko się rozproszyłem, o czym to my żeśmy mówili?"
Tak można gadać w różnych miejscach, gdzie trzeba coś załatwić, a przecież każdy z nas musi umieć załatwiać sprawy. Ja wiem, że to brzmi absurdalnie i bez sensu, ale mi to cholernie zaczęło pomagać. I tak się zastanawiam, gdzie by tu jeszcze wejść, żeby sobie popierdolić i poprawić komuś humor. Czasem już od wejściach robię mega duży uśmiech i kłaniam się komuś aż do przesady, żeby pokazać, że zależy mi na takiej luźnej atmosferze. W takich codziennych sytuacjach nie opracowywać schematu i odrzucić overthinging, a właśnie iść na żywioł i gadać. Jeśli druga strona nie współpracuje, to trudno, można przymknąć jadaczkę. Na koniec dnia i tak nikogo to nie będzie obchodziło.
Oczywiście na rozmowach o pracę udawanie śmieszka / debila i gadanie byle co się nie sprawdzi, tu już trzeba być wyćwiczonym, ale ja mówię tu o prostszych rzeczach, z którymi każdy z nas się styka, a wielu ma problem.
Mi bardziej chodzi o takie codzienne, proste czynności, które każdy z nas musi wykonywać. W filmiku są właśnie przykłady. Koncentrujesz się na tych najtrudniejszych rzeczach, jak nauczenie się od podstaw gry na instrumencie w dorosłym wieku, na nauczeniu podstaw komunikacji kogoś, kto jest naprawdę skrajnie nieprzystosowany. Ja się poruszam w bardziej lajtowych tematach. Ktoś się boi iść do sklepu i układa sobie w głowie różne scenariusze i reakcje na nie, wyobraża sobie, że ekspedientka się z niego śmieje, albo nawet będzie opowiadać w domu mężowi, jakiego dziwaka dziś spotkała. Podobnie rozmowy telefoniczne. Sam tak robiłem, że opracowywałem sobie dokładne dialogi, zapisywałem drzewko rozmów w zależności od spodziewanych odpowiedzi, czasem nawet z kartki czytałem Myślałem, co się stanie, jeśli odbierze nie ta osoba, którą się spodziewam i nie będę wiedział, jak się zachować. No i stres, odwlekanie, co generuje kolejny stres itd.
Dwa miesiące temu tak miałem, jak do fryzjera szedłem. No kurde. Uznałem w końcu, że to nie ma sensu. Trzeba iść na żywioł, bo to nie są poważne sprawy typu zrzucanie trzydziestoletniego bebecha, albo koncert chopinowski przed publicznością. Po prostu wchodzę do sklepu czy gdziekolwiek i pytam się mówiąc to, co mi ślina na język przyniesie. Nie jestem wyjątkowym płatkiem śniegu i nikt na koniec dnia nie będzie mnie rozpamiętywał po godzinach, no chyba że bym fiuta wyciągnął i zaczął tańczyć. Nikt nie zwraca na mnie uwagi na mieście i nie śmieje się ze mnie ukradkiem, tak jak ja nie pamiętam nikogo, kogo mijałem dziś na ulicy. Każdy idzie w swoją stronę i zanurza się w swoich myślach.
Tak samo robię w rozmowach przez telefon. Po prostu biorę i dzwonię natychmiast, jak tylko ustalę, że jest jakaś sprawa do załatwienia. Matce kablówka w sobotę zdechła, to dzwoniłem na infolinię. Jest to chwilowe uczucie stresu, ale biorę i dzwonię. I tak trzeba często poczekać na zgłoszenie konsultanta, to jest czas na przemyślenie. Nauczyłem się, że można gadać nawet głupoty, jeśli jest zabawnie i miło. Tylko o tym trzeba pamiętać. Jak się odezwie jakiś konsultant, to mówię od razu coś w stylu: "O kutwa! Żywy człowie, no jak miło, wreszcie. A na pewno jest pani żywym człowiekiem, a nie automatem? Bo wie pani, sporo teraz tych robotów dzwoni. Czyli pani Monika, tak? Dobrze zapamiętałem? Super. No to pani Moniko, mam pewiem problem techniczny i jestem pełen wiary, że pomoże mi pani się z tym uporać. Bo miałem taki dobry dzień, ale coś mi się schrzaniło"...
Coś w ten deseń, wymyślane na szybko, żeby wprowadzić miłą atmosferę i odstresować też być może drugą stronę. Jak nie wiem, co powiedzieć, albo się zatnę, to wymyślam jakąś głupotę. Jak się zaciąłem ostatnio, bo mi myśli gdzieś uciekły, to rzuciłem totalną głupotę: "wie pani co? właśnie mi całe życie przeleciało przed oczami, a tak podobno jest przed śmiercią, ale chyba to jednak fałszywy alarm, tak więc możemy wrócić do tematu, tylko się rozproszyłem, o czym to my żeśmy mówili?"
Tak można gadać w różnych miejscach, gdzie trzeba coś załatwić, a przecież każdy z nas musi umieć załatwiać sprawy. Ja wiem, że to brzmi absurdalnie i bez sensu, ale mi to cholernie zaczęło pomagać. I tak się zastanawiam, gdzie by tu jeszcze wejść, żeby sobie popierdolić i poprawić komuś humor. Czasem już od wejściach robię mega duży uśmiech i kłaniam się komuś aż do przesady, żeby pokazać, że zależy mi na takiej luźnej atmosferze. W takich codziennych sytuacjach nie opracowywać schematu i odrzucić overthinging, a właśnie iść na żywioł i gadać. Jeśli druga strona nie współpracuje, to trudno, można przymknąć jadaczkę. Na koniec dnia i tak nikogo to nie będzie obchodziło.
Oczywiście na rozmowach o pracę udawanie śmieszka / debila i gadanie byle co się nie sprawdzi, tu już trzeba być wyćwiczonym, ale ja mówię tu o prostszych rzeczach, z którymi każdy z nas się styka, a wielu ma problem.



