...i jeszcze w inną stronę
Dwie osoby chcą się odchudzać, jedna całe życie była szczupła, ale ostatnio się zapuściła i ma lekki brzuszek
Druga od dzieciństwa była spasiona.
I tu masz dwa całkowicie różne problemy. Ten drugi przypadek to człowiek, którego cała osobowość jest nastawiona na nagradzanie się jedzeniem, to jedzenie ma w życiu tej osoby taką wartość, jak dla kogoś innego może mieć ukochana osoba.
Pierwsza osoba bez problemu może iść na "yolo", bo u niej wszystko sprowadza się do lekkiej zmiany diety na taką, do jakiej i tak jest przyzwyczajona przez całe życie
Druga osoba musi zmienić swoją osobowość, co wymaga czasem wielu lat pracy. Powoli, stopniowo i utrwalając każdy krok. Bez tego trafi w końcu na mur, po którym będzie efekt jojo.
Inny problem to to, o czym pisałem kilka stron wcześniej (tu albo w innym temacie, nie pamiętam), ludzie, którzy nie mają dziewczyny, znajomych ani nic, bo nie potrafią rozmawiać i cały czas byli odrzucani, przez co mają wyrobiony bardzo silny syndrom wyuczonej bezradności. Wypchnij ich "do ludzi", to zostaną po prostu odrzuceni i będą mieli jeszcze większy uraz do próbowania dalej. Tacy ludzie muszą stopniowo, powoli budować umiejętności rozmowy, a potem równie stopniowo i powoli budować sieć znajomości, wchodząc w coraz to bardziej i bardziej zaawansowane formy kontaktów z innymi.
Są jak pianista, który uczy się od podstaw, od opanowania gamy (i na dodatek został tysiąc razy wyśmiany gdy próbował grać przy ludziach). Nie da się posadzić kogoś całkowicie zielonego przy pianinie przed widownią i powiedzieć "graj, inni potrafią to też to zrobisz", widownia go wyśmieje, obrzuci pomidorami i potem taki gość nie dotknie instrumentu. Taka metoda MOŻE zadziałać u doświadczonego pianisty, który nie może się przełamać do publicznych występów, bo ma tremę. Ale jest najgorszym możliwym rozwiązaniem u kogoś, kto w ogóle nie potrafi grać.
Dwie osoby chcą się odchudzać, jedna całe życie była szczupła, ale ostatnio się zapuściła i ma lekki brzuszek
Druga od dzieciństwa była spasiona.
I tu masz dwa całkowicie różne problemy. Ten drugi przypadek to człowiek, którego cała osobowość jest nastawiona na nagradzanie się jedzeniem, to jedzenie ma w życiu tej osoby taką wartość, jak dla kogoś innego może mieć ukochana osoba.
Pierwsza osoba bez problemu może iść na "yolo", bo u niej wszystko sprowadza się do lekkiej zmiany diety na taką, do jakiej i tak jest przyzwyczajona przez całe życie
Druga osoba musi zmienić swoją osobowość, co wymaga czasem wielu lat pracy. Powoli, stopniowo i utrwalając każdy krok. Bez tego trafi w końcu na mur, po którym będzie efekt jojo.
Inny problem to to, o czym pisałem kilka stron wcześniej (tu albo w innym temacie, nie pamiętam), ludzie, którzy nie mają dziewczyny, znajomych ani nic, bo nie potrafią rozmawiać i cały czas byli odrzucani, przez co mają wyrobiony bardzo silny syndrom wyuczonej bezradności. Wypchnij ich "do ludzi", to zostaną po prostu odrzuceni i będą mieli jeszcze większy uraz do próbowania dalej. Tacy ludzie muszą stopniowo, powoli budować umiejętności rozmowy, a potem równie stopniowo i powoli budować sieć znajomości, wchodząc w coraz to bardziej i bardziej zaawansowane formy kontaktów z innymi.
Są jak pianista, który uczy się od podstaw, od opanowania gamy (i na dodatek został tysiąc razy wyśmiany gdy próbował grać przy ludziach). Nie da się posadzić kogoś całkowicie zielonego przy pianinie przed widownią i powiedzieć "graj, inni potrafią to też to zrobisz", widownia go wyśmieje, obrzuci pomidorami i potem taki gość nie dotknie instrumentu. Taka metoda MOŻE zadziałać u doświadczonego pianisty, który nie może się przełamać do publicznych występów, bo ma tremę. Ale jest najgorszym możliwym rozwiązaniem u kogoś, kto w ogóle nie potrafi grać.



