Spisałem sobie zalecenia o cholinie i wapniu przy braniu Piracetamu z innego wątku. Kupiłem już co trzeba i suplementuję. Planuję też ponownie kupić fuleren C60. Pamiętam, jak pisałeś o badaniach nad tą substancją w dziedzinie długowieczności. Kiedyś już brałem, no ale ciężko powiedzieć, czy to faktycznie działa.
Trochę robię sobie podśmiechujki z mojego niskiego libido i braku erekcji, ale wiem oczywiście, że nie jest to normalne i musi istnieć jakiś powód. Po prostu na tym etapie życia nie przejmuję się tym zbyt mocno. Podstawowe badania jak morfologia, sód, potas, cukier miałem robione teraz przed operacją przepukliny i wszystko mam w normie. Ostatni raz dwa lata temu brałem udział w badaniach klinicznych za kasę dla zdrowych ochotników i tam byłem przebadany wielokrotnie wszerz i wzdłuż. Ale nie robili mi wtedy wszystkich hormonów. Muszę sobie wypisać wszystko, co bym chciał zbadać, sprawdzić ceny i iść do laboratorium.
Choć podłoże psychogenne w moim przypadku mogło odegrać dużą rolę w przeszłości, niezależnie od tego, że do sprawy podchodzę dziś na luzie. Od zawsze miałem duże skrzywienie penisa w stanie erekcji. Zgięcie w połowie o ponad 90 stopni plus rotacja wokół osi o 30 stopni. Po prostu nierównomierny rozrost tkanek z różnych stron w czasie okresu dojrzewania. Plus jeszcze stulejka. Pierwsze nastoletnie doświadczenie z dziewczyną było takie, że to wyśmiała i też powiedziała kilku osobom. Nie pamiętam już za dużo swoich reakcji wtedy, ale podejrzewam, że mogło mnie to nastawić na świadome unikanie erekcji, o ile w ogóle coś takiego jest możliwe. Ten problem wyeliminowałem w wieku 25 lat, gdy znalazłem świetnego specjalistę w Warszawie (prof. Wojciech Perdzyński - RIP) i kiedy było mnie stać. Miałem operację polegającą na wycięciu części ciał jamistych po stronie "garba", wyprostowaniu członka i zszyciu. Znieczulenie w kręgosłup odcinające na kilkanaście godzin czucie od pępka w dół i sedacja. Potem przez dwa miesiące przyjmowałem jakiś środek obniżający popęd i zapobiegający erekcjom.
Dziś po bliźnie na całej długości penisa nie ma nawet śladu, jest jedynie lekka blizna po częściowym usunięciu napletka i wędzidełka. Myślałem, że mój penis będzie wyglądał jak po walce z tygrysem szablozębnym, ale zagoiło się wszystko bardzo dobrze. I to mimo tego, że szwy sam sobie wyciągałem nożyczkami do paznokci, bo mi wtedy szkoda było hajsu, żeby jechać do kliniki. Wiem, że dla niektórych samo czytanie o grzebaniu nożem przy penisie jest makabryczne, ale to wszystko jest pod tak zajebistym znieczuleniem i lekami uspokajającymi, że się nic kompletnie nie czuje, a nawet się człowiek z tego śmieje i gada z pielęgniarkami o krzywych penisach. Potem po operacji czekanie, aż wróci czucie w nogach, 2 doby w szpitalu na obserwacji i do chaty. I podziwianie efektu po tych dwóch miesiącach. Jak by to Walaszek powiedział - może i krótki, ale za to cienki.
I nie sądzę, żeby przez tę operację uszkodził mi się jakiś nerw lub naczynia krwionośne i przez to nie mam erekcji. Bo już wtedy przed operacją miałem ją rzadko, a później już po pełnym zagojeniu wszystko działało dość dobrze. Tylko mi się po prostu słabo chce. Czasem jeszcze czuję zazdrość, że inni mogą i korzystają z tej całkiem fajnej rzeczy w życiu, a ja nie, ale ogólnie mam do tego luźny stosunek. A przynajmniej tak mi się wydaje. Może podświadomie tak sobie wkręciłem jako efekt adaptacji do przykrej i kompromitującej sytuacji, w jakiej się znalazłem. I dlatego właśnie mój łeb usunął z pamięci własną reakcję na to wyśmianie lata temu, przez co jej nie pamiętam. To ma sens. Mój łeb to jest jednak łeb.
Póki jestem sam, to zbytnio mi to nie przeszkadza, no ale wiem, że jeśli kiedyś będę chciał się z kimś związać, to będę musiał być sprawny seksualnie, bo inaczej skończy się to szybciej, niż się zacznie. A białe małżeństwa to rzadkość.
Co do tych kołczy to nie planuję uczestniczyć w płatnych sesjach. Szkoda mi kasy, którą mogę wydać na coś konkretnego. Zobaczę tylko, kto jak pracuje. No chyba że któraś babka na serio mnie przekona, że jest tak zajebiście skuteczna. No i przy okazji zobaczę, jak to jest mówić o swoich prywatnych sprawach twarzą w twarz innemu człowiekowi. Dotychczas pisałem o tym tylko tu na forum, gdzie spokojnie mogę sobie przemyśleć, co chcę powiedzieć. Na żywo może być większy hardcore i jestem ciekaw, jak będę reagował.
Z matką spędzam teraz o wiele mniej czasu. Wychodzę z domu o 7:30, jadę pociągiem do Poznania, tam pracuję, a popołudniami idę się uczyć do biura coworkingowego, albo łażę po sklepach czy ogólnie po mieście. Wracam o 21, więc tylko umyć się, chwilę pogadać i spać. Zacząłem grzebać na fejsie w grupach typu "Aktywny Poznań" i widzę, jak dużo rzeczy się dzieje w okolicy. Imprezy, koncerty, darmowe spotkania medytacyjne, poszukiwania chętnych do drużyny freesbie. Kto co tylko chce. Więc chodzę, szczególnie że niektóre z tych rzeczy są za darmo albo bardzo tanie. W zeszłą sobotę na silent disco ze znajomą byłem. 12 zł za wejściówkę. Bawiłem się do 2 w nocy, potem znajoma wróciła do domu, a ja poczekałem do rana szlajając się po mieście przyjmując pozdrowienia i "jak ja cię chłopie szanuję" od pijanych imprezowiczów wracających z klubów. Rano wróciłem sobie pociągiem do domu. Matka myślała, że u tej znajomej nocuję. Testuję przy okazji, jak reaguje na takie rzeczy.
Takie rzeczy jak tańczenie do muzyki na słuchawkach nie wymaga nie wiadomo jakiego wysiłku psychicznego, bo się tam z nikim nie rozmawia. Tańczę jak ostatnia łamaga, ale szybko przestaję o tym myśleć i po prostu się bawię do muzyki. Teraz po operacji przepukliny muszę zrezygować na parę miesięcy z siłowni, tańca i innych ciężchych aktywności, ale jest masa innych rzeczy, które można robić w weekend. Facebook moim najlepszym przyjacielem.
Są też grupy wsparcia typowo męskie. Na przykład Grupa Performatywna Chłopaki. Organizują spotkania w męskim gronie, gdzie rozmawia się o uczuciach o męskich problemach i potrzebach, gdzie praktykuje się wzajemne, męskie przytulanie. Jeszcze u nich nie byłem, bo najczęściej takie spotkania organizują w Warszawie, a trochę mi szkoda kasy i czasu na to, żeby jechać specjalnie po to. Ale za to zapisałem na na męskie obozy / warsztaty organizowane latem przez Fundację Masculinum, która też zajmuje się problemami mężczyzn w dzisiejszym świecie. Wygląda to ciekawie i chętnie sprawdzę. Mam też na oku organizacje buddyjskie, które zapraszają na naukę medytacji. Wstęp wolny. Są też podobne spotkania czysto medytacyjne organizowane przez Jezuitów.
Właśnie tak widzę to szukanie nowych grup ludzi i otaczanie się nimi. Na razie zarabiam licho i to na tymczasowej umowie. Znacznie mniej, niż zarabiałbym gdziekolwiek zagranicą. Nie na wszystko, co planuję, mogę sobie pozwolić. Ale za to będąc w Polsce jestem w stanie próbować właśnie te wszystkie rzeczy, które opisałem wyżej. Zagranicą bym po pracy siedział na kwaterze z innymi i patrzył się w telefon odliczając, ile mi jeszcze zostało miesięcy / dni do powrotu do Polski. I stresował się tym, że nie wiem, co potem robić.
Trochę robię sobie podśmiechujki z mojego niskiego libido i braku erekcji, ale wiem oczywiście, że nie jest to normalne i musi istnieć jakiś powód. Po prostu na tym etapie życia nie przejmuję się tym zbyt mocno. Podstawowe badania jak morfologia, sód, potas, cukier miałem robione teraz przed operacją przepukliny i wszystko mam w normie. Ostatni raz dwa lata temu brałem udział w badaniach klinicznych za kasę dla zdrowych ochotników i tam byłem przebadany wielokrotnie wszerz i wzdłuż. Ale nie robili mi wtedy wszystkich hormonów. Muszę sobie wypisać wszystko, co bym chciał zbadać, sprawdzić ceny i iść do laboratorium.
Choć podłoże psychogenne w moim przypadku mogło odegrać dużą rolę w przeszłości, niezależnie od tego, że do sprawy podchodzę dziś na luzie. Od zawsze miałem duże skrzywienie penisa w stanie erekcji. Zgięcie w połowie o ponad 90 stopni plus rotacja wokół osi o 30 stopni. Po prostu nierównomierny rozrost tkanek z różnych stron w czasie okresu dojrzewania. Plus jeszcze stulejka. Pierwsze nastoletnie doświadczenie z dziewczyną było takie, że to wyśmiała i też powiedziała kilku osobom. Nie pamiętam już za dużo swoich reakcji wtedy, ale podejrzewam, że mogło mnie to nastawić na świadome unikanie erekcji, o ile w ogóle coś takiego jest możliwe. Ten problem wyeliminowałem w wieku 25 lat, gdy znalazłem świetnego specjalistę w Warszawie (prof. Wojciech Perdzyński - RIP) i kiedy było mnie stać. Miałem operację polegającą na wycięciu części ciał jamistych po stronie "garba", wyprostowaniu członka i zszyciu. Znieczulenie w kręgosłup odcinające na kilkanaście godzin czucie od pępka w dół i sedacja. Potem przez dwa miesiące przyjmowałem jakiś środek obniżający popęd i zapobiegający erekcjom.
Dziś po bliźnie na całej długości penisa nie ma nawet śladu, jest jedynie lekka blizna po częściowym usunięciu napletka i wędzidełka. Myślałem, że mój penis będzie wyglądał jak po walce z tygrysem szablozębnym, ale zagoiło się wszystko bardzo dobrze. I to mimo tego, że szwy sam sobie wyciągałem nożyczkami do paznokci, bo mi wtedy szkoda było hajsu, żeby jechać do kliniki. Wiem, że dla niektórych samo czytanie o grzebaniu nożem przy penisie jest makabryczne, ale to wszystko jest pod tak zajebistym znieczuleniem i lekami uspokajającymi, że się nic kompletnie nie czuje, a nawet się człowiek z tego śmieje i gada z pielęgniarkami o krzywych penisach. Potem po operacji czekanie, aż wróci czucie w nogach, 2 doby w szpitalu na obserwacji i do chaty. I podziwianie efektu po tych dwóch miesiącach. Jak by to Walaszek powiedział - może i krótki, ale za to cienki.
I nie sądzę, żeby przez tę operację uszkodził mi się jakiś nerw lub naczynia krwionośne i przez to nie mam erekcji. Bo już wtedy przed operacją miałem ją rzadko, a później już po pełnym zagojeniu wszystko działało dość dobrze. Tylko mi się po prostu słabo chce. Czasem jeszcze czuję zazdrość, że inni mogą i korzystają z tej całkiem fajnej rzeczy w życiu, a ja nie, ale ogólnie mam do tego luźny stosunek. A przynajmniej tak mi się wydaje. Może podświadomie tak sobie wkręciłem jako efekt adaptacji do przykrej i kompromitującej sytuacji, w jakiej się znalazłem. I dlatego właśnie mój łeb usunął z pamięci własną reakcję na to wyśmianie lata temu, przez co jej nie pamiętam. To ma sens. Mój łeb to jest jednak łeb.
Póki jestem sam, to zbytnio mi to nie przeszkadza, no ale wiem, że jeśli kiedyś będę chciał się z kimś związać, to będę musiał być sprawny seksualnie, bo inaczej skończy się to szybciej, niż się zacznie. A białe małżeństwa to rzadkość.
Co do tych kołczy to nie planuję uczestniczyć w płatnych sesjach. Szkoda mi kasy, którą mogę wydać na coś konkretnego. Zobaczę tylko, kto jak pracuje. No chyba że któraś babka na serio mnie przekona, że jest tak zajebiście skuteczna. No i przy okazji zobaczę, jak to jest mówić o swoich prywatnych sprawach twarzą w twarz innemu człowiekowi. Dotychczas pisałem o tym tylko tu na forum, gdzie spokojnie mogę sobie przemyśleć, co chcę powiedzieć. Na żywo może być większy hardcore i jestem ciekaw, jak będę reagował.
Z matką spędzam teraz o wiele mniej czasu. Wychodzę z domu o 7:30, jadę pociągiem do Poznania, tam pracuję, a popołudniami idę się uczyć do biura coworkingowego, albo łażę po sklepach czy ogólnie po mieście. Wracam o 21, więc tylko umyć się, chwilę pogadać i spać. Zacząłem grzebać na fejsie w grupach typu "Aktywny Poznań" i widzę, jak dużo rzeczy się dzieje w okolicy. Imprezy, koncerty, darmowe spotkania medytacyjne, poszukiwania chętnych do drużyny freesbie. Kto co tylko chce. Więc chodzę, szczególnie że niektóre z tych rzeczy są za darmo albo bardzo tanie. W zeszłą sobotę na silent disco ze znajomą byłem. 12 zł za wejściówkę. Bawiłem się do 2 w nocy, potem znajoma wróciła do domu, a ja poczekałem do rana szlajając się po mieście przyjmując pozdrowienia i "jak ja cię chłopie szanuję" od pijanych imprezowiczów wracających z klubów. Rano wróciłem sobie pociągiem do domu. Matka myślała, że u tej znajomej nocuję. Testuję przy okazji, jak reaguje na takie rzeczy.
Takie rzeczy jak tańczenie do muzyki na słuchawkach nie wymaga nie wiadomo jakiego wysiłku psychicznego, bo się tam z nikim nie rozmawia. Tańczę jak ostatnia łamaga, ale szybko przestaję o tym myśleć i po prostu się bawię do muzyki. Teraz po operacji przepukliny muszę zrezygować na parę miesięcy z siłowni, tańca i innych ciężchych aktywności, ale jest masa innych rzeczy, które można robić w weekend. Facebook moim najlepszym przyjacielem. Są też grupy wsparcia typowo męskie. Na przykład Grupa Performatywna Chłopaki. Organizują spotkania w męskim gronie, gdzie rozmawia się o uczuciach o męskich problemach i potrzebach, gdzie praktykuje się wzajemne, męskie przytulanie. Jeszcze u nich nie byłem, bo najczęściej takie spotkania organizują w Warszawie, a trochę mi szkoda kasy i czasu na to, żeby jechać specjalnie po to. Ale za to zapisałem na na męskie obozy / warsztaty organizowane latem przez Fundację Masculinum, która też zajmuje się problemami mężczyzn w dzisiejszym świecie. Wygląda to ciekawie i chętnie sprawdzę. Mam też na oku organizacje buddyjskie, które zapraszają na naukę medytacji. Wstęp wolny. Są też podobne spotkania czysto medytacyjne organizowane przez Jezuitów.
Właśnie tak widzę to szukanie nowych grup ludzi i otaczanie się nimi. Na razie zarabiam licho i to na tymczasowej umowie. Znacznie mniej, niż zarabiałbym gdziekolwiek zagranicą. Nie na wszystko, co planuję, mogę sobie pozwolić. Ale za to będąc w Polsce jestem w stanie próbować właśnie te wszystkie rzeczy, które opisałem wyżej. Zagranicą bym po pracy siedział na kwaterze z innymi i patrzył się w telefon odliczając, ile mi jeszcze zostało miesięcy / dni do powrotu do Polski. I stresował się tym, że nie wiem, co potem robić.



