05-02-2023, 05:45 PM
Przez paznokcie można bardzo dużo schorzeń ustalić, tylko że to trochę jak wskaźnik "pacjent ma wysoką temperaturę". No ma, ale od czego? Infekcja? Zatrucie? Nowotwór? Z paznokciami jest to bardziej zawężone, ale i tak jeden objaw pojawia się w kilku, czasem kilkunastu schorzeniach. Z obłączkami jest też ten problem, że część osób po prostu genetycznie ich nie ma.
Jeszcze tak mi się błąka po głowie sieć znajomych. Myślę, że to w BARDZO dużym stopniu zależy po prostu od tego, kogo się poznało w młodości. Takie znajomości, czasem przyjaźnie zostają na resztę życia, nic nie zastąpi dziesiątek tysięcy czasem godzin, które się razem spędziło. W późniejszym życiu można mieć znajomych którzy są no, znajomymi, zna się, gada czasem, ale to tyle. Nie ma tej bliskości, tego zaufania.
Do tego większość osób ma dość zamknięty krąg znajomych i po prostu nie chce tam mieć ich więcej, nie mają po prostu energii i czasu, żeby "obdarować" nimi kogoś jeszcze. Dom, praca, dzieci, te kilka osób, które są dla nas bliskie... gdzie tu miejsce na kolejnych? Jeszcze do tego ryzykujemy, że okażą się jakimiś zjebami, jak tylu w przeszłości.
Moi znajomi dzielą się na ludzi poznanych w dzieciństwie, gdzie no nie byłem orłem i poznawałem raczej różne odmiany patologii, oraz ludzi poznanych w późniejszym życiu, którzy zazwyczaj mieszkają na drugim końcu Polski, bo poznawałem ich przez internet. Te kilka osób, które są wartościowymi kontaktami poznanymi na żywo, zazwyczaj uciekło z tego miasta, bo tu mało perspektyw. Czyli mam fajny kontakt telefoniczny czy internetowy z ludźmi, którzy są w jakiś sposób wartościowymi rozmówcami albo wartościowymi osobami dla mnie, a na żywo ziomków, których znam niekiedy po 40 lat i ufamy sobie jak nikomu. I coś mi się zdaje, że próba zmiany tego, co jest na żywo, to byłaby katorżnicza dosłownie praca. Ale pewnie byłaby tego warta.
Jeszcze tak mi się błąka po głowie sieć znajomych. Myślę, że to w BARDZO dużym stopniu zależy po prostu od tego, kogo się poznało w młodości. Takie znajomości, czasem przyjaźnie zostają na resztę życia, nic nie zastąpi dziesiątek tysięcy czasem godzin, które się razem spędziło. W późniejszym życiu można mieć znajomych którzy są no, znajomymi, zna się, gada czasem, ale to tyle. Nie ma tej bliskości, tego zaufania.
Do tego większość osób ma dość zamknięty krąg znajomych i po prostu nie chce tam mieć ich więcej, nie mają po prostu energii i czasu, żeby "obdarować" nimi kogoś jeszcze. Dom, praca, dzieci, te kilka osób, które są dla nas bliskie... gdzie tu miejsce na kolejnych? Jeszcze do tego ryzykujemy, że okażą się jakimiś zjebami, jak tylu w przeszłości.
Moi znajomi dzielą się na ludzi poznanych w dzieciństwie, gdzie no nie byłem orłem i poznawałem raczej różne odmiany patologii, oraz ludzi poznanych w późniejszym życiu, którzy zazwyczaj mieszkają na drugim końcu Polski, bo poznawałem ich przez internet. Te kilka osób, które są wartościowymi kontaktami poznanymi na żywo, zazwyczaj uciekło z tego miasta, bo tu mało perspektyw. Czyli mam fajny kontakt telefoniczny czy internetowy z ludźmi, którzy są w jakiś sposób wartościowymi rozmówcami albo wartościowymi osobami dla mnie, a na żywo ziomków, których znam niekiedy po 40 lat i ufamy sobie jak nikomu. I coś mi się zdaje, że próba zmiany tego, co jest na żywo, to byłaby katorżnicza dosłownie praca. Ale pewnie byłaby tego warta.



