This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Trochę amfetaminy i "ego depletion" można pokonać. Smile
Wszystkiego na raz się nie zrobi, ale można sobie zaplanować jakiś weekend na wypad do innego miasta, przekimać się w tanim motelu, albo nawet całą noc łazić (jak jestem w podróży, to przechodzę w tryb ekonomiczny - mało jem, mało sikam i nie chce mi się spać).

Kilkanaście lat temu zdarzały mi się wypady np. do aquaparku i sauny w Łodzi w sobotę rano, potem cały dzień i cała noc łażenia po mieście i w niedzielę popołudniu powrót. W 2010 pojechałem pociągiem do Władysławowa. Miało być na jeden dzień, ale na miejscu kupiłem po taniości bilet na jakieś techno beach party w Gdyni na drugi dzień, więc przespałem się na ręczniku na plaży we Władysławowie, rano pojechałem do Sopotu połazić, potem na tę imprezę i o 5 rano znów gdzieś na wydmy się przespać. Spontaniczne wypady były dla mnie super, a przede wszystkim żył jeszcze wtedy mój ojciec, a jego plusem było to, że trzymał w ryzach nadopiekuńczość matki i odwracał jej uwagę ode mnie.

Miałem też okres parę lat temu, że chodziłem zupełnie sam do klubów (Pacha w Poznaniu robi najlepsze imprezy w Wielkopolsce). Jak na biedaka przystało nachlałem się czymś tanim wcześniej, żeby w klubie nie płacić, a być nieco znieczulonym i jazda na parkiet. Nie obchodziło mnie podrywanie, zagadywanie itp, tylko żeby się wyszaleć przy muzyce. A to też musiałem się przełamać, bo oczywiście miałem wrażenie, że ruszam się jak paralityk i wszyscy się ze mnie śmieją. A to gunwo prawda. I chciałbym kiedyś wbić do najlepszych vipowskich klubów w Warszawie i Berlinie.

W grupie ludzi potrafię się czasem przełączyć na obserwatora, więc nie zawsze odczuwam ten stres związany z wykluczeniem. Bardziej to odczuwam w przypadku spotkania z grupą towarzyską, w której powinienem być traktowany jako część tej grupy, czyli właśnie spotkanie u kogoś na Sylwestrze czy na grillu, albo tak jak Ty miałeś budując pewną komunę. W grupie z przewodnikiem, gdzie mogą przyjść dowolni ludzie, raczej bym czuł się swobodnie. Jestem z nimi, bo chcę coś ciekawego na mieście zobaczyć i posłuchać przewodnika. Największy stres czułbym w momencie przyjścia na miejsce i pierwszego zapoznania się. Ale, jak już mówiłem, zrozumiałem, że te stresy odczuwać będę i one całkiem nigdy nie znikną, więc muszę im stawiać czoła. Nie chcę już sobie pozwalać na kroki wstecz. A jak patrzę na fejsie, ile ciekawych rzeczy się dzieje w takim choćby Poznaniu - wystawy, teatr, opera, balet, filharmonia, koncerty - to można nawet codziennie wieczorem gdzieś wyjść. Albo chociaż co weekend, zamiast siedzieć i patrzeć się w ekran. Na poniedziałek mam już bilet na spektakl kupiony. Nigdy w tym konkretnym teatrze nie byłem. Znów konfrontacja z nowym miejscem.

No i też rozumiem, że to nie jest dobra porada dla osób właśnie z agorafobią, którzy mogą się bardzo bać podróżny, nieznanym miejsc i dużych skupisk ludzi. Ja tego nie mam, wśród ludzi czuję się dobrze. Moje obawy to ośmieszenie się. I udaje się to zdusić na tyle, że nie powoduje tak silnych reakcji, jak te kilka lat temu u mnie na rozmowach o pracę.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - przez Temper - 04-28-2023, 10:51 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości