04-27-2023, 09:00 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-27-2023, 09:01 AM przez Nawaphon.)
"Moje "porady" dla osób z agorafobią czy jakimiś innymi lękami były nie na miejscu i za to przepraszam."
Nie przepraszaj - moim zdaniem masz dużo racji, chociaż wiadomo - że ludzie którzy mają określony problem, nie lubią słuchać od ludzi - którzy go nie mają, co z nim zrobić.
Z agorafobią jest tak - uważam - jak z wszystkimi innymi zaburzeniami, to znaczy jest to normalna ludzka cecha, w niektórych ludziach osiągająca poziom ekstremalny/patologiczny. Napisałeś Temper, wyżej - że masz w Sobie coś z narcyza, każdy ma. Tylko u niektórych jest to patologią.
Ciekawe jest to, co zauważyła już Susan Sontag (Choroba jako metafora), a później było bardzo widoczne w czasie Covid - że ludzie o różnych poglądach politycznych, z reguły patrzą inaczej na chorobę i inaczej na nią reagują. Nie lubię klasyfikacji zaburzeń psychicznych jako choroby, moim zdaniem to mylące (Jeszcze jedna rekomendacja - Thomas Szasz - The Myth of Mental Illness), ale tutaj akurat można postawić je razem.
I tak ludzie o prawicowych poglądach - wolnościowych, konserwatywnych - są statystycznie dużo bardziej skłonni myśleć, że mogą "pokonać" chorobę, czy dolegliwość - czy to siłą woli, czy naturalnymi środkami. W ekstremach, ma to Swoje patologie - ludzie którzy odmawiają opieki lekarskiej i zamiast tego chcą leczyć raka w zaawansowanych stadium ziołami, albo głodówką.
Ludzi o lewicowych poglądach są dużo bardziej skłonni wierzyć, że nie mają żadnego wpływu na rozwój choroby i wierzą dość ślepo w ekspertów i naukowe wyjaśnienia. Tutaj patologią są na przykład ludzie otyli, którzy siedzą na tyłku i objadają się - i racjonalizują to mówiąc, że nie mogą zrzucić wagi bo to geny, środowisko, bo "nic nie jedzą"... albo na przykład ludzie którzy przy lekkiej depresji idą do psychiatry po leki, które biorą do końca życia - prowadząc tryb życia, przy którym prawdziwym wyczynem było by NIE MIEĆ Depresji.
I tak, jak to z reguły jest, prawda jest pośrodku. Ludzie nie mają aż takiej kontroli nad własnymi emocjami, jak wierzą w to ekstremiści - ale z drugiej strony przedstawianie tego na zasadach deterministycznych jest moim zdaniem często skutkiem racjonalizacji ludzi, którzy chcą pozbyć się odpowiedzialności za własne niedociągnięcia i błędy.
U mnie największym krokiem w przezwyciężeniu depresji było zmienienie nawyków myślowych - i taka psychoanaliza i psychoterapia to coś, do czego każdy jest w pewnym stopniu zdolny.
Tylko moja opinia, oczywiście )
Nie przepraszaj - moim zdaniem masz dużo racji, chociaż wiadomo - że ludzie którzy mają określony problem, nie lubią słuchać od ludzi - którzy go nie mają, co z nim zrobić.
Z agorafobią jest tak - uważam - jak z wszystkimi innymi zaburzeniami, to znaczy jest to normalna ludzka cecha, w niektórych ludziach osiągająca poziom ekstremalny/patologiczny. Napisałeś Temper, wyżej - że masz w Sobie coś z narcyza, każdy ma. Tylko u niektórych jest to patologią.
Ciekawe jest to, co zauważyła już Susan Sontag (Choroba jako metafora), a później było bardzo widoczne w czasie Covid - że ludzie o różnych poglądach politycznych, z reguły patrzą inaczej na chorobę i inaczej na nią reagują. Nie lubię klasyfikacji zaburzeń psychicznych jako choroby, moim zdaniem to mylące (Jeszcze jedna rekomendacja - Thomas Szasz - The Myth of Mental Illness), ale tutaj akurat można postawić je razem.
I tak ludzie o prawicowych poglądach - wolnościowych, konserwatywnych - są statystycznie dużo bardziej skłonni myśleć, że mogą "pokonać" chorobę, czy dolegliwość - czy to siłą woli, czy naturalnymi środkami. W ekstremach, ma to Swoje patologie - ludzie którzy odmawiają opieki lekarskiej i zamiast tego chcą leczyć raka w zaawansowanych stadium ziołami, albo głodówką.
Ludzi o lewicowych poglądach są dużo bardziej skłonni wierzyć, że nie mają żadnego wpływu na rozwój choroby i wierzą dość ślepo w ekspertów i naukowe wyjaśnienia. Tutaj patologią są na przykład ludzie otyli, którzy siedzą na tyłku i objadają się - i racjonalizują to mówiąc, że nie mogą zrzucić wagi bo to geny, środowisko, bo "nic nie jedzą"... albo na przykład ludzie którzy przy lekkiej depresji idą do psychiatry po leki, które biorą do końca życia - prowadząc tryb życia, przy którym prawdziwym wyczynem było by NIE MIEĆ Depresji.
I tak, jak to z reguły jest, prawda jest pośrodku. Ludzie nie mają aż takiej kontroli nad własnymi emocjami, jak wierzą w to ekstremiści - ale z drugiej strony przedstawianie tego na zasadach deterministycznych jest moim zdaniem często skutkiem racjonalizacji ludzi, którzy chcą pozbyć się odpowiedzialności za własne niedociągnięcia i błędy.
U mnie największym krokiem w przezwyciężeniu depresji było zmienienie nawyków myślowych - i taka psychoanaliza i psychoterapia to coś, do czego każdy jest w pewnym stopniu zdolny.
Tylko moja opinia, oczywiście )



