This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Rozumiem Twój punkt widzenia. Opisuję szybkie cięcia, które zadziałały w moim i być może tylko w moim przypadku. Nawet w kwestii utraty tkanki tłuszczowej znalazłem bardzo szybkie i skuteczne rozwiązania bez konieczności zmiany nawyków - mówię o środkach, które opisywałem na początku tego wątku. Działają idealnie i jak przestaje mi odpowiadać moją waga, to korzystam. Mam skitrany jeszcze spory zapas. Problem rozwiązałem w niecałe dwa miesiące i już nie muszę o tym w ogóle myśleć, mogę przejść do następnych rzeczy. Wiem, że to jest niebezpieczne dla zdrowia i życia, wiem, że nie eliminuje źródła problemu. I nigdy nikomu nie będę tego proponował. Ja na takie ryzyko jestem gotowy.

Kiedyś miałem wkurzający odruch będący reakcją na stres. Niby drobiazg, ale mnie irytował. Uzależnienie behawioralne. Nauczyłem się, żeby zawsze wtedy, gdy mnie nachodzi na to ciśnienie, zacząć bić się po twarzy. O ile jestem wtedy sam. Uderzyć najmocniej, jak mogę. Z liścia lub z pieści. Raz podczas takiego ciosu się poranilem paznokciem i wypadła mi plomba. To był punkt zwrotny. Przestałem to robić, bo zawsze, gdy przychodziła ochota, przypominałem sobie rozwalone zęby. Zajęło to kilka tygodni, żeby wyeliminować problem. I ponownie nie będę nikomu radził, żeby się samookaleczał, aby zmienić połączenie w mózgu. To dowód anegdotyczny, który "u mnie działa".
Tak jak mówisz, u większości ludzi z zaburzeniami wystawienie się na negatywne odczucia wzmaga ataki przy następnym razie. Jak ten przykład z zagadywaniem do dziewczyn. Mi w jakiś sposób udało się wymusić na sobie nieco inne przekonanie. Staram się przyzwyczaić swój umysł do tego, że te sytuacje generujące negatywne emocje są nieuniknione. One po prostu muszą się zdarzać. A po wszystkim ponownie przekonuję się, że nic się złego nie stało. Nawet jeśli się ośmieszę, to nikt nie będzie o tym pamiętał na drugi dzień. Tak jak ja nie pamiętam większości osób i sytuacji z dnia codziennego, atak nikt nie będzie mnie pamiętał, szczególnie w miejscach, gdzie przewija się masa ludzi. I to zaczyna procentować. Jąkaj się, spoć zemdlej, cokolwiek,nawiet miej ten cholerny zawał, ale rób. Tak sobie mówię. I wyobrażam sobie sytuację odwrotną - że to osoba, do której dzwonię lub do której idę osobiście ma taką fobię i może się stresować rozmową że mną, więc muszę tak się zachować, żeby wydać jej się sympatycznym, kojącym człowiekiem. Ostatecznie działa też powiedzenie wprost czegoś w stylu: "Wie pani co? Przepraszam, ale jestem nieco podenerwowany, bo miałem przed chwilą telefon z mocno stresującą informacją (chomik zdechł czy cokolwiek) i ciężko mi się skupić zebrać myśli.". 
Albo wprost, że pierwszy raz załatwiam coś takiego i lekko się stresuję, czy wszystko dobrze robię. Nigdy się nie spotkałem z negatywną reakcją na takie słowa. Wręcz przeciwnie, ludziom włącza się często empatia.

Wiem, że możesz widzieć mój wyjazd do Szwajcarii jako nieprzemyślany. Wyjeżdżam już szósty rok w różne miejsca i kondycyjnie mniej więcej wiem, czego się spodziewać. Fakt, nigdy się nie przygotowuję do tego, więc rzeczywiście narażam się na kontuzje i tylko szczęście sprawiło, że jeszcze takiej nie miałem. Zgadzam się, że to moje zaniedbanie. Rzucam pracę z dnia na dzień, ale wierz mi, że to nie jest nic niezwykłego. Jadąc w zupełnie obce miejsce, do obcego kraju, gdzie nikt z Twoich znajomych wcześniej nie pracował, a w sieci albo nie ma opinii, albo są tylko negatywne (bo kto niby pisze pozytywne opinie o pracodawcach? ) musisz liczyć się z sytuacją, że miejsce okaże się zbiorowiskiem patologii, albo obozem pracy. Myślę, że każdy, kto pracował przynajmniej kilka lat zagranicą miał taki przypadek. Dlatego trzeba być przygotowanym do tego, żeby natychmiast wrócić. Neko1witek pisał, że trzeba umieć ucinać straty możliwie jak najszybciej, a nie brnąć dalej i liczyć że się odrobi. Dlatego zawsze trzeba mieć kasę na powrót schowaną choćby i gaciach, zapasowy telefon z drugą kartą SIM, kartkę z numerami telefonów do ambasady, organizacji pomocowych dla Polaków, do Twojego ubezpieczyciela, oraz kartkę z informacją w kilku językach, z kim z rodziny mają się kontaktować ci, którzy znajdą Cię martwego, nieprzytomnego, po wypadku. Oceniłem, że to miejsce pracy jest poniżej moich standardów i nie chce dłużej dać się tak traktować. Wytrzymałem miesiąc żeby sobie odbić kasę, którą straciłem podczas pobytu w Polsce przez 5 miesięcy i ucinam dalsze stray fizyczne i psychiczne. Jest spora różnica w zmienianiu pracy, bo jestem niedojrzały i nic mi się nie podoba a ucieczką że skandalicznych warunków i traktowania.

I, wbrew pozorom, ten miesięczny wyjazd oraz prawie dwa miesiące aktywnej obecności na tym forum spowodowało u mnie największy mentalny skok w życiu. Możliwość wyrzucenia z siebie złości wysłuchania Waszych często różniących się od siebie porad. W tym czasie udało mi się pozbyć moich uzależnień, zredukować fobię społeczną do zwykłej tremy, którą odczuwa sporo normalnych ludzi dzięki choćby journalingowi, przekonać się, jak wiele możliwości jeszcze jest przede mną i że mój wiek to nie jest jeszcze za późno do ułożenia satysfakcjonującego życia, poznać historie ludzi, którzy zajmują się w życiu giełdą, mieszkaniami, biznesami. Że przez lata pobytu zagranicą zdobyłem trochę znajomych. Specyficznych, ale to są ludzie, którzy o mnie pamiętają i często dzownia. Że mam znajomych w moim rodzinnym mieście. Uświadomiłem sobie, że ustawienie odpowiedniej relacji z matką zależy wyłącznie ode mnie i mimo iż będzie to mi sprawiało duży dyskomfort i poczucie winy, to muszę to zrobić. Koniecznie. Tu nawet film "Bo się boi" okazał się bardzo pomocny. I wiem już, że tak naprawdę nie chce wcale mieć dziewczyny czy żony. Przynajmniej nie teraz. Nie chcę przejść spod jednej spódnicy pod drugą. Chcę poczuć trochę wolności i całkowitej kontroli nad moim życiem. Może dlatego nieświadomie sam się psychicznie wykastrowałem, żeby nie zwracać teraz uwagi na kobiety, tylko zająć się życiem towarzyskim, szukaniem, co chcę robić w życiu i zarabianiem pieniędzy. No i przy okazji zarobiłem jeszcze trochę kasy przez ten wyjazd i przyzwyczaiłem matkę, że kontakt telefoniczny raz na parę dni jest czymś normalnym, a danie znać przez Messenger, że żyję i nic mi nie jest w zupełności wystarczy.

Dostałem też ostro fizycznie w dupę i z czasem zacząłem się z tym czuć nawet dobrze. Zmęczenie jest duże pod koniec dnia, ale jakieś takie przyjemne. Śpię jak małe dziecko. A to mi daje nadzieję, że ćwiczenia na siłowni, czy trening kutarate łamane przez hudo da mi taki sam, albo i większy wyrzut pozytywnych odczuć. Ale tu już trzeba właśnie bardzo powoli i systematycznie ćwiczyć, żeby nie zrobić sobie kuku.

Moje "porady" dla osób z agorafobią czy jakimiś innymi lękami byky nie na miejscu i za to przepraszam. Czegoś się dowiedziałem. Rzeczy tu opisane zadziałały w moim specyficznym przypadku i nie chce, żeby ktoś sobie pogorszył po przeczytaniu tego.

Zatem ostatecznie w ciągu tak krótkiego czasu jestem w najlepszej kondycji psychicznej od dawna.
Wiem, że możesz pomyśleć, że sobie wkręcam jakąś iluzję, że sobie wkręcam, że jest dobrze, a w rzeczywistości dużo się nie zmieniło. I że pewnie kiedyś to wszystko jeszcze wróci. Może tak. Ale nawet jeśli sobie wkręcam, to jakie to ma znaczenie, jeśli w moim przypadku działa? Niech to będzie placebo, niech sobie nawet te problemy wracają co jakiś czas, jeśli muszą. Ja się uważam za mocno lepszego dzięki Wam i dzięki moim własnym działaniom. Wczoraj w Zurichu jakiś Azjata zapytał mnie na ulicy, czy mówię po angielsku, bo chciał się o drogę na dworzec spytać. Normalnie bym spanikował i powiedział, że nie mówię po angielsku. Ale pokonałem to odczucie i gadałem z nim po angielsku nawet bardzo dobrze. Nie miałem pojęcia, jak trafić na dworzec, ale poszukałem razem z nim w Googlach, nawet poszedłem razem z nim na dworzec i zapytałem po angielsku w informacji, jak trafić na konkretny peron. I potem z nim na ten peron poszedłem. Sympatyczny ziomek, w podziękowaniu kupił mi Colę w automacie. Byłem z siebie cholernie zadowolony przez resztę dnia.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - przez Temper - 04-27-2023, 07:05 AM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości