Czytałem wątek Joadii, rozumiem też, że sam masz taką przypadłość. Szanuję o wiele bardziej Twoje osobiste doświadczenie i wiedzę w temacie, niż moją gównoopinię. Rozumiem skrajną chęć ucieczki przed sytuacjami lękowymi, bo w fobii społecznej też to mam (kuźwa, MIAŁEM, przecież ja już żadnej fobii nie mam, hehe), natomiast szczegółów agorafobio nigdy pewnie nie zrozumiem. Analogie do złamań są ok, ale jakoś nie może mi to porównanie kliknąć.
Wiec może lepiej na temat tej konkretnej dolegliwości wypowiadać się nie będę.
Ale w przypadku różnych innych drobiazgów, jak choćby moje różne problemy, szybkie rozwiązania potrafią działać. Nauka zawodu czy sytuacja z matką wymagają długotrwałej, powolnej pracy, ale już na sytuacje społeczne znalazłem dość skuteczne rozwiązanie. Wiem, że "u mnie działa" to nie jest dobra metoda dla wszystkich, poza tym to nie likwiduje nieprzyjemnych objawów podczas załatwiania spraw osobiście czy przez telefon, ale założyłem sobie, że to nigdy nie zniknie i tak musi być. Just move on.
Jeszcze że 2 miesiące temu mówiłem, że jestem uzależniony od porno. Odciąłem je całkowicie, nic, zero, null. Wystarczy nie mieć okazji do siedzenie bezproduktywnie przed ekranem, w samotności i jeszcze nie mieć na to czasu. I już nie jestem uzależniony. Nailed it. Move on. Żadnego ograniczania, blokad stron,, liczenia dni, zaznaczania "upadków", czy wyznaczania sobie "happy day" raz w tygodniu. Bo potem mózg czeka ciągle na ten jeden dzień, żeby dostać swoją nagrodę. Szybkie cięcie. A to, że przestałem odczuwaj libido i potencję, w tej chwili widzę jako plus. Mam ważniejsze sprawy i nie rozprasza mnie myślenie o cyckach. Uzależnienie od internetu mocno ograniczone, choć jeszcze nie pokonane całkowicie. Docelowo to ma być narzędzie do korzystania tylko wtedy, gdy jest potrzebne, a nie jako filler w każdej sytuacji, gdy nie wiem, co ze sobą zrobić.
Doceniam Twoje i innych rady o powolnych krokach i dokładnym planowaniu w wielu dziedzinach, choćby w finansach, bo tu się już nieraz wykładałem. Zwracam tylko uwagę, że w niektórych sprawach trzeba robić gwałtowne, nawet bolesne cięcia, żeby nie wdała się mentalna gangrena.
Kupuj miesięczny i jeździj. Najwyżej stracisz, to sobie jakoś odrobisz, a zyskać możesz dużo.
Ja wracam w piątek do Polski i już teraz kupiłem sobie miesięczny na pociąg z mojego miasteczka do Poznania. Bo nie chcę znów siedzieć cały dzień z matką, która zaorać mi mózg. Powiem jej, że mam pracę w Poznaniu, rano będę wyjeżdżał, wieczorem wracał. Na miejscu mogę łazić, zwiedzać, rozłożyć się na trawie z książką albo czasopismem, pójść do biura coworkingowego i tam się uczyć IT lub giełdy. I ostatecznie albo tam znajdę faktycznie pracę w Poznaniu choćby z nudów, albo zdecyduję się na kolejny wyjazd do Niemiec. Będę ciągle w ruchu, ciągle na powietrzu, bez możliwości oglądania porno czy milionów gówno filmików na YT.
Więc można powiedzieć, że myślimy o tym samym. Polecam.
Wiec może lepiej na temat tej konkretnej dolegliwości wypowiadać się nie będę.
Ale w przypadku różnych innych drobiazgów, jak choćby moje różne problemy, szybkie rozwiązania potrafią działać. Nauka zawodu czy sytuacja z matką wymagają długotrwałej, powolnej pracy, ale już na sytuacje społeczne znalazłem dość skuteczne rozwiązanie. Wiem, że "u mnie działa" to nie jest dobra metoda dla wszystkich, poza tym to nie likwiduje nieprzyjemnych objawów podczas załatwiania spraw osobiście czy przez telefon, ale założyłem sobie, że to nigdy nie zniknie i tak musi być. Just move on.
Jeszcze że 2 miesiące temu mówiłem, że jestem uzależniony od porno. Odciąłem je całkowicie, nic, zero, null. Wystarczy nie mieć okazji do siedzenie bezproduktywnie przed ekranem, w samotności i jeszcze nie mieć na to czasu. I już nie jestem uzależniony. Nailed it. Move on. Żadnego ograniczania, blokad stron,, liczenia dni, zaznaczania "upadków", czy wyznaczania sobie "happy day" raz w tygodniu. Bo potem mózg czeka ciągle na ten jeden dzień, żeby dostać swoją nagrodę. Szybkie cięcie. A to, że przestałem odczuwaj libido i potencję, w tej chwili widzę jako plus. Mam ważniejsze sprawy i nie rozprasza mnie myślenie o cyckach. Uzależnienie od internetu mocno ograniczone, choć jeszcze nie pokonane całkowicie. Docelowo to ma być narzędzie do korzystania tylko wtedy, gdy jest potrzebne, a nie jako filler w każdej sytuacji, gdy nie wiem, co ze sobą zrobić.
Doceniam Twoje i innych rady o powolnych krokach i dokładnym planowaniu w wielu dziedzinach, choćby w finansach, bo tu się już nieraz wykładałem. Zwracam tylko uwagę, że w niektórych sprawach trzeba robić gwałtowne, nawet bolesne cięcia, żeby nie wdała się mentalna gangrena.
Kupuj miesięczny i jeździj. Najwyżej stracisz, to sobie jakoś odrobisz, a zyskać możesz dużo.
Ja wracam w piątek do Polski i już teraz kupiłem sobie miesięczny na pociąg z mojego miasteczka do Poznania. Bo nie chcę znów siedzieć cały dzień z matką, która zaorać mi mózg. Powiem jej, że mam pracę w Poznaniu, rano będę wyjeżdżał, wieczorem wracał. Na miejscu mogę łazić, zwiedzać, rozłożyć się na trawie z książką albo czasopismem, pójść do biura coworkingowego i tam się uczyć IT lub giełdy. I ostatecznie albo tam znajdę faktycznie pracę w Poznaniu choćby z nudów, albo zdecyduję się na kolejny wyjazd do Niemiec. Będę ciągle w ruchu, ciągle na powietrzu, bez możliwości oglądania porno czy milionów gówno filmików na YT.
Więc można powiedzieć, że myślimy o tym samym. Polecam.



