04-26-2023, 08:08 AM
W skrajnym przypadku agorafobii ludzie z domu w ogóle nie są w stanie wyjść, opisano przypadek taksówkarza, który kilka lat spędził na parkingu w swoim samochodzie. Próba leczenia takich rzeczy "na szybko" przypomina próbę "rozchodzenia" otwartego złamania. W sensie, końcowy rezultat to dużo poważniejszy problem niż ten, z którym się zaczęło. W obu przypadkach, czy złamania kości, czy agorafobii, wywoływanie "bólu" sprawia, że jest jeszcze gorzej. U złamaniowca będzie dalsze przemieszczenie i zerwanie tego, co zaczęło się goić, u osoby z agorafobią jeszcze silniejsze ataki.
U mnie błyskawiczną poprawę przyniosły suplementy, ciężko nawet teraz powiedzieć, czy w ogóle to mam, przyjąłem, że dopóki nie znikną mi zmiany na paznokciach, dalej jest coś nie tak, ale bez problemu mogę jechać samochodem do innego miasta. Joadia jak napisała miała wycięty pęcherzyk żółciowy, co mogło spowodować silny spadek substancji odpowiedzialnych za kontrolę lęku. Clue jest takie, że w obu przypadkach główny problem leży gdzieś w organizmie, a nie w psychice i to na organizmie powinno się skupić, chociażby po to, żeby uniknąć innych komplikacji zdrowotnych.
I serio, próba wyjaśnienia komuś czym jest atak paniki to jak próba wyjaśnienia, czym jest ból. Jedno i drugie to mechanizm ewolucyjny, który ma skłonić nas do ucieczki od tego, co wywołuje to "nieprzyjemne uczucie". Jak kogoś nigdy nic nie bolało, to może mu się wydawać, że to przecież proste, no nie myśl o tym, ignoruj, przecież nie umrzesz od tego.
Kurcze, kiedyś miałem taki plan, żeby sobie jeździć autobusami na miesięcznym, zwiedzać, audiobooki słuchać, książki czytać. Może do tego wrócę. Chyba taniej wyjdzie, niż benzyna.
U mnie błyskawiczną poprawę przyniosły suplementy, ciężko nawet teraz powiedzieć, czy w ogóle to mam, przyjąłem, że dopóki nie znikną mi zmiany na paznokciach, dalej jest coś nie tak, ale bez problemu mogę jechać samochodem do innego miasta. Joadia jak napisała miała wycięty pęcherzyk żółciowy, co mogło spowodować silny spadek substancji odpowiedzialnych za kontrolę lęku. Clue jest takie, że w obu przypadkach główny problem leży gdzieś w organizmie, a nie w psychice i to na organizmie powinno się skupić, chociażby po to, żeby uniknąć innych komplikacji zdrowotnych.
I serio, próba wyjaśnienia komuś czym jest atak paniki to jak próba wyjaśnienia, czym jest ból. Jedno i drugie to mechanizm ewolucyjny, który ma skłonić nas do ucieczki od tego, co wywołuje to "nieprzyjemne uczucie". Jak kogoś nigdy nic nie bolało, to może mu się wydawać, że to przecież proste, no nie myśl o tym, ignoruj, przecież nie umrzesz od tego.
Kurcze, kiedyś miałem taki plan, żeby sobie jeździć autobusami na miesięcznym, zwiedzać, audiobooki słuchać, książki czytać. Może do tego wrócę. Chyba taniej wyjdzie, niż benzyna.



