04-26-2023, 06:05 AM
Wiem, ale z IT mam do czynienia hobbistycznie od dawna. Zbudowałem swój mały lab do zabawy w sieciowca i to lubię. Jeśli miałbym iść do jakiegoś korpo i siedzieć dupogodziny od 8 do 16, to wolałbym, żeby to było IT. Energetyka, w której pracowałem zaraz po studiach też była spoko, ale jako team leader musiałem często dzwonić do klientów, do partnerów biznesowych i do zespołu handlowców w terenie. Albo oni do mnie. Nie lubiłem tego strasznie, ale się przyzwyczaiłem.
Pracowałem przez pół roku jako agent ubezoieczeniowy, eydzwanialem do obcych ludzi i jeździłem do nich na spotkania. Też było trudno i nienawidziłem tego, ale uj, przyzwyczaiłem się w końcu. Potem po szybkim awansie na team leadera miałem ludzi pod sobą i to oni załatwiali spotkania, ja tylko jeździłem z nimi robić prezentacje sprzedażowe i domykać kontrakty. Zarobiłem przez to pół roku tak lichwa pieniądze, że się zwolniłem, bo mi na rachunki nie starczało.
Nawet do rzeczy, których się nienawidzi i nie ma predyspozycji, można się zmusić i przyzwyczaić. Zawsze sobie powtarzam, że życie nie jest przyjemne i tak po prostu musi być. Skończyłem trudne studia, w których miałem sporo projektów wymagających obliczeń i kreatywności. Skoro wtedy dałem radę, to teraz też dam.
Jak już miałbym robić sobie plan na życie, to wolałbym grindować sobie przez jakieś dwa lata, a potem od czterdziestki żyć już finansowo w miarę spokojnie. Zakładając, że nie dopadnie mnie choroba, albo nie wpadnę po samochód, to mogę mieć 25-30 lat czasu na korzystanie z życia. A potem, jakbym mial się na starość męczyć z samotnością, chorobą, niedołężnością, czy problemami finansowymi, to wolałbym się wylogować. I chciałbym mieć na serio w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby móc to wtedy zrobić. Strach przed męczeniem się fizycznym i psychicznym jest u mnie większy, niż przed samą śmiercią. Choć pewnie łatwo się mówi, jak do momentu starości jeszcze dużo zostało. Chociaż wypadek albo ciężka diagnoza może się zdarzyć nawet jutro. Więc chciałby mieć wcześniej opracowany plan, jak się wylogować w najszybszy i najbardziej humanitarny dla samego siebie (i dla tych, którzy mnie znajdą) sposób.
A, no i za karę dziś kazali mi do pracy nie przychodzić. Więc jadę do Zurychu ponownie i połażę sobie po mieście. Może nawet będę zagadywać miejscowych przez translator. Kuźwa, nawet jakbym miał zemdleć ze stresu na ulicy, to w sumie co takiego wielkiego się stanie? Ktoś tam jakoś zareaguje i zdejmą mnie ulicy. IMO trzeba się zmuszać choćby nie wiem co. Nawet jak ktoś ma agorafobię. Od silnego napadu strachu i stresu się zwykle nie umiera, przynajmniej mi się jeszcze nie udało. A nawet jeśli się walnie głową w krawężnik, to i tak ktoś w końcu zdrapie te zwłoki z asfaltu, więc co się przejmować.
Pracowałem przez pół roku jako agent ubezoieczeniowy, eydzwanialem do obcych ludzi i jeździłem do nich na spotkania. Też było trudno i nienawidziłem tego, ale uj, przyzwyczaiłem się w końcu. Potem po szybkim awansie na team leadera miałem ludzi pod sobą i to oni załatwiali spotkania, ja tylko jeździłem z nimi robić prezentacje sprzedażowe i domykać kontrakty. Zarobiłem przez to pół roku tak lichwa pieniądze, że się zwolniłem, bo mi na rachunki nie starczało.
Nawet do rzeczy, których się nienawidzi i nie ma predyspozycji, można się zmusić i przyzwyczaić. Zawsze sobie powtarzam, że życie nie jest przyjemne i tak po prostu musi być. Skończyłem trudne studia, w których miałem sporo projektów wymagających obliczeń i kreatywności. Skoro wtedy dałem radę, to teraz też dam.
Jak już miałbym robić sobie plan na życie, to wolałbym grindować sobie przez jakieś dwa lata, a potem od czterdziestki żyć już finansowo w miarę spokojnie. Zakładając, że nie dopadnie mnie choroba, albo nie wpadnę po samochód, to mogę mieć 25-30 lat czasu na korzystanie z życia. A potem, jakbym mial się na starość męczyć z samotnością, chorobą, niedołężnością, czy problemami finansowymi, to wolałbym się wylogować. I chciałbym mieć na serio w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby móc to wtedy zrobić. Strach przed męczeniem się fizycznym i psychicznym jest u mnie większy, niż przed samą śmiercią. Choć pewnie łatwo się mówi, jak do momentu starości jeszcze dużo zostało. Chociaż wypadek albo ciężka diagnoza może się zdarzyć nawet jutro. Więc chciałby mieć wcześniej opracowany plan, jak się wylogować w najszybszy i najbardziej humanitarny dla samego siebie (i dla tych, którzy mnie znajdą) sposób.
A, no i za karę dziś kazali mi do pracy nie przychodzić. Więc jadę do Zurychu ponownie i połażę sobie po mieście. Może nawet będę zagadywać miejscowych przez translator. Kuźwa, nawet jakbym miał zemdleć ze stresu na ulicy, to w sumie co takiego wielkiego się stanie? Ktoś tam jakoś zareaguje i zdejmą mnie ulicy. IMO trzeba się zmuszać choćby nie wiem co. Nawet jak ktoś ma agorafobię. Od silnego napadu strachu i stresu się zwykle nie umiera, przynajmniej mi się jeszcze nie udało. A nawet jeśli się walnie głową w krawężnik, to i tak ktoś w końcu zdrapie te zwłoki z asfaltu, więc co się przejmować.



