Pokłóciłem się dzisiaj rano z przełożonym w trakcie pracy. Znoszenie codziennych obelg i pretensji, mimo iż zawsze praca jest i tak wykonana, ma swoje granice. Rzuciłem wszystko i na pieszo wróciłem kilka kilometrów do hotelu. Mam już wywalone i czuję luz, bo to ostatnie dni w tym kołchozie. Spontanicznie wsiadłem w autobus, kupiłem bilet w automacie i pojechałem do Zurichu, bo to niedaleko.
A w Zurichu równie spontanicznie zajrzałem do kina i obejrzałem dwa filmy jeden po drugim. Na szczęście Szwajcarzy nie robią tak, jak Niemcy, którzy wszystkie filmy co do jednego dubbingują na język hitlerowski. Tutaj normalnie są napisy, więc mogłem się skupić na oryginalnej angielskiej ścieżce dźwiękowej.
"John Wick: Chapter 4" był mega. Najlepsza część serii i z pewnością dla mnie najlepszy film akcji od czasu "Mad Max: Fury Road". Mrukowaty, nieco autystyczny koleś wyrzyna całe tłumy bez żadnego draśnięcia. 3 godziny, a wydawał się aż za krótki, wybawiłem się przednio i muszę koniecznie obejrzeć to w kinie jeszcze raz.
Drugi film pasuje poniekąd do mojego wątku. Tłumaczony jest w Polsce jako "Bo się boi". Myślałem, że angielski tytuł brzmi "Because he is afraid", ale okazuje się, że nie. Główny bohater ma na imię Beau, co czyta się jako Bo. Czyli to ten "Beau is afraid". Trochę dziwne, ale mniejsza z tym. Wszystkie wcześniejsze filmy tego reżysera były popieprzone ("Hereditary", "Midsommar"), ale ten to już ciężka, psychologiczna podróż przez 3 godziny. Mocno surrealistyczne, przerysowane, na pierwszy rzut oka bez jakiegokolwiek sensu. Wiele razy się łapałem za głowę, co tu się odwala. Film jest męczący i na pewno nie dla każdego.
ALE warto go zobaczyć dla jednej rzeczy. Główny wątek, który da się wyłowić z tego morza absurdu opowiada o totalnie toksycznej relacji z matką. Główny bohater to samotny facet koło pięćdziesiątki, z dużą dozą jakiegoś autyzmu, totalnie nie ogarniający życia, nie umiejący podejmować żadnych decyzji bez aprobaty matki, zwierzający jej się ze wszystkiego. Do tego, niespełnienie seksualne, kompleks edypowy, ogromne poczucie winy, nienawiść i miłość do matki jednocześnie, brak umiejętności przeciwstawienia jej się, zazdrość matki o jakąkolwiek relację syna z kobietą. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dobrze została przedstawiona ta toksyczna relacja i zniszczone życie syna pogrążonego w coraz większym neurotycznym szaleństwie.
Na samym początku filmu pada pytanie: czy chciałbyś, że twoja matka umarła? Na to Beau reaguje wręcz oburzeniem, bo przecież kocha matkę jak nikogo w życiu, ale widać, że ma takie myśli. Już to było ważne dla mnie, bo ja też takie myśli miewam, ale szybko je wypieram, bo przecież nie wolno mi tak myśleć.
Film wybrałem zupełnie przypadkowo i nie spodziewałem się, że poruszy temat, który ma sporo ze mną wspólnego. Jakby ktoś chciał zobaczyć taki motyw na dużym ekranie, to polecam, choć ostrzegam, że film jest trudny i przygnębiający. Konkluzja, o ile dobrze zrozumiałem, jest taka, że i tak nie ma od takiego życia ucieczki.
TRAILER:
Beau Is Afraid | Official Trailer 2 HD | A24 - YouTube
A w Zurichu równie spontanicznie zajrzałem do kina i obejrzałem dwa filmy jeden po drugim. Na szczęście Szwajcarzy nie robią tak, jak Niemcy, którzy wszystkie filmy co do jednego dubbingują na język hitlerowski. Tutaj normalnie są napisy, więc mogłem się skupić na oryginalnej angielskiej ścieżce dźwiękowej.
"John Wick: Chapter 4" był mega. Najlepsza część serii i z pewnością dla mnie najlepszy film akcji od czasu "Mad Max: Fury Road". Mrukowaty, nieco autystyczny koleś wyrzyna całe tłumy bez żadnego draśnięcia. 3 godziny, a wydawał się aż za krótki, wybawiłem się przednio i muszę koniecznie obejrzeć to w kinie jeszcze raz.
Drugi film pasuje poniekąd do mojego wątku. Tłumaczony jest w Polsce jako "Bo się boi". Myślałem, że angielski tytuł brzmi "Because he is afraid", ale okazuje się, że nie. Główny bohater ma na imię Beau, co czyta się jako Bo. Czyli to ten "Beau is afraid". Trochę dziwne, ale mniejsza z tym. Wszystkie wcześniejsze filmy tego reżysera były popieprzone ("Hereditary", "Midsommar"), ale ten to już ciężka, psychologiczna podróż przez 3 godziny. Mocno surrealistyczne, przerysowane, na pierwszy rzut oka bez jakiegokolwiek sensu. Wiele razy się łapałem za głowę, co tu się odwala. Film jest męczący i na pewno nie dla każdego.
ALE warto go zobaczyć dla jednej rzeczy. Główny wątek, który da się wyłowić z tego morza absurdu opowiada o totalnie toksycznej relacji z matką. Główny bohater to samotny facet koło pięćdziesiątki, z dużą dozą jakiegoś autyzmu, totalnie nie ogarniający życia, nie umiejący podejmować żadnych decyzji bez aprobaty matki, zwierzający jej się ze wszystkiego. Do tego, niespełnienie seksualne, kompleks edypowy, ogromne poczucie winy, nienawiść i miłość do matki jednocześnie, brak umiejętności przeciwstawienia jej się, zazdrość matki o jakąkolwiek relację syna z kobietą. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dobrze została przedstawiona ta toksyczna relacja i zniszczone życie syna pogrążonego w coraz większym neurotycznym szaleństwie.
Na samym początku filmu pada pytanie: czy chciałbyś, że twoja matka umarła? Na to Beau reaguje wręcz oburzeniem, bo przecież kocha matkę jak nikogo w życiu, ale widać, że ma takie myśli. Już to było ważne dla mnie, bo ja też takie myśli miewam, ale szybko je wypieram, bo przecież nie wolno mi tak myśleć.
Film wybrałem zupełnie przypadkowo i nie spodziewałem się, że poruszy temat, który ma sporo ze mną wspólnego. Jakby ktoś chciał zobaczyć taki motyw na dużym ekranie, to polecam, choć ostrzegam, że film jest trudny i przygnębiający. Konkluzja, o ile dobrze zrozumiałem, jest taka, że i tak nie ma od takiego życia ucieczki.
TRAILER:
Beau Is Afraid | Official Trailer 2 HD | A24 - YouTube



