04-24-2023, 06:33 PM
Kurcze, ale teraz mówisz o topie topów, ludziach, którzy mają tę "grę społeczną" na najwyższym poziomie. Wiadomo, że jak ktoś nie ma genów i do tego wychowania od dzieciństwa, nie będzie w tej grupie, nie ma takiej opcji. Ale nam nie chodzi o to, żeby zostać przyjętym do grona milionerów, tylko o najzwyklejsze nieco lepsze radzenie sobie w sytuacjach życia codziennego. Tu już nie trzeba telefonu za kilkanaście tysięcy, wystarczy nie mieć brudnych, zniszczonych butów.
W innym wątku pisałeś o operacjach za grube tysiące, które mają poprawić urodę. W każdej w zasadzie dziedzinie życia są "diminishing returns", na przykładzie butów, kupując schludne, czyste za powiedzmy 50 zł poprawimy sobie naszą ocenę w oczach otoczenia o powiedzmy 20 punktów (totalnie z bani jednostka). Jeśli jednak kupimy buty za 5000 zł, nie poprawimy oceny o 2000 punktów, tylko zamiast 20 dostaniemy 50. Druga rzecz, zasada wąskiego gardła. Buty za 5000 nic nie dadzą, jeśli będziemy mieć poszarpane, brudne spodnie. Albo gadać zarozumiałym tonem, czego już nikt nie lubi, nie tylko osoba z którą rozmawiamy, ale też otoczenie i świadkowie.
Innymi słowy, najwięcej daje poprawa tych rzeczy, które są najniżej w tym, co można nazwać naszą całościową prezencją, przy czym poprawa może być nawet niewielka, byle nie być na samym dnie z daną cechą.
Przenosząc to rzecz, o której pisałem wyżej, angielski. Słownictwo mam na poziomie no, bardzo wysokim, braki mam w innych rzeczach, głównie w gramatyce (no i w wymowie, ale tego póki co nie potrzebuję). Jednak ciągnie mnie do dalszego poprawiania słownictwa, zamiast do ćwiczeń gramatyki czy wymowy. A jeszcze poziom wyżej, niezbyt teraz potrzebuję angielskiego do czegokolwiek. Mając bardzo ładne buty, chcę kupić jeszcze ładniejsze i droższe, chociaż chodzę w połatanych, szmacianych spodniach (przestawiony priorytet poprawy wyglądu), a do tego jestem bezdomny (wygląd powinien być na końcu zmartwień). Teraz chyba jasne jest, czemu pisałem o tej operacji?
Czy za dużo analizujemy... jeśli ktoś nie ma tych cech wrodzonych, to musi analizować, a nawet jeśli ktoś ma, to wiedza o tym może mu bardzo dużo dać, pozwalając poprawić swoje najsłabsze elementy, każdy takie ma. Problem byłby, jakby ktoś tylko analizował i nic nie praktykował.
W innym wątku pisałeś o operacjach za grube tysiące, które mają poprawić urodę. W każdej w zasadzie dziedzinie życia są "diminishing returns", na przykładzie butów, kupując schludne, czyste za powiedzmy 50 zł poprawimy sobie naszą ocenę w oczach otoczenia o powiedzmy 20 punktów (totalnie z bani jednostka). Jeśli jednak kupimy buty za 5000 zł, nie poprawimy oceny o 2000 punktów, tylko zamiast 20 dostaniemy 50. Druga rzecz, zasada wąskiego gardła. Buty za 5000 nic nie dadzą, jeśli będziemy mieć poszarpane, brudne spodnie. Albo gadać zarozumiałym tonem, czego już nikt nie lubi, nie tylko osoba z którą rozmawiamy, ale też otoczenie i świadkowie.
Innymi słowy, najwięcej daje poprawa tych rzeczy, które są najniżej w tym, co można nazwać naszą całościową prezencją, przy czym poprawa może być nawet niewielka, byle nie być na samym dnie z daną cechą.
Przenosząc to rzecz, o której pisałem wyżej, angielski. Słownictwo mam na poziomie no, bardzo wysokim, braki mam w innych rzeczach, głównie w gramatyce (no i w wymowie, ale tego póki co nie potrzebuję). Jednak ciągnie mnie do dalszego poprawiania słownictwa, zamiast do ćwiczeń gramatyki czy wymowy. A jeszcze poziom wyżej, niezbyt teraz potrzebuję angielskiego do czegokolwiek. Mając bardzo ładne buty, chcę kupić jeszcze ładniejsze i droższe, chociaż chodzę w połatanych, szmacianych spodniach (przestawiony priorytet poprawy wyglądu), a do tego jestem bezdomny (wygląd powinien być na końcu zmartwień). Teraz chyba jasne jest, czemu pisałem o tej operacji?

Czy za dużo analizujemy... jeśli ktoś nie ma tych cech wrodzonych, to musi analizować, a nawet jeśli ktoś ma, to wiedza o tym może mu bardzo dużo dać, pozwalając poprawić swoje najsłabsze elementy, każdy takie ma. Problem byłby, jakby ktoś tylko analizował i nic nie praktykował.



