04-24-2023, 07:14 AM
Kiedyś przeczytałem w jakiejś książce (Psychologia dążeń ludzkich, chyba, ale głowy nie dam), że rozmowa z więcej niż jedną osobą w ogóle nie ma sensu.
Autor zaznaczył, że to hiperbola - i w tym sensie, ja się pod tym podpisuję.
Rozmowa w grupie to w większości rodzaj gry, zazwyczaj sprowadza się do tego samego, co "small-talk", gdzie celem nie jest wymiana informacji, ale sprawienie, że ludzie wokół nas czują się w określony sposób. Gra społeczna.
Znowu, ja odmawiam angażowania się w to. Moim zdaniem to sprowadza się do prymitywnych, "małpich" potrzeb. Ja nawet w grupie mówię do jednej, konkretnej osoby - i, co zauważyłem - jest wiele ludzi, którzy to doceniają.
Tak jak napisałeś - robiąc dobre wrażenie na jednej osobie, można zrazić na Sobie całą resztę. Prawda - ale dlaczego powinno Ci zależeć na reszcie a nie na konkretnej osobie? To trochę jak z modą, ubierając i prezentując się w określony sposób, przeciągniesz jednych a odrzucisz drugich - ale nie ma w tym nic złego. Dzięki temu ludzi o podobnych charakterach mogą nawiązać kontakt i zbudować relację.
Oczywiście rozumiem, że musi być jakiś balans, nie można być irytującym dla wszystkich wokół, ale Ja jestem ogólnie przeciwny zbytniemu dostosowywaniu się jednostki do społeczeństwa, do czego sprowadza się wiele poradników w stylu "Jak żyć?", "Jak rozmawiać?", "Jak mówić?".
To jest już nadmierna socjalizacja, znowu przytaczając Teda Kaczyńskiego - można stracić siebie w ten sposób. Moja teoria jest taka, że stąd bierze się wiele rozwodów. Ludzie, próbując zrobić wrażenie na partnerce(i odwrotnie), udają kogoś - kim nie są. A kiedy kończy się początkowy entuzjazm, nie chcę się dalej udawać - i ludzie nagle rozumieją, że człowiek, z którym się związałem nie jest tym, kim myślałem/am - że jest.
Autor zaznaczył, że to hiperbola - i w tym sensie, ja się pod tym podpisuję.
Rozmowa w grupie to w większości rodzaj gry, zazwyczaj sprowadza się do tego samego, co "small-talk", gdzie celem nie jest wymiana informacji, ale sprawienie, że ludzie wokół nas czują się w określony sposób. Gra społeczna.
Znowu, ja odmawiam angażowania się w to. Moim zdaniem to sprowadza się do prymitywnych, "małpich" potrzeb. Ja nawet w grupie mówię do jednej, konkretnej osoby - i, co zauważyłem - jest wiele ludzi, którzy to doceniają.
Tak jak napisałeś - robiąc dobre wrażenie na jednej osobie, można zrazić na Sobie całą resztę. Prawda - ale dlaczego powinno Ci zależeć na reszcie a nie na konkretnej osobie? To trochę jak z modą, ubierając i prezentując się w określony sposób, przeciągniesz jednych a odrzucisz drugich - ale nie ma w tym nic złego. Dzięki temu ludzi o podobnych charakterach mogą nawiązać kontakt i zbudować relację.
Oczywiście rozumiem, że musi być jakiś balans, nie można być irytującym dla wszystkich wokół, ale Ja jestem ogólnie przeciwny zbytniemu dostosowywaniu się jednostki do społeczeństwa, do czego sprowadza się wiele poradników w stylu "Jak żyć?", "Jak rozmawiać?", "Jak mówić?".
To jest już nadmierna socjalizacja, znowu przytaczając Teda Kaczyńskiego - można stracić siebie w ten sposób. Moja teoria jest taka, że stąd bierze się wiele rozwodów. Ludzie, próbując zrobić wrażenie na partnerce(i odwrotnie), udają kogoś - kim nie są. A kiedy kończy się początkowy entuzjazm, nie chcę się dalej udawać - i ludzie nagle rozumieją, że człowiek, z którym się związałem nie jest tym, kim myślałem/am - że jest.



