04-23-2023, 08:04 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-23-2023, 08:57 AM przez Temper.)
Tak samo jest z pornografią - kiedyś trzeba było się postarać, żeby zdobyć gazetę, a potem ją ukryć w domu przed rodzicami. Kaseta z filmem to już w ogóle była rzadkość. Teraz wszystko jest dostępne na kliknięcie i trzeba włożyć trochę pracy, żeby zerwać połączenie seksualne przyjemności z ekranem, bo potem z żywym człowiekiem się nie udaje.
Jesteś bardziej rozeznany w badaniach i statystykach, ale i tak się zastanawiam, czy te wszystkie informacje o negatywnych cechach młodego pokolenia nie są trochę przesadzone i ostatecznie nie jest to po prostu odwieczne narzekanie starych na młodych? Czy wpływ mediów skierowanych do nich jest aż tak duży?
Słyszałem, że nagłaśniane niedawno pobicia wśród młodzieży to efekt promowania w sieci walk patusów. Może mam tu zaburzony obraz ograniczony do własnych obserwacji, ale pamiętam, że za moich szkolnych lat bijatyki w szkole i poza szkołą zdarzały się często. Sam obskakiwałem czasem wpierdol, bo byłem tym słabszym. Zdarzały się ustawki klasa vs klasa, a jak to było na terenie szkoły, to czasem interweniował jakiś nauczyciel czy woźny i mówił, żeby takie rzeczy załatwiać po lekcjach i poza szkołą, "za garażami". Bywało, że przyjeżdżała policja. Rodzicom się o tym nie mówiło, to były "nasze sprawy".
Dlatego teraz starsi są zdziwieni i oburzeni, jak się o tym dowiadują, bo teraz wszystko jest filmowane, trafia do netu, a media 24/7 to rozdmuchują. Moja matka mi nie wierzy, jak mówię, że takie rzeczy się działy. A ja wiem, co sam widziałem i nie sądzę, żeby to była tylko kwestia mojej szkoły czy mojego miasta. Morderstwa dzieci przez rodziców, topienie kotów, wieszanie psów w lesie - to wszystko było zawsze i kto wie, czy nawet nie w większej ilości, tylko zostawało w obrębie najbliższej okolicy. Teraz każdy przypadek jest znany na cały kraj. Zresztą dawniej było więcej niebezpiecznych dzielnic, gdzie można było wyłapać kosę za nic. IMO lata 90 to były o wiele bardziej niebezpieczne i pełne patusów, mimo iż nikt ich wtedy nie promował.
Mówi się, że młodzi nie wychodzą z domu, mają mało ruchu. Tu ponownie moja własna obserwacja sprawia, że trudno mi przyjąć statystykę. Na placach zabaw zawsze widzę dzieci, na boiskach ktoś gra w piłkę. Gdy robi się ciepło tłumy wychodziły na bulwary nad Wartę w Poznaniu czy nad Wisłę w Warszawie. Kręgielnie, kluby bilardowe czy knajpy też często obłożone. Pod klubami tanecznymi kolejki przy wejściach. Wszędzie głównie młodzi ludzie w parach lub grupach.
Czasem patrzyłem przez przeszkolne ściany na duże siłownie. Też w większości 20- 30-latkowie. Starsi najczęściej byli grubi i zakładam, że wzięli się za siebie po jakichś problemach zdrowotnych. 50-latek z posągową formą to raczej rzadkość. 20-latek o wiele częściej.
I też się tak zastanawiam, czy Instagram, Tinder i seriale faktycznie mają tak bardzo destrukcyjny wpływ na kobiety? Świadomość, że to jest udawane życie, a influencerzy i aktorzy to starannie wybrany top ludzi nie wymaga raczej nie wiadomo jakiego brain power. Jeśli oglądam porno, to wiem, że zwykłe kobiety tak nie wyglądają, że seks tak nie wygląda. Jak oglądam film akcji, to też rozumiem, że to jest udawane i taki Rambo nie mógłby istnieć w rzeczywistości, bo rzeczy, które tam robi są niewykonalne dla jednej osoby. Jedno i drugie ma po prostu atrakcyjnie wyglądać i stanowić oderwanie od rzeczywistości.
Redpille i inne takie na pewno mają rację w pewnych kwestiach, ale sądzę, że jest to zbyt mocno rozdmuchane. Myślę, że większość młodych kobiet odróżnia fikcję od rzeczywistości - obejrzą jakiegoś Greya, popatrzą na bogatą influencerkę na Instagramie, bo to sięga do ich atawistycznych (tak jak pornografia czy filmy akcji i mężczyzn), a potem wraca do swojej codzienności.
Prosty przykład - wystarczy wyjść na ulicę i popatrzeć się na mijane pary. Znakomita większość mężczyzn nie wygląda jak modele z reklam bielizny. Jedni niscy, drudzy z brzuszkiem, łysiejący albo kiepsko ubrani. I partnerki mają. Nie wiem, czy czasem nie jest tak, że mówienie o tym, jaki zlyw wpływ mają media na ludzi nie jest właśnie gorsze, niż te media. Wierzę, że ludzie potrafią kontrolować swoje impulsy i wiedzą, co jest realne.
Mój kontakt z pokoleniem Z jest przeważnie bardzo pozytywny, mam wrażenie, że to ludzie bardziej ogarnięci od Millenialsów. Nie dadzą sobie wcisnąć kitu w pracy, nie chcą tyrać za grosze i brać darmowe nadgodziny, chcą odpowiedniego balansu między życiem zawodowym a prywatnym. Z mojego pobytu zagranicą - młodzi nie przyjeżdżają już tak często do pracy w magazynach czy na pole. Jeśli już, to tylko dorywczo na wakacje, żeby sobie odłożyć. A jak coś im się nie podoba, to natychmiast uciekają. To raczej ludzie tacy jak ja, którzy się na to godzą, sprawiają, że te patologie nadal istnieją. Oni nie planują już zostawać dłużej zagranicą w kiepskich pracach i żyć jak koczownik w wynajmowanych przez agencje pkojach przez 20 lat. Chcą korzystać z życia. Mając PIT 0 do 26 roku życia wyjazd do magazynu nie jest już taki atrakcyjny. Niektórym pewnie się noga powinie i będą zmuszeni wyjeżdżać, ale to nie jest już norma.
Oczywiście wszystko to wynika z tego, że poprzednim pokoleniom udało się jednak zbudować pewien poziom dobrobytu i dzięki temu młodzi mogą teraz bardziej się szanować, ale o to właśnie chodzi w rozwoju. Wszyscy pracujemy na to, żeby przyszłym pokoleniom żyło się lepiej.
O dzietność też bym się zbytnio nie martwił. Tu już jest trochę moja fantazja, ale sądzę, że w ciągu najbliższych 10-20 lat czeka nas eksplozja automatyzacji i szybki rozwój AI, przez co sporo zawodów, szczególnie tych prostych, zostanie wyparta przez roboty. Już teraz mamy kasy samoobsługowe i magazyny bez żadnego człowieka. Lidl testuje autonomiczne dostawy ciężarówkami. Będzie potrzeba coraz mniej ludzi do zwykłej pracy, a jedynie wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Masa ludzi może zostać bez pracy i myślę, że w pewnym momencie upowszechni się dochód gwarantowany. Pozwoli to większości ludzi żyć na jakimś podstawowym poziomie. Kto chce mieć lepiej, będzie musiał się kształcić w czymś przydatnym. Dlatego też mniej ludzi wcale nie będzie katastrofą, a raczej plusem, bo mniej osób będzie żyć z podatków.
Rozwój technologii sprawił, że pojawiły się nowe problemy, nowe uzależnienia, nastąpiły zmiany w społeczeństwie. Szczególnie, że rozwój jest w ostatnich latach bardzo szybki. Musimy nazywać te problemy i wypracowywać schematy ich rozwiązywania. I jako ludzkość na pewno to zrobimy. Postępu się nie zatrzyma, trzeba się adaptować. Pokolenie Z, mimo potknięć, robi to lepiej, niż starsi.
Podsumowując: uważam, że pogłoski o śmierci młodego pokolenia są znacznie przesadzone.
Jesteś bardziej rozeznany w badaniach i statystykach, ale i tak się zastanawiam, czy te wszystkie informacje o negatywnych cechach młodego pokolenia nie są trochę przesadzone i ostatecznie nie jest to po prostu odwieczne narzekanie starych na młodych? Czy wpływ mediów skierowanych do nich jest aż tak duży?
Słyszałem, że nagłaśniane niedawno pobicia wśród młodzieży to efekt promowania w sieci walk patusów. Może mam tu zaburzony obraz ograniczony do własnych obserwacji, ale pamiętam, że za moich szkolnych lat bijatyki w szkole i poza szkołą zdarzały się często. Sam obskakiwałem czasem wpierdol, bo byłem tym słabszym. Zdarzały się ustawki klasa vs klasa, a jak to było na terenie szkoły, to czasem interweniował jakiś nauczyciel czy woźny i mówił, żeby takie rzeczy załatwiać po lekcjach i poza szkołą, "za garażami". Bywało, że przyjeżdżała policja. Rodzicom się o tym nie mówiło, to były "nasze sprawy".
Dlatego teraz starsi są zdziwieni i oburzeni, jak się o tym dowiadują, bo teraz wszystko jest filmowane, trafia do netu, a media 24/7 to rozdmuchują. Moja matka mi nie wierzy, jak mówię, że takie rzeczy się działy. A ja wiem, co sam widziałem i nie sądzę, żeby to była tylko kwestia mojej szkoły czy mojego miasta. Morderstwa dzieci przez rodziców, topienie kotów, wieszanie psów w lesie - to wszystko było zawsze i kto wie, czy nawet nie w większej ilości, tylko zostawało w obrębie najbliższej okolicy. Teraz każdy przypadek jest znany na cały kraj. Zresztą dawniej było więcej niebezpiecznych dzielnic, gdzie można było wyłapać kosę za nic. IMO lata 90 to były o wiele bardziej niebezpieczne i pełne patusów, mimo iż nikt ich wtedy nie promował.
Mówi się, że młodzi nie wychodzą z domu, mają mało ruchu. Tu ponownie moja własna obserwacja sprawia, że trudno mi przyjąć statystykę. Na placach zabaw zawsze widzę dzieci, na boiskach ktoś gra w piłkę. Gdy robi się ciepło tłumy wychodziły na bulwary nad Wartę w Poznaniu czy nad Wisłę w Warszawie. Kręgielnie, kluby bilardowe czy knajpy też często obłożone. Pod klubami tanecznymi kolejki przy wejściach. Wszędzie głównie młodzi ludzie w parach lub grupach.
Czasem patrzyłem przez przeszkolne ściany na duże siłownie. Też w większości 20- 30-latkowie. Starsi najczęściej byli grubi i zakładam, że wzięli się za siebie po jakichś problemach zdrowotnych. 50-latek z posągową formą to raczej rzadkość. 20-latek o wiele częściej.
I też się tak zastanawiam, czy Instagram, Tinder i seriale faktycznie mają tak bardzo destrukcyjny wpływ na kobiety? Świadomość, że to jest udawane życie, a influencerzy i aktorzy to starannie wybrany top ludzi nie wymaga raczej nie wiadomo jakiego brain power. Jeśli oglądam porno, to wiem, że zwykłe kobiety tak nie wyglądają, że seks tak nie wygląda. Jak oglądam film akcji, to też rozumiem, że to jest udawane i taki Rambo nie mógłby istnieć w rzeczywistości, bo rzeczy, które tam robi są niewykonalne dla jednej osoby. Jedno i drugie ma po prostu atrakcyjnie wyglądać i stanowić oderwanie od rzeczywistości.
Redpille i inne takie na pewno mają rację w pewnych kwestiach, ale sądzę, że jest to zbyt mocno rozdmuchane. Myślę, że większość młodych kobiet odróżnia fikcję od rzeczywistości - obejrzą jakiegoś Greya, popatrzą na bogatą influencerkę na Instagramie, bo to sięga do ich atawistycznych (tak jak pornografia czy filmy akcji i mężczyzn), a potem wraca do swojej codzienności.
Prosty przykład - wystarczy wyjść na ulicę i popatrzeć się na mijane pary. Znakomita większość mężczyzn nie wygląda jak modele z reklam bielizny. Jedni niscy, drudzy z brzuszkiem, łysiejący albo kiepsko ubrani. I partnerki mają. Nie wiem, czy czasem nie jest tak, że mówienie o tym, jaki zlyw wpływ mają media na ludzi nie jest właśnie gorsze, niż te media. Wierzę, że ludzie potrafią kontrolować swoje impulsy i wiedzą, co jest realne.
Mój kontakt z pokoleniem Z jest przeważnie bardzo pozytywny, mam wrażenie, że to ludzie bardziej ogarnięci od Millenialsów. Nie dadzą sobie wcisnąć kitu w pracy, nie chcą tyrać za grosze i brać darmowe nadgodziny, chcą odpowiedniego balansu między życiem zawodowym a prywatnym. Z mojego pobytu zagranicą - młodzi nie przyjeżdżają już tak często do pracy w magazynach czy na pole. Jeśli już, to tylko dorywczo na wakacje, żeby sobie odłożyć. A jak coś im się nie podoba, to natychmiast uciekają. To raczej ludzie tacy jak ja, którzy się na to godzą, sprawiają, że te patologie nadal istnieją. Oni nie planują już zostawać dłużej zagranicą w kiepskich pracach i żyć jak koczownik w wynajmowanych przez agencje pkojach przez 20 lat. Chcą korzystać z życia. Mając PIT 0 do 26 roku życia wyjazd do magazynu nie jest już taki atrakcyjny. Niektórym pewnie się noga powinie i będą zmuszeni wyjeżdżać, ale to nie jest już norma.
Oczywiście wszystko to wynika z tego, że poprzednim pokoleniom udało się jednak zbudować pewien poziom dobrobytu i dzięki temu młodzi mogą teraz bardziej się szanować, ale o to właśnie chodzi w rozwoju. Wszyscy pracujemy na to, żeby przyszłym pokoleniom żyło się lepiej.
O dzietność też bym się zbytnio nie martwił. Tu już jest trochę moja fantazja, ale sądzę, że w ciągu najbliższych 10-20 lat czeka nas eksplozja automatyzacji i szybki rozwój AI, przez co sporo zawodów, szczególnie tych prostych, zostanie wyparta przez roboty. Już teraz mamy kasy samoobsługowe i magazyny bez żadnego człowieka. Lidl testuje autonomiczne dostawy ciężarówkami. Będzie potrzeba coraz mniej ludzi do zwykłej pracy, a jedynie wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Masa ludzi może zostać bez pracy i myślę, że w pewnym momencie upowszechni się dochód gwarantowany. Pozwoli to większości ludzi żyć na jakimś podstawowym poziomie. Kto chce mieć lepiej, będzie musiał się kształcić w czymś przydatnym. Dlatego też mniej ludzi wcale nie będzie katastrofą, a raczej plusem, bo mniej osób będzie żyć z podatków.
Rozwój technologii sprawił, że pojawiły się nowe problemy, nowe uzależnienia, nastąpiły zmiany w społeczeństwie. Szczególnie, że rozwój jest w ostatnich latach bardzo szybki. Musimy nazywać te problemy i wypracowywać schematy ich rozwiązywania. I jako ludzkość na pewno to zrobimy. Postępu się nie zatrzyma, trzeba się adaptować. Pokolenie Z, mimo potknięć, robi to lepiej, niż starsi.
Podsumowując: uważam, że pogłoski o śmierci młodego pokolenia są znacznie przesadzone.



