04-19-2023, 06:47 PM
Ja mam tak jakoś w głowie, że nie mogę zaufać komuś tylko dlatego, że "prowadzi kurs". Nawet w takim temacie, jak medycyna, gdzie dostęp jest ściśle warunkowany, każdy lekarz musi mieć ileś tam lat szkolenia, nawet tutaj wolę wierzyć sobie, chyba że mówimy o rzeczach typu operacja.
A jak wchodzimy w sferę, gdzie nie ma twardych reguł nauki, gdzie państwo nie reguluje wszystkiego pod groźbą więzienia za prowadzenie nauki "po swojemu", bardzo łatwo trafić na biznesowy odpowiednik jurka zięby. W zasadzie wielokrotnie łatwiej, niż na kogoś OK, zwłaszcza że sami nie potrafimy ocenić, czy ktoś gada z sensem czy bredzi.
Jest też ryzyko, że kontakt z takimi bredzącymi utrudni wyrobienie sobie właściwego spojrzenia na sprawę, uniemożliwi znalezienie jakiegoś ciekawego rozwiązania, bo człowiek zapętli się w złych nawykach.
Bywa też, że na tym się traci, np angielski czy pianino to rzeczy, gdzie miałbym z nauczycielem duuuużo lepsze postępy, niż mam samodzielnie, ale to też umiejętności, gdzie mamy państwowe szkoły i setki lat tradycji w doskonaleniu metod nauczania. Tu nie ma specjalnie ryzyka, że straci się pieniądze na rzecz jakiegoś cwaniaczka. Tylko jak pomyślę, ile to by kasy poszło... licząc 2 godziny lekcji pianina tygodniowo, przy cenach, jakie są u mnie w okolicy, wychodzi 10 000 zł rocznie. Opanowanie wymaga kilku lat, no sorki, nie mam 30 000 na wydanie po to, żeby sobie plumkać trochę lepiej, niż plumkam teraz. Można tu zastanowić się, ile godzin więcej musiałem poświęcić na opanowanie tego, co opanowałem, samodzielnie. Ile bym w tym czasie mógł zarobić. Ale też trzeba uwzględnić, że zarabianie to wysiłek, wymagający jakiegoś przełamania się, a nauka na memrise czy plumkanie na pianinie to w sumie zabawa, która prawie nic mnie mentalnie nie kosztuje.
A jak wchodzimy w sferę, gdzie nie ma twardych reguł nauki, gdzie państwo nie reguluje wszystkiego pod groźbą więzienia za prowadzenie nauki "po swojemu", bardzo łatwo trafić na biznesowy odpowiednik jurka zięby. W zasadzie wielokrotnie łatwiej, niż na kogoś OK, zwłaszcza że sami nie potrafimy ocenić, czy ktoś gada z sensem czy bredzi.
Jest też ryzyko, że kontakt z takimi bredzącymi utrudni wyrobienie sobie właściwego spojrzenia na sprawę, uniemożliwi znalezienie jakiegoś ciekawego rozwiązania, bo człowiek zapętli się w złych nawykach.
Bywa też, że na tym się traci, np angielski czy pianino to rzeczy, gdzie miałbym z nauczycielem duuuużo lepsze postępy, niż mam samodzielnie, ale to też umiejętności, gdzie mamy państwowe szkoły i setki lat tradycji w doskonaleniu metod nauczania. Tu nie ma specjalnie ryzyka, że straci się pieniądze na rzecz jakiegoś cwaniaczka. Tylko jak pomyślę, ile to by kasy poszło... licząc 2 godziny lekcji pianina tygodniowo, przy cenach, jakie są u mnie w okolicy, wychodzi 10 000 zł rocznie. Opanowanie wymaga kilku lat, no sorki, nie mam 30 000 na wydanie po to, żeby sobie plumkać trochę lepiej, niż plumkam teraz. Można tu zastanowić się, ile godzin więcej musiałem poświęcić na opanowanie tego, co opanowałem, samodzielnie. Ile bym w tym czasie mógł zarobić. Ale też trzeba uwzględnić, że zarabianie to wysiłek, wymagający jakiegoś przełamania się, a nauka na memrise czy plumkanie na pianinie to w sumie zabawa, która prawie nic mnie mentalnie nie kosztuje.



