04-16-2023, 09:12 PM
Drogi pamiętniczku:
Odnośnie mojej pracy 32 godziny pod rząd - byłem w biurze i usłyszałem, że zapłacą mi za 8 godzin, a reszta trafi do banku godzin i albo uzupełnią mi tym jakieś wolne, albo wypłacą kiedyś tam. Czyli standardowa gadka. Dlatego sam sobie zrobiłem wolne dwa następne dni, żeby to skompensować i odpocząć. Muszę dbać o siebie, bo prędzej czy później nabawię się kontuzji. Jeśli będą robić mi jakieś wymówki, albo zaczną karać najgorszą robotą, to wyjeżdżam.
Dzwonili do mnie ostatnio dwaj kumple z dawniejszych wyjazdów. Mam kilka fajnych znajomości zawartych zagranicą. Nie widzieliśmy się kilka lat, ale trzymamy kontakt. To nie są ludzie wybitnie lotni, ale w ogarniają życie w pewnych swoich ramach, nie mają żadnej fobii społecznej ani strachu przed załatwianiem czegokolwiek osobiście czy przez telefon, przez co są przeciwieństwem mnie, oraz - co najważniejsze - szanują mnie i lubią moje towarzystwo. Nie zawsze zagranicą jest typowa patologia. Każdy z nich proponuje mi, żeby przyjeżdżał do Niemiec tam, gdzie teraz pracują, bo to lekka magazynowa praca po 8 godzin dziennie.
W weekend rozmawiałem też z gościem, który pomaga wdrożyć się w branżę IT. Gość wraz ze swoim zespołem prowadzi mentoring przez rok czasu, uczy, przygotowuje do szukania pracy i rozmów kwalifikacyjnych. Taki bootcamp, tylko bardziej nakierowany na indywidualne podejście. Śledziłem gościa od dłuższego czasu, przeszedłem miesięczną rekrutację do jego szkolenia i teraz mógłbym wystartować. Bo zdalne studia IT, które podjąłem w październiku niestety mnie zawiodły.
Olewające i wywyższające podejście do studentów nic a nic się nie różni od tego, którego doświadczyłem na pierwszych studiach kilkanaście lat temu.
Zastanawiam się, czy pod koniec miesiąca nie rzucić tej Szwajcarii i się więcej tu nie katować, a zamiast tego nie pojechać do kumpli do Niemiec. Tam miałbym więcej czasu na to, żeby uczyć się zarówno IT pod okiem mentora, jak i giełdy, czy angielskiego. Zarobię mniej, bo 1500-1700 euro miesięcznie na czysto, ale w lepszych warunkach i z ludźmi, których znam. Bo jeśli nic nie zrobię, to zostanę na stałe fizycznym robolem i prędzej czy później zniszczę sobie zdrowie, najlepsze lata miną, a ja nic nie osiągnę.
Moim celem jest wrócić do Polski i korzystać z życia na tyle, na ile będę mógł - spotkania towarzyskie, siłownia, bardzo chętnie też sztuki walki. Nie chcę spędzić całego życia zagranicą. Mogę dojeżdżać do dużego miasta i mógłbym liczyć na prostą pracę za 3-4k zł i się jednocześnie przebranżawiać, ale byłoby trudniej finansowo. Więc myślę, czy nie pomęczyć się te kilka miesięcy do maksymalnie roku w Niemczech jednocześnie ucząc się zdalnie, żeby potem wrócić do Polski i od razu próbować zaczepić się gdzieś w IT. Ta droga wydaje mi się sensowna.
Minusem jest to, że siłownię będę musiał odłożyć na później, chyba że jedynie ćwiczyć samodzielnie z własnym ciałem. Do tego matka by wpadła w rozpacz, jakby się dowiedziała, że w Niemczech będę dłużej i sumienie by mnie gryzło. Teraz oczywiście nie wie, że tak ciężko pracuję, bo by tam chyba na zawał padła.
Zostały dwa tygodnie kwietnia. Muszę szybko podjąć decyzję, co robić, bo koledzy nie będą mi trzymać miejsca w nieskończoność, a każdy namawia do siebie. Zostać w Szwajcarii, wracać do Polski i dojeżdżać do dużego miasta do pracy, czy jechać na maksymalnie rok do Niemiec i jednocześnie próbować się uczyć czegoś przydatnego?
Muszę się z tym przespać.
Odnośnie mojej pracy 32 godziny pod rząd - byłem w biurze i usłyszałem, że zapłacą mi za 8 godzin, a reszta trafi do banku godzin i albo uzupełnią mi tym jakieś wolne, albo wypłacą kiedyś tam. Czyli standardowa gadka. Dlatego sam sobie zrobiłem wolne dwa następne dni, żeby to skompensować i odpocząć. Muszę dbać o siebie, bo prędzej czy później nabawię się kontuzji. Jeśli będą robić mi jakieś wymówki, albo zaczną karać najgorszą robotą, to wyjeżdżam.
Dzwonili do mnie ostatnio dwaj kumple z dawniejszych wyjazdów. Mam kilka fajnych znajomości zawartych zagranicą. Nie widzieliśmy się kilka lat, ale trzymamy kontakt. To nie są ludzie wybitnie lotni, ale w ogarniają życie w pewnych swoich ramach, nie mają żadnej fobii społecznej ani strachu przed załatwianiem czegokolwiek osobiście czy przez telefon, przez co są przeciwieństwem mnie, oraz - co najważniejsze - szanują mnie i lubią moje towarzystwo. Nie zawsze zagranicą jest typowa patologia. Każdy z nich proponuje mi, żeby przyjeżdżał do Niemiec tam, gdzie teraz pracują, bo to lekka magazynowa praca po 8 godzin dziennie.
W weekend rozmawiałem też z gościem, który pomaga wdrożyć się w branżę IT. Gość wraz ze swoim zespołem prowadzi mentoring przez rok czasu, uczy, przygotowuje do szukania pracy i rozmów kwalifikacyjnych. Taki bootcamp, tylko bardziej nakierowany na indywidualne podejście. Śledziłem gościa od dłuższego czasu, przeszedłem miesięczną rekrutację do jego szkolenia i teraz mógłbym wystartować. Bo zdalne studia IT, które podjąłem w październiku niestety mnie zawiodły.
Olewające i wywyższające podejście do studentów nic a nic się nie różni od tego, którego doświadczyłem na pierwszych studiach kilkanaście lat temu.
Zastanawiam się, czy pod koniec miesiąca nie rzucić tej Szwajcarii i się więcej tu nie katować, a zamiast tego nie pojechać do kumpli do Niemiec. Tam miałbym więcej czasu na to, żeby uczyć się zarówno IT pod okiem mentora, jak i giełdy, czy angielskiego. Zarobię mniej, bo 1500-1700 euro miesięcznie na czysto, ale w lepszych warunkach i z ludźmi, których znam. Bo jeśli nic nie zrobię, to zostanę na stałe fizycznym robolem i prędzej czy później zniszczę sobie zdrowie, najlepsze lata miną, a ja nic nie osiągnę.
Moim celem jest wrócić do Polski i korzystać z życia na tyle, na ile będę mógł - spotkania towarzyskie, siłownia, bardzo chętnie też sztuki walki. Nie chcę spędzić całego życia zagranicą. Mogę dojeżdżać do dużego miasta i mógłbym liczyć na prostą pracę za 3-4k zł i się jednocześnie przebranżawiać, ale byłoby trudniej finansowo. Więc myślę, czy nie pomęczyć się te kilka miesięcy do maksymalnie roku w Niemczech jednocześnie ucząc się zdalnie, żeby potem wrócić do Polski i od razu próbować zaczepić się gdzieś w IT. Ta droga wydaje mi się sensowna.
Minusem jest to, że siłownię będę musiał odłożyć na później, chyba że jedynie ćwiczyć samodzielnie z własnym ciałem. Do tego matka by wpadła w rozpacz, jakby się dowiedziała, że w Niemczech będę dłużej i sumienie by mnie gryzło. Teraz oczywiście nie wie, że tak ciężko pracuję, bo by tam chyba na zawał padła.
Zostały dwa tygodnie kwietnia. Muszę szybko podjąć decyzję, co robić, bo koledzy nie będą mi trzymać miejsca w nieskończoność, a każdy namawia do siebie. Zostać w Szwajcarii, wracać do Polski i dojeżdżać do dużego miasta do pracy, czy jechać na maksymalnie rok do Niemiec i jednocześnie próbować się uczyć czegoś przydatnego?
Muszę się z tym przespać.



