Przepraszam, że wciąż post pod postem. Chcę napisać jeszcze parę słów prywaty, póki mam jeszcze siłę. Trochę w temacie ogarniania mojego życia, które się nadaje, żeby wyszło poza prywatny dziennik.
Dziś pobiłem rekord w pracy. Zacząłem wczoraj o 8 rano, skończyłem dziś o 16, czyli 32 godziny pracy pod rząd z niewielkimi przerwami. Cała grupa została dziś przyciśnięta do maksimum możliwości, bo koniecznie trzeba było zrobić pewne rzeczy. W sumie wstyd się przyznawać, że człowiek daje się tak poniżać.
Krokomierz pokazuje, że do północy zrobiłem 44 tysiące kroków, a od północy do 16 kolejne 51 tysięcy. Jeszcze nigdy w życiu nie zrobiłem za jednym podejściem 95 tysięcy kroków, czyli około 65 kilometrów. O ile aplikacja poprawnie wskazuje.
https://zapodaj.net/ddb0092e56473.jpg.html
https://zapodaj.net/93047b329ef3b.jpg.html
Jestem w Szwajcarii ledwo 2,5 tygodnia, a już zaczynam odczuwać zmęczenie. Dziś czuję się źle. Całą noc lało, mimo ciuchów przeciwdeszczowych, bielizny termicznej i polarów czuję się przemoczony i wyziębiony. Do rozgrzania miałem tylko herbatę w termosie. Jak się położyłem na łóżko, to tak leżę i nie mogę wstać. Jak chodziłem i dźwigałem, to było dobrze, a teraz nagle zastygły mi wszystkie mięśnie, ręce jakieś zgrabiałe, że nie mogłem pisać. Reszta ma tak samo, no ale mówią, że trzeba to przetrwać. jutro o 5 rano zaczynamy. Zakupy trzeba robić w sobotę na cały tydzień, bo potem nie ma kiedy. Próbuję się uczyć Duolingo, ale ciężko mi się po pracy skupić, jak wszystko boli, więc stanąłem w miejscu.
Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy warto to ciągnąć dalej nawet mimo większej kasy, choć wypłata dopiero w maju. Pojechałem w ciemno w miejsce, którego nie znałem, bo moja stała miejscówka rolnicza w Niemczech nie miała wolnych miejsc od kwietnia. Jeśli tak dalej będzie, to nie wykluczam, że się złamię i wyjadę, bo do października, jak oni by chcieli, na pewno nie wytrzymam. Szkoda mi zdrowia, żeby pracować jako niewolnik. Więc albo wyjadę do Niemiec, albo wrócę do Polski i wtedy muszę zrobić tak, żeby nie siedzieć na bezrobociu u matki, a od razu zacząć choćby dojeżdżać do większego miasta i w domu bywać tylko wieczorami. A tak to cały czas w ruchu i wśród ludzi. I znaleźć normalną, niewyniszczającą pracę.
Dziś pobiłem rekord w pracy. Zacząłem wczoraj o 8 rano, skończyłem dziś o 16, czyli 32 godziny pracy pod rząd z niewielkimi przerwami. Cała grupa została dziś przyciśnięta do maksimum możliwości, bo koniecznie trzeba było zrobić pewne rzeczy. W sumie wstyd się przyznawać, że człowiek daje się tak poniżać.
Krokomierz pokazuje, że do północy zrobiłem 44 tysiące kroków, a od północy do 16 kolejne 51 tysięcy. Jeszcze nigdy w życiu nie zrobiłem za jednym podejściem 95 tysięcy kroków, czyli około 65 kilometrów. O ile aplikacja poprawnie wskazuje.
https://zapodaj.net/ddb0092e56473.jpg.html
https://zapodaj.net/93047b329ef3b.jpg.html
Jestem w Szwajcarii ledwo 2,5 tygodnia, a już zaczynam odczuwać zmęczenie. Dziś czuję się źle. Całą noc lało, mimo ciuchów przeciwdeszczowych, bielizny termicznej i polarów czuję się przemoczony i wyziębiony. Do rozgrzania miałem tylko herbatę w termosie. Jak się położyłem na łóżko, to tak leżę i nie mogę wstać. Jak chodziłem i dźwigałem, to było dobrze, a teraz nagle zastygły mi wszystkie mięśnie, ręce jakieś zgrabiałe, że nie mogłem pisać. Reszta ma tak samo, no ale mówią, że trzeba to przetrwać. jutro o 5 rano zaczynamy. Zakupy trzeba robić w sobotę na cały tydzień, bo potem nie ma kiedy. Próbuję się uczyć Duolingo, ale ciężko mi się po pracy skupić, jak wszystko boli, więc stanąłem w miejscu.
Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy warto to ciągnąć dalej nawet mimo większej kasy, choć wypłata dopiero w maju. Pojechałem w ciemno w miejsce, którego nie znałem, bo moja stała miejscówka rolnicza w Niemczech nie miała wolnych miejsc od kwietnia. Jeśli tak dalej będzie, to nie wykluczam, że się złamię i wyjadę, bo do października, jak oni by chcieli, na pewno nie wytrzymam. Szkoda mi zdrowia, żeby pracować jako niewolnik. Więc albo wyjadę do Niemiec, albo wrócę do Polski i wtedy muszę zrobić tak, żeby nie siedzieć na bezrobociu u matki, a od razu zacząć choćby dojeżdżać do większego miasta i w domu bywać tylko wieczorami. A tak to cały czas w ruchu i wśród ludzi. I znaleźć normalną, niewyniszczającą pracę.



