(04-12-2023, 03:55 AM)Nawaphon napisał(a): W dominującej pewien stopień inflacji stymuluje wzrost ekonomiczny, ale powyżej pewnego poziomu szkodzi - co raczej nie podlega sporom.
Tak, inflacja na poziomie 3-5% stymuluje wzrost ekonomiczny, bo motywuje ludzi do wydawania pieniędzy. Po co gromadzić, skoro tracą na wartości Zwiększa się tym samym produkcję, transport, zapotrzebowanie na usługi itp. Zainteresowanie ratami 0 % (oraz ratami oprocentowanymi poniżej inflacji) też jest większe, bo opłaca się płacić "pieniędzmi z przyszłości". Realna wartość długu będzie z czasem malała.
(04-12-2023, 03:55 AM)Nawaphon napisał(a): Zresztą w Polsce problemem jest zbyt mała ilość mieszkań. Jesteśmy w ogonie EU jeśli chodzi o ilość mieszkań na mieszkańca - więc to podażą się trzeba zająć a tutaj podatki i regulacje będą z dużym prawdopodobieństwem kontr-produktywne.
Mamy podobne spostrzeżenie. Uważam, że lepiej jest maksymalnie upraszczać budowę nowych mieszkań i domów według dokładnie opracowanego planu zagospodarowania przestrzeni. Skoro brakuje tylu mieszkań, to trzeba je jak najszybciej budować. Wtedy ceny spadną. Kolejne podatki na dłuższą metę dostępności aż tak nie poprawią.
Kiedyś czytałem artykuł w temacie mieszkań i jestem ciekaw, czy się z tym zgodzicie.
Mieszkania jako takie mogą dać średnio 4 % zysku rocznie. Najpierw musi się ten zakup zwrócić, co trwa przynajmniej kilkanaście lat. Najlepszy standard pod wynajem to tak zwana "górna IKEA", bo jak przesadzisz, to mocno ograniczysz sobie potencjalne grono klientów. Zdarza się, że lokatorzy oddają później mieszkanie zdewastowane na tyle, że kaucja tego nie pokryje i trzeba bulić sporo na kolejny remont. Mogą też być przestoje w najmie, a w najgorszym przypadku klienci, którzy przestają płacić, a właściciel nie ma prawa im odciąć wody, ciepła, czy prądu, bo sam za to może beknąć.
Konkluzja była taka, że na mieszkaniach nie zarabia się poprzez wynajem, to może być tylko dodatek, jeśli się akurat ma szczęście i wszystko się układa dobrze. Prawdziwy zysk jest w zwiększeniu się wartości samego mieszkania. Jeśli kupiłeś kawalerkę w Warszawie w 2005 roku, to teraz ta kawalerka jest kilka razy więcej warta. Oczywiście jest to zysk czysto teoretyczny, bo dopóki tego nie sprzedasz, to żadnego wzbogacenia nie odczujesz. Niemniej jednak jest to sposób na zachowanie wartości oszczędności lub - tak jak teraz - pomnożenie ich.
I jeszcze jedno - prywata z mojej strony na temat tego, że miałem w życiu sytuację, w której potencjalnie mogłem zostać milionerem, ale jej nieświadomie nie wykorzystałem. Nie jest to może zbyt chwalebna historia, no ale co mi tam.
W latach 2010-11 miałem zajawkę na programy inwestycyjne typu HYIP. To były zwykłe piramidy finansowe, tylko udające powierzchownie, że zajmują się inwestowaniem w ropę, złoto czy naostrzone patyki. Powstały fora zajmujące się takimi programami. Wszyscy sobie zdawali sprawę, że to piramidy, które prędzej czy później padną, ale obowiązywała kurtuazja i niemówienie o tym. Póki nie padnie, albo admin nagle z kasą nie ucieknie, to coś tam można zarobić. Trochę działałem w temacie i nawet zdarzało mi się mieć drobne sukcesy. Starczało na dziwki, wódę i koks. I na waciki.
Kiedyś zgadałem się z jednym gościem z forum, a że obaj wtedy mieszkaliśmy w Warszawie, to się spotkaliśmy i ułożyliśmy plan stworzenia własnego HYIPu. Skracając historię udało nam się w stworzyć trzy takie piramidy, choć o dużym sukcesie tutaj nie może być mowy. Trochę się przeliczyliśmy z ilością pracy do wykonania, a przede wszystkim z ilością osób, które trzeba opłacić, żeby wypromowały piramidę i zachęcały do wpłat. Oprócz tego, jak to w życiu, trzeba opłacać pewne osoby, żeby nie zniszczyły piramidki jeszcze zanim na dobre nie wystartuje (fala negatywnych opinii na forach, ataki DDOS).
Zmierzając do końca - gotowy skrypt do przyjmowania wpłat obsługiwał najpopularniejsze wtedy procesory płatności elektronicznych na tym rynku, czyli Liberty Reserve, Perfect Money, Payza, Solid Trust Pay i... Bitcoin. To ostatnie było wtedy jakąś egzotyką, mało kto o tym słyszał, większość ludzi korzystała ze scentralizowanego Liberty. Pozakładaliśmy konta we wszystkich procesorach płatniczych i zaczęliśmy zbierać wkłady od ludzi, a potem z tych wkładów wypłacać należności. Gdy się zaczęło sypać, zniknęliśmy z dnia na dzień. Kasę zgromadzoną na kontach trzeba było przelać na inne konta, a potem wymieniać na walutę fiat u prywatnych ludzi na forach na słowo honoru, bo żadnych oficjalnych źródeł nie było.
No i tego Bitcoina wtedy mało kto chciał nam wymieniać, zatem to miało niewielką wartość. Zakładało się nowy HYIP, robiło nowe konta i leciało dalej. Aż wreszcie Liberty Reserve z dnia na dzień zostało zamknięte przez FBI za pranie pieniędzy. Wszystkie depozyty przepadły, a że tam właśnie mieliśmy większość kasy, to trzeba było zamknąć temat całkowicie i zwinąć się z rynku, bo już było ciężko wystartować dalej. Resztę się powymieniało, a te nieszczęsne Bitcoiny zostały. Aż w końcu przez lata uległy zapomnieniu. Przypomniałem sobie o nazwie Bitcoin dopiero 5-6 lat później, jak w mediach zaczęło się robić głośno o pierwszej wielkiej bańce.
To gdzieś tam nadal istnieje. Nie pamiętam już, ile zakładaliśmy tych portfeli, i ile mogłoby być tam Bitcoinów. Może kilka, może kilkanaście, może więcej. Na pewno przynajmniej kilka, bo wtedy nie było to dużo warte. Kiedyś spędziłem sporo czasu na przeszukiwaniu starych skrzynek mailowych, starych dysków i adresów stron w archiwizerach internetowych. Nic, zero śladów. Zaginęło w mrokach dziejów. Dziś wartość tego to przynajmniej kilka milionów zł.



