04-09-2023, 03:05 AM
5 grudnia
"Zamówiłem wagon karnityny, spróbuję powtórzyć eksperyment z wakacji, gdzie po gigadawkach tego cuda szybkość w tydzień skoczyła o bodajże 50'/km. Jak znowu zadziała, to będzie oznaczać że wątroba jeszcze nie podjęła 100% pracy (w normalnych warunkach ona syntetyzuje karnitynę, a ja miałem wątrobę rozwaloną na początku roku na cacy)."
(teraz bym tak nie napisał, ale wtedy nie znałem się tak na medycynie i wszystko do wątroby sprowadzałem, albo do tarczycy)
9 grudnia, zapisałem bardzo dużą poprawę, dodałem, że biorę karnitynę oraz taurynę, rzeczy normalnie syntetyzowane przez wątrobę. Zapisałem też, że biorę witaminę D i jod, a także że zamówiłem kreatynę.
17 grudnia - zaczynam brać bor
...jeszcze bardziej wstecz
o, 22 listopada:
"Ostatnie kilka dni miałem przerwę - po jodzie tarczyca zwariowała, do tego przyplątał się jakiś katar. Ale przynajmniej wiem już, że tarczyca gra główne skrzypce jeśli chodzi o "czynnik spowalniający" (co widać też po wyglądzie palców przez ostatnie 2 dni). "
Dobra, lecimy do przodu:
29 grudnia:
dalej biorę jod i bor, opisuję, że oddaję krew, bo podejrzewałem nadmiar żelaza, tzn miałem nadmiar, ale żelaza w osoczu, a nie nadmiar ferrytyny
19 stycznia:
"Z eksperymentalnej suplementacji - dalej wlewam w siebie duże (ponad 10 krotnie przekroczone dzienne zapotrzebowanie) ilości jodu i nieco mniejsze kwasu borowego, tak na oko efekty są bardzo dobre, mam o wiele ładniejszą skórę, dużo, dużo mocniejsze włosy, lepsze samopoczucie, spokojniejszy, głębszy oddech, takie jakieś poczucie klarowności w głowie. Po reakcjach organizmu widać bardzo wyraźnie, że tarczycę mam kompletnie rozjechaną, ale też widać, że wszystko się poprawia."
24 stycznia
"Zwiększyłem dawkę boru do 50 mg dziennie"
25 stycznia:
"Kurcze, gdzie te czasy, gdy spałem w podkoszulku i musiałem się rozkopywać. Teraz sypiam w bieliznie termoaktywnej albo w cienkim polarze."
Ha, pamiętam to. Dość długo musiałem sypiać w ten sposób. Nie ma opcji, żebym wtedy miał nadczynność tarczycy, skoro aż tak marzłem, prędzej niedoczynność, ale teraz myślę, że to nie było ani to, ani to.
27 stycznia
"Delikatna zmiana planu - zmniejszam dawkę jodu do 3-4 krotnej zalecanej. Takie dawki jakie miałem hamują pracę tarczycy, taka jak teraz - pobudza. Jednak ważniejsze jest dla mnie nasączenie tkanek hormonami tarczycy niż jodem, chociaż jod też jest istotny. "
30 stycznia
"Wyraźna poprawa jeśli idzie o metabolizm, jest mi o wiele cieplej, coś zaskakuje. Już nie śpię w bluzie termoaktywnej, tylko w podkoszulku - i jest mi za ciepło. Zobaczymy, na ile to się utrzyma i czy będzie miało wpływ na wyniki."
Dobra wskazówka. Oznacza to, że faktycznie, poprawiłem tarczycę i doprowadziłem ją do normy, ale ze stanu "niedoczynność" na stan "OK". O tyle istotne, że miałem wcześniej objawy i wyniki wskazujące na nadczynność, ale skoro po uzupełnieniu jodu zmniejszyła się wrażliwość na zimno, to stanowczo świadczy to o braku nadczynności.
31 styczeń
"nie mogę wysiedzieć w domu, roznosi mnie energia. Wczoraj dwa króciutkie wybiegania, w zasadzie wytruchtania + włączenia szybkościowe, dziś - siła biegowa, wdrapywanie się na górkę. Cudowne uczucie, niemal czułem że lecę nad śniegiem. W ogóle samopoczucie doskonałe po kuracji z jodem"
10 luty
"Hah, magia działa!
No, jeszcze pewności nie ma, ale wszystko wskazuje na to, że zaklęcia rzucane na tarczycę pomogły. No ale po kolei. Wczoraj i przedwczoraj kicha, jeden dzień kompletnie odpuszczony, drugi ledwo ledwo. Nie wiem co, ale coś mnie łamało - poodzywały się kontuzje, gardło, bez przerwy kichanie - albo alergia, jak co zimę, albo tarczyca, albo jeszcze co... Dziś też nie czułem się najlepiej, ale wyjść na trening trzeba (do tej pory drapie mnie po nim w gardle). Nogi jakieś takie ciężkie, szurające i lekko kuśtykające, zaraz się zgrzałem co mi zawsze mocno tętno podnosi, ślizgawica, ciężkie ciuchy, ale o dziwo - zaskoczyło zasilanie. Głęboki oddech, zaskakująco niskie tętno, super samopoczucie, w efekcie wykręcił się jeden z najlepszych wyników na moim testowym odcinku, dobre 10 sekund na km lepiej niż przy ostatnim 3 dni temu z którego się cieszyłem."
"Pytanie tylko, co pomogło - bo na pewno nie treningi, których prawie nie było. Spuszczanie krwi? Wciąganie dużych dawek jodu? Wypłukiwanie fluoru?"
13 luty
"Znowu wpis dzień po dniu, ale chciałem zaznaczyć, że dziś zacząłem suplementację biotyny. Na 90% niepotrzebnie, bo akurat weganie mają sporo wyższy poziom niż reszta społeczeństwa, ale nie zaszkodzi i grosze kosztuje, teoretycznie przy problemach z watroba czy flora bakteryjna jelit mozna miec sporo nizszy poziom. Biotyna jest niezbędna do spalania kwasow tluszczowych, pomaga tez w budowie paznokci czy wlosow. Bede obserwowal moja zniszczona plytke paznokciowa i tempo w 1 zakresie
"
16 luty
"Kolejny wieczór spędzony na analizowaniu przypadków z objawami podobnymi do moich (charakterystyczny wygląd paznokci, objawy tarczycowe, niski poziom karnityny w mięśniach etc) przyniósł głupie, ale genialne w swej prostocie rozwiązanie - niedożywienie może dawać takie objawy
Dietę co prawda mam idealną, ale układ pokarmowy już niekoniecznie, takie np zaburzenie pracy wątroby może spowodować, że organizm nie jest w stanie odpowiednio przyswajać białka. Miałem nawet 2 lata temu do szpitala iść na solidne przebadanie całego układu pokarmowego, bo przez jakiś czas prawie nic nie byłem w stanie przyswoić, ale po zmianie sposobu odżywiania minęły mi prawie wszystkie objawy i olałem sprawę. No, ale co dobre dla informatyka, niekoniecznie sprawdza się dla sportowca. Lekka modyfikacja diety, włączenie soczewicy i warzyw z wyższą zawartością białka, to powinno dosłownie podwoić jego ilość w diecie. Zobaczymy, jakie efekty będą gdy wyjdę znowu na ulicę pośmigać."
22 luty
"Z frontu dietetycznego - po pierwsze, przyszła odżywka białkowa. Zaczynam wciągać kilogramy białka sojowego dziennie.
Po drugie, ciekawostka. Zrobiono badania nt wpływu soku z buraka na wydolność sportowców. Sok ten od lat jest stosowany przez medycynę naturalną. Po zaledwie tygodniu czy dwóch (nie pamiętam teraz) czas wysiłku maksymalnego zwiększył się o 16 procent, a ogólna ilość generowanej mocy wysiłkowej o bodajże 2%. Gdyby nie jedno małe "ale" - jako placebo do którego porównano wyniki zawodników użyto środka, który może zmniejszać wydolność, co mogło delikatnie zafałszować badanie, wyniki byłyby rewelacją. Niemniej nie zaszkodzi spróbować - surowe buraki mają nawet więcej składników aktywnych niż sok, a kosztują grosze. Wcinam buraka - dwa dziennie
"
24 luty: "Czuję za to, że dopakowanie się białkiem z soczewicy + z odżywki kulturystycznej mi służy, mocno służy. Możliwe, że służy mi też cholina, której dawkę dość mocno - chociaż nieświadomie - ostatnio zwiększyłem."
ta cholina to zapewne jajka
25 luty: kupiłem ziarno konopne i ostropest
26 luty
"Dziś baaaardzo krótki 2 zakres (na granicy trzeciego, zaczęło się od 82%, skończyło na dochodzeniu do 87%), 20 minut, ale za to bardzo mi się podobało tempo - 4'40''/km. Szczególnie mocno podoba mi się takie tempo, jeśli porównam z tempem zeszłorocznym na tej trasie - 5'15'' w letnich, lekkich ciuchach. Aż chce się napisać, że chuchanie i dmuchanie na tarczycę sprawia, że w końcu coś chyba "zatrybiło" w tym bieganiu, ale nie chcę zapeszać - parę razy miałem już takie skoki formy, które kończyły się spadkiem. No ale coś jest na rzeczy - 4'40'' po chorobie, z zakwasami, praktycznie bez treningu... no nic, póki nie znikną "terry's nails" będę ciągle trenował z założeniem, że spowalnia mnie jakiś problem zdrowotny. W końcu występują one tylko u osób, które mają zmasakrowany czymś organizm - w zasadzie wszystkie choroby powiązane z nimi uniemożliwiają bieganie.
Jak zwykle coś wymyśliłem w temacie odżywiania i suplementacji - kupiłem lecytynę sojową. "
2 marca
"A zupełnie najgorsze jest to, że dalej nie ma żadnej poprawy z wyglądem paznokci."
Zwraca uwagę fakt, że przestawienie tarczycy z "muszę spać w polarze założonym na bluzę termoaktywną" na "śpię w samych gaciach" nie wpłynęło na objaw Terry'ego
7 marca
"Kupiłem glutaminę, która jest podstawą treningu lekkoatlety i regeneracji kontuzji - chociaż trochę się boję, jeśli mam problemy z wątrobą glutamina może być niebezpieczna dla zdrowia. Zobaczymy, jak to będzie. Udało mi się w końcu zbić ciśnienie krwi do wartości sprzed choroby - a przynajmniej ten ważniejszy wskaźnik, rozkurczowe. Zaczynałem od prawie setki, teraz wychodzi w pomiarach po 75, perfekcyjnie. Słodko. Bardziej mnie to cieszy, niż jakiekolwiek postępy biegowe. Skurczowe dalej nieco wysokie, ale ono nie jest już takie istotne."
Hmm... po czym to ciśnienie spadło? Cholinie? Odżywce białkowej? No nie wiem, chciałbym mieć 75 rozkurczowego.
(zapisuję wpis i lecę dalej)
"Zamówiłem wagon karnityny, spróbuję powtórzyć eksperyment z wakacji, gdzie po gigadawkach tego cuda szybkość w tydzień skoczyła o bodajże 50'/km. Jak znowu zadziała, to będzie oznaczać że wątroba jeszcze nie podjęła 100% pracy (w normalnych warunkach ona syntetyzuje karnitynę, a ja miałem wątrobę rozwaloną na początku roku na cacy)."
(teraz bym tak nie napisał, ale wtedy nie znałem się tak na medycynie i wszystko do wątroby sprowadzałem, albo do tarczycy)
9 grudnia, zapisałem bardzo dużą poprawę, dodałem, że biorę karnitynę oraz taurynę, rzeczy normalnie syntetyzowane przez wątrobę. Zapisałem też, że biorę witaminę D i jod, a także że zamówiłem kreatynę.
17 grudnia - zaczynam brać bor
...jeszcze bardziej wstecz
o, 22 listopada:
"Ostatnie kilka dni miałem przerwę - po jodzie tarczyca zwariowała, do tego przyplątał się jakiś katar. Ale przynajmniej wiem już, że tarczyca gra główne skrzypce jeśli chodzi o "czynnik spowalniający" (co widać też po wyglądzie palców przez ostatnie 2 dni). "
Dobra, lecimy do przodu:
29 grudnia:
dalej biorę jod i bor, opisuję, że oddaję krew, bo podejrzewałem nadmiar żelaza, tzn miałem nadmiar, ale żelaza w osoczu, a nie nadmiar ferrytyny
19 stycznia:
"Z eksperymentalnej suplementacji - dalej wlewam w siebie duże (ponad 10 krotnie przekroczone dzienne zapotrzebowanie) ilości jodu i nieco mniejsze kwasu borowego, tak na oko efekty są bardzo dobre, mam o wiele ładniejszą skórę, dużo, dużo mocniejsze włosy, lepsze samopoczucie, spokojniejszy, głębszy oddech, takie jakieś poczucie klarowności w głowie. Po reakcjach organizmu widać bardzo wyraźnie, że tarczycę mam kompletnie rozjechaną, ale też widać, że wszystko się poprawia."
24 stycznia
"Zwiększyłem dawkę boru do 50 mg dziennie"
25 stycznia:
"Kurcze, gdzie te czasy, gdy spałem w podkoszulku i musiałem się rozkopywać. Teraz sypiam w bieliznie termoaktywnej albo w cienkim polarze."
Ha, pamiętam to. Dość długo musiałem sypiać w ten sposób. Nie ma opcji, żebym wtedy miał nadczynność tarczycy, skoro aż tak marzłem, prędzej niedoczynność, ale teraz myślę, że to nie było ani to, ani to.
27 stycznia
"Delikatna zmiana planu - zmniejszam dawkę jodu do 3-4 krotnej zalecanej. Takie dawki jakie miałem hamują pracę tarczycy, taka jak teraz - pobudza. Jednak ważniejsze jest dla mnie nasączenie tkanek hormonami tarczycy niż jodem, chociaż jod też jest istotny. "
30 stycznia
"Wyraźna poprawa jeśli idzie o metabolizm, jest mi o wiele cieplej, coś zaskakuje. Już nie śpię w bluzie termoaktywnej, tylko w podkoszulku - i jest mi za ciepło. Zobaczymy, na ile to się utrzyma i czy będzie miało wpływ na wyniki."
Dobra wskazówka. Oznacza to, że faktycznie, poprawiłem tarczycę i doprowadziłem ją do normy, ale ze stanu "niedoczynność" na stan "OK". O tyle istotne, że miałem wcześniej objawy i wyniki wskazujące na nadczynność, ale skoro po uzupełnieniu jodu zmniejszyła się wrażliwość na zimno, to stanowczo świadczy to o braku nadczynności.
31 styczeń
"nie mogę wysiedzieć w domu, roznosi mnie energia. Wczoraj dwa króciutkie wybiegania, w zasadzie wytruchtania + włączenia szybkościowe, dziś - siła biegowa, wdrapywanie się na górkę. Cudowne uczucie, niemal czułem że lecę nad śniegiem. W ogóle samopoczucie doskonałe po kuracji z jodem"
10 luty
"Hah, magia działa!
No, jeszcze pewności nie ma, ale wszystko wskazuje na to, że zaklęcia rzucane na tarczycę pomogły. No ale po kolei. Wczoraj i przedwczoraj kicha, jeden dzień kompletnie odpuszczony, drugi ledwo ledwo. Nie wiem co, ale coś mnie łamało - poodzywały się kontuzje, gardło, bez przerwy kichanie - albo alergia, jak co zimę, albo tarczyca, albo jeszcze co... Dziś też nie czułem się najlepiej, ale wyjść na trening trzeba (do tej pory drapie mnie po nim w gardle). Nogi jakieś takie ciężkie, szurające i lekko kuśtykające, zaraz się zgrzałem co mi zawsze mocno tętno podnosi, ślizgawica, ciężkie ciuchy, ale o dziwo - zaskoczyło zasilanie. Głęboki oddech, zaskakująco niskie tętno, super samopoczucie, w efekcie wykręcił się jeden z najlepszych wyników na moim testowym odcinku, dobre 10 sekund na km lepiej niż przy ostatnim 3 dni temu z którego się cieszyłem."
"Pytanie tylko, co pomogło - bo na pewno nie treningi, których prawie nie było. Spuszczanie krwi? Wciąganie dużych dawek jodu? Wypłukiwanie fluoru?"
13 luty
"Znowu wpis dzień po dniu, ale chciałem zaznaczyć, że dziś zacząłem suplementację biotyny. Na 90% niepotrzebnie, bo akurat weganie mają sporo wyższy poziom niż reszta społeczeństwa, ale nie zaszkodzi i grosze kosztuje, teoretycznie przy problemach z watroba czy flora bakteryjna jelit mozna miec sporo nizszy poziom. Biotyna jest niezbędna do spalania kwasow tluszczowych, pomaga tez w budowie paznokci czy wlosow. Bede obserwowal moja zniszczona plytke paznokciowa i tempo w 1 zakresie
"16 luty
"Kolejny wieczór spędzony na analizowaniu przypadków z objawami podobnymi do moich (charakterystyczny wygląd paznokci, objawy tarczycowe, niski poziom karnityny w mięśniach etc) przyniósł głupie, ale genialne w swej prostocie rozwiązanie - niedożywienie może dawać takie objawy
Dietę co prawda mam idealną, ale układ pokarmowy już niekoniecznie, takie np zaburzenie pracy wątroby może spowodować, że organizm nie jest w stanie odpowiednio przyswajać białka. Miałem nawet 2 lata temu do szpitala iść na solidne przebadanie całego układu pokarmowego, bo przez jakiś czas prawie nic nie byłem w stanie przyswoić, ale po zmianie sposobu odżywiania minęły mi prawie wszystkie objawy i olałem sprawę. No, ale co dobre dla informatyka, niekoniecznie sprawdza się dla sportowca. Lekka modyfikacja diety, włączenie soczewicy i warzyw z wyższą zawartością białka, to powinno dosłownie podwoić jego ilość w diecie. Zobaczymy, jakie efekty będą gdy wyjdę znowu na ulicę pośmigać."22 luty
"Z frontu dietetycznego - po pierwsze, przyszła odżywka białkowa. Zaczynam wciągać kilogramy białka sojowego dziennie.
Po drugie, ciekawostka. Zrobiono badania nt wpływu soku z buraka na wydolność sportowców. Sok ten od lat jest stosowany przez medycynę naturalną. Po zaledwie tygodniu czy dwóch (nie pamiętam teraz) czas wysiłku maksymalnego zwiększył się o 16 procent, a ogólna ilość generowanej mocy wysiłkowej o bodajże 2%. Gdyby nie jedno małe "ale" - jako placebo do którego porównano wyniki zawodników użyto środka, który może zmniejszać wydolność, co mogło delikatnie zafałszować badanie, wyniki byłyby rewelacją. Niemniej nie zaszkodzi spróbować - surowe buraki mają nawet więcej składników aktywnych niż sok, a kosztują grosze. Wcinam buraka - dwa dziennie
"24 luty: "Czuję za to, że dopakowanie się białkiem z soczewicy + z odżywki kulturystycznej mi służy, mocno służy. Możliwe, że służy mi też cholina, której dawkę dość mocno - chociaż nieświadomie - ostatnio zwiększyłem."
ta cholina to zapewne jajka
25 luty: kupiłem ziarno konopne i ostropest
26 luty
"Dziś baaaardzo krótki 2 zakres (na granicy trzeciego, zaczęło się od 82%, skończyło na dochodzeniu do 87%), 20 minut, ale za to bardzo mi się podobało tempo - 4'40''/km. Szczególnie mocno podoba mi się takie tempo, jeśli porównam z tempem zeszłorocznym na tej trasie - 5'15'' w letnich, lekkich ciuchach. Aż chce się napisać, że chuchanie i dmuchanie na tarczycę sprawia, że w końcu coś chyba "zatrybiło" w tym bieganiu, ale nie chcę zapeszać - parę razy miałem już takie skoki formy, które kończyły się spadkiem. No ale coś jest na rzeczy - 4'40'' po chorobie, z zakwasami, praktycznie bez treningu... no nic, póki nie znikną "terry's nails" będę ciągle trenował z założeniem, że spowalnia mnie jakiś problem zdrowotny. W końcu występują one tylko u osób, które mają zmasakrowany czymś organizm - w zasadzie wszystkie choroby powiązane z nimi uniemożliwiają bieganie.
Jak zwykle coś wymyśliłem w temacie odżywiania i suplementacji - kupiłem lecytynę sojową. "
2 marca
"A zupełnie najgorsze jest to, że dalej nie ma żadnej poprawy z wyglądem paznokci."
Zwraca uwagę fakt, że przestawienie tarczycy z "muszę spać w polarze założonym na bluzę termoaktywną" na "śpię w samych gaciach" nie wpłynęło na objaw Terry'ego
7 marca
"Kupiłem glutaminę, która jest podstawą treningu lekkoatlety i regeneracji kontuzji - chociaż trochę się boję, jeśli mam problemy z wątrobą glutamina może być niebezpieczna dla zdrowia. Zobaczymy, jak to będzie. Udało mi się w końcu zbić ciśnienie krwi do wartości sprzed choroby - a przynajmniej ten ważniejszy wskaźnik, rozkurczowe. Zaczynałem od prawie setki, teraz wychodzi w pomiarach po 75, perfekcyjnie. Słodko. Bardziej mnie to cieszy, niż jakiekolwiek postępy biegowe. Skurczowe dalej nieco wysokie, ale ono nie jest już takie istotne."
Hmm... po czym to ciśnienie spadło? Cholinie? Odżywce białkowej? No nie wiem, chciałbym mieć 75 rozkurczowego.
(zapisuję wpis i lecę dalej)



