This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
Masz zdrowe podejście do tematu, dzięki za podzielenie się obszerną wiedzą. Na błędy początkującego nie mogę sobie jeszcze pozwolić, ale za jakiś czas spojrzę na to dokładniej, choćby i na sucho. Bo na razie nie wiem nawet, jak można mieć dźwignię aż 1:10 czy 1:20.

Dziś mamy wolne w pracy i to właśnie dziś odczułem pierwsze oznaki zmęczenia. Spałem 12 godzin, a po obudzeniu i tak leżę w łóżku, bo wszystkie mięśnie mnie bolą. Brygadziści oczywiście straszą, że jak ktoś rzuci pracę i wyjedzie wcześniej niż w październiku, to trafi na czarną listę i już nigdy nie będzie mógł tu przyjechać. Ale to blef, bo nie mają aż tak dużo chętnych, żeby mogli wszystkich zajeżdżać fizycznie, więc mam to w pompie.

Natomiast to, co mnie dziś poruszyło, to informacja, która obiegła hotel z rana. Dziś w nocy zmarł młody chłopak. Z przepracowania. Miał 22 lata, pracował jako kierowca i ładowacz. Woził wszystko na hale, na pola, do hurtowni. Wstawał o 3 w nocy, a kończył pracę o 22. Wczoraj przyszedł wyjątkowo wymęczony, było mu wciąż gorąco, więc wyszedł w nocy na parking do swojego samochodu. Rano go znaleźli martwego. W samochodzie służbowym i własnym miał mnóstwo puszek po energetykach, bo chlał je na potęgę razem z kawą. Cisnął ile wlezie godzin, żeby jak najwięcej zarobić. Nie wiem, może miał jakąś wadę serca, o której sam nie wiedział i od wysiłku i energetyków w końcu padł. To już w sumie trzeci zgon w pracy, który widzę podczas pobytu zagranicą. I to zawsze wywołuje u mnie refleksję, czy warto dalej tak się męczyć i ryzykować wszystko dla pieniędzy.

Zastanawiam się, co dokładnie zrobić ze sobą potem w Polsce. Do jakiej pracy iść. Będę musiał kłamać w CV. Wcześniej myślałem, żeby wynająć sobie cokolwiek i nie wracać do matki, ale wydaje mi się, że mam lepsze rozwiązanie. Mam 80 km do Poznania, więc zamiast się wyprowadzać i płacić od razu za wynajem, będę dojeżdżał. 50 minut pociągiem, kilkanaście połączeń dziennie w obie strony, bilet miesięczny 400 zł. Matka nie będzie mi płakać, że się wyniosłem na stałe, a ja sobie rano wyjadę i późnym popołudniem albo wieczorem wrócę. I nikt mi nie będzie narzucał, co i ile mam jeść, gdzie chodzić itp. Będę wracał tylko spać. A z czasem, jak się ogarnę trochę, to wtedy mogę coś sobie wynająć. Poznań ma najniższe bezrobocie w Polsce, więc coś powinienem znaleźć, a po pracy mogę spróbować ogarnąć siłownię, może jakieś sztuki walki, rozrywkę, albo iść do biura coworkingowego z lapkiem i tam się uczyć (są w Poznaniu darmowe coworkingi, a jak się pracuje przy ludziach, to przynajmniej człowieka do porno nie ciągnie).

Jeszcze co do pobytu zagranicą, to pracowałem kiedyś też przez agencje w Niemczech i Holandii i poznałem tam ludzi, którzy żyją w ten sposób od wielu lat. Praca spokojniejsza, bo w magazynie po 8 godzin, zarobią te 1500 euro na czysto. Po pracy piwerko i film. Mam z niektórymi kontakt do dziś i często mnie namawiają, żebym też pojechał. Dla nich to jest idealne życie. A dla mnie to prędzej czy później prowadzi do depresji. Chłopy po 40-50 lat mieszkają po kilku w pokojach wynajmowanych przez agencję, które nie są zbyt dobrej jakości nigdy. Czasem z dnia na dzień przerzucają ich między firmami i między kwaterami, bo muszą być tam, gdzie ich potrzebują. Nie ma żadnej stabilności. Języka nie znają, więc nic więcej poza wyjściem na zakupy i na spacer nie zwiedzą. Dla mnie to jest wegetacja. Mogę tak żyć tylko przez jakiś czas mając z tyłu głowy cel, który chcę zrealizować i następnie powrót.

Zauważyłem, że ich wspólną cechą często jest to, że mają żony i dzieci w Polsce. Mam wrażenie, że te wyjazdy to są dla nich formą ucieczki od złych decyzji z młodzieńczych lat. Zrobili sobie dzieciaki, których nie chcieli z babą, którą nie kochają. Wyjeżdżając zagranicę mogą sobie żyć nadal jak kawalerowie, a jedyne, co im przypomina o rodzinie, to konieczność wysyłania kasy co miesiąc. Taka kara finansowa za błędy sprzed lat. Spotkałem w Holandii faceta, który od 19 lat jeździł pracować do tej samej szklarni. Siedział tam 10 miesięcy każdego roku, pozostałe spędzał w Polsce. Mówił, że ma córkę. Spytałem, ile córka ma lat. Okazało się, że 18. Czyli nie ma go w domu od czasu, jak córka skończyła rok. Czy w tej sytuacji można powiedzieć, że on uczestniczył w wychowaniu dziecka? Czy córka zna ojca? Czy może jest dla niej obojętny, albo kojarzy go tylko z kasą wysyłaną co miesiąc?

Takie to mnie dziś przemyślenia nachodzą. Nie mówię im o tym nigdy w twarz, ani nie daję po sobie poznać. Jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie będę miał własnych dzieci, ale i tak nie chciałbym żyć, a raczej wegetować w ten sposób.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - przez Temper - 04-08-2023, 06:08 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości