Teraz w bitomatach są problemy nie tylko z limitami, ale też ponoć czasem blokowane są transakcje, jeśli w kamerze pojawi się ktoś zasłaniający twarz maseczką albo czapką. I trzeba weryfikować tożsamość, żeby odzyskać kasę. Krypto to fajny temat, o ile faktycznie się to ogarnia. No i trzeba być oazą spokoju, dobrym stoikiem. Muszę najpierw wejść na spokojny tor z pracą i życiem, ogarnąć chaos w głowie, żeby nie porobić głupich ruchów.
Widzę u moich dwóch znajomych z dawnych studiów, że bardzo mocno weszła im na banię ta subkultura krypto, gdzie wszyscy cały czas się nawzajem nakręcają (to the Moon!), a na głosy sceptycyzmu reagują standardowym tekstem "have fun staying poor". Znam też jednego, który od lat jeździ zagranicę tyrać przez 3-4 miesiące w magazynach i potem całą kasę inwestuje w różne krypto. I wszystko co zarobi, to reinwestuje. Ostatecznie traci i znów musi jechać do Niemiec, żeby się odkuć. Wciąż wierzy, że trafi wreszcie na swój złoty strzał i nie będzie już musiał pracować do końca życia. A ostatecznie skończy jak ja - przed czterdziestką, bez zawodu, bez majątku i bez rodziny, z desperacją próbą zbudowania wszystkiego na raz w krótkim czasie.
Nie wydaje mi się, że długo wytrzymam w Szwajcarii, bo takiej patologii dawno nie widziałem (poza tym od czterech lat mam przepuklinę w pachwinie, którą nadal nie zoperowałem, a teraz w pracy zaczyna mnie znów boleć), ale jak już dostanę wypłatę, to może założę i zweryfikuję konto na jakiejś giełdzie i sprawdzę, jak się poruszać w ogóle w tym krypto. Fajnie byłoby pomnożyć kasę dziesięć razy, jak to @neko1witek pisze, ale zadowoliłbym się znacznie niższym zyskiem.
Widzę u moich dwóch znajomych z dawnych studiów, że bardzo mocno weszła im na banię ta subkultura krypto, gdzie wszyscy cały czas się nawzajem nakręcają (to the Moon!), a na głosy sceptycyzmu reagują standardowym tekstem "have fun staying poor". Znam też jednego, który od lat jeździ zagranicę tyrać przez 3-4 miesiące w magazynach i potem całą kasę inwestuje w różne krypto. I wszystko co zarobi, to reinwestuje. Ostatecznie traci i znów musi jechać do Niemiec, żeby się odkuć. Wciąż wierzy, że trafi wreszcie na swój złoty strzał i nie będzie już musiał pracować do końca życia. A ostatecznie skończy jak ja - przed czterdziestką, bez zawodu, bez majątku i bez rodziny, z desperacją próbą zbudowania wszystkiego na raz w krótkim czasie.
Nie wydaje mi się, że długo wytrzymam w Szwajcarii, bo takiej patologii dawno nie widziałem (poza tym od czterech lat mam przepuklinę w pachwinie, którą nadal nie zoperowałem, a teraz w pracy zaczyna mnie znów boleć), ale jak już dostanę wypłatę, to może założę i zweryfikuję konto na jakiejś giełdzie i sprawdzę, jak się poruszać w ogóle w tym krypto. Fajnie byłoby pomnożyć kasę dziesięć razy, jak to @neko1witek pisze, ale zadowoliłbym się znacznie niższym zyskiem.



