04-03-2023, 03:32 AM
No tak, parę razy już to zauważyłem i opisywałem, po żelazie od razu włosy robią się dużo mocniejsze, różnica rzędu 30 włosów na grzebieniu vs mniej niż 5. Znowu to widzę. Parę razy też opisywałem to badanie, w którym wykazano, że dopiero podniesienie ferrytyny (wskaźnik zmagazynowania żelaza) powyżej 70 sprawia, że organizm zaczyna regenerować włosy. To jedna z głównych przyczyn wypadania u kobiet, co jest tutaj istotne, dopóki nie przekroczy się pewnej bariery, nie zmagazynuje dużego zapasu, organizm nie przekieruje tego pierwiastka do mieszków włosowych. Trochę oczywiście musi się tam dostać, już chociażby z powodu dużego wysycenia krwi po suplemencie (teraz np, jak wziąłem kilka tabletek, mam stężenie znacznie powyżej górnej granicy normy, więc siłą rzeczy trafia ono do wszystkich tkanek), ale sygnał do naprawy takich uszkodzeń nie zostanie wysłany, poprawa zapewne będzie krótkotrwała i nie jakoś bardzo duża.
Też już pisałem w przeszłości, że włosy i paznokcie to jakby te same tkanki, co wpływa na jedne, działa też na drugie. Jest nawet opcja, że dopóki nie będzie zmagazynowanego żelaza, organizm nie wyśle sygnału do regeneracji paznokci, bo być może to jest nawet nie podobny, ale dokładnie ten sam sygnał, który daje "pozwolenie" na wykorzystanie tego pierwiastka przez mieszki włosowe.
Na samiutkim początku, chyba naścle lat temu, w ogóle sprowadziłem wszystko do witaminy B12, zacząłem brać a do niej oczywiście żelazo, bo wszystkie źródła mówiły, że trzeba to łączyć. Potem robiłem badania, żelaza wychodziło raz bardzo mocno poniżej normy, raz bardzo mocno powyżej, ale przez długi czas miałem poniżej i brałem większe dawki. Doszła do tego witamina C, doszedł cynk i w efekcie wypłukałem sobie dużo miedzi. Kto wie, czy to nie dlatego nie mogłem tego żelaza wykorzystać?
Eh, miałem tydzień czy dwa bawić się niacyną i jak nie będzie mocnej poprawy, zacząć brać piracetam, ale widzę, że tu się dłuższa impreza szykuje. Najpierw miedź i wapń, potem żelazo... no ale niacyna najbardziej pasuje ze wszystkich rzeczy, chciałbym to solidnie zrobić, wykluczyć scenariusz, że jakieś wapnie, miedzie czy żelaza blokują efekt.
Zresztą... zespół niespokojnych nóg jest niejako dowodem na to, że żelaza bardzo mi brakuje, podobnie poprawa stanu włosów po suplemencie, co obserwuję już któryś raz. I bardziej podejrzewałbym tutaj słabsze jego wykorzystanie czy przyswajanie, a nie prosty brak w diecie. Miedź w małych dawkach tak czy tak powinna gościć na mojej liście suplementów przez długie miesiące, może nawet dożywotnio co drugi dzień, bo to zwyczajnie zdrowe, a wapń w małych dawkach powinienem brać cały czas, bo po prostu nie dostarczam z diety tyle, ile powinienem.
I to chyba najlepsza metoda, identyfikować problemy powiązane z moim konkretnie stanem zdrowia, z moją dietą i moimi objawami, zamiast kombinować, co może być przyczyną zaniku obłączków. Może już całe lata temu trafiłem we właściwą rzecz, ale organizm nie zacznie odbudowy, póki nie będzie odpowiedniego poziomu żelaza...
Też już pisałem w przeszłości, że włosy i paznokcie to jakby te same tkanki, co wpływa na jedne, działa też na drugie. Jest nawet opcja, że dopóki nie będzie zmagazynowanego żelaza, organizm nie wyśle sygnału do regeneracji paznokci, bo być może to jest nawet nie podobny, ale dokładnie ten sam sygnał, który daje "pozwolenie" na wykorzystanie tego pierwiastka przez mieszki włosowe.
Na samiutkim początku, chyba naścle lat temu, w ogóle sprowadziłem wszystko do witaminy B12, zacząłem brać a do niej oczywiście żelazo, bo wszystkie źródła mówiły, że trzeba to łączyć. Potem robiłem badania, żelaza wychodziło raz bardzo mocno poniżej normy, raz bardzo mocno powyżej, ale przez długi czas miałem poniżej i brałem większe dawki. Doszła do tego witamina C, doszedł cynk i w efekcie wypłukałem sobie dużo miedzi. Kto wie, czy to nie dlatego nie mogłem tego żelaza wykorzystać?
Eh, miałem tydzień czy dwa bawić się niacyną i jak nie będzie mocnej poprawy, zacząć brać piracetam, ale widzę, że tu się dłuższa impreza szykuje. Najpierw miedź i wapń, potem żelazo... no ale niacyna najbardziej pasuje ze wszystkich rzeczy, chciałbym to solidnie zrobić, wykluczyć scenariusz, że jakieś wapnie, miedzie czy żelaza blokują efekt.
Zresztą... zespół niespokojnych nóg jest niejako dowodem na to, że żelaza bardzo mi brakuje, podobnie poprawa stanu włosów po suplemencie, co obserwuję już któryś raz. I bardziej podejrzewałbym tutaj słabsze jego wykorzystanie czy przyswajanie, a nie prosty brak w diecie. Miedź w małych dawkach tak czy tak powinna gościć na mojej liście suplementów przez długie miesiące, może nawet dożywotnio co drugi dzień, bo to zwyczajnie zdrowe, a wapń w małych dawkach powinienem brać cały czas, bo po prostu nie dostarczam z diety tyle, ile powinienem.
I to chyba najlepsza metoda, identyfikować problemy powiązane z moim konkretnie stanem zdrowia, z moją dietą i moimi objawami, zamiast kombinować, co może być przyczyną zaniku obłączków. Może już całe lata temu trafiłem we właściwą rzecz, ale organizm nie zacznie odbudowy, póki nie będzie odpowiedniego poziomu żelaza...



