This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić?
#85
(03-19-2023, 08:04 PM)neko1witek napisał(a): Rozumiem Cię jak najbardziej, u mnie było trochę inaczej, więc trochę z buta potraktowałem Twoją rodzinę i przepraszam za to.
Rozumiem, że nie chcesz zostawiać matki, ja też miałem problemy z zostawieniem jej samej, gdy wyjechałem do Anglii, ale zawsze twierdziłem, że myśmy się na świat nie prosili, więc to rodzice powinni pomagać nam, a nie my im.
Oczywiście absolutnie nie namawiam nikogo do traktowania rodziców z buta, chodzi mi o to, że fajnie jakby oni rozumieli, że nasze życie jest jakby ważniejsze od ich życia.
Jestem jak najbardziej za pomaganiem rodzicom tym bardziej gdy się ich kocha i ma z nimi bliski stosunek.
Ale ja gdy będę stary i niedołężny to NIGDY nie przyjdzie mi do głowy, żeby poprosić córkę o pomoc.
Wolałbym sobie w łeb strzelić.

Nie musisz przepraszać, rozumiem Twój punkt widzenia i się z nim zgadzam. Po prostu nie decyduję się na jednoznaczną ocenę postępowania moich rodziców, bo zdaję sobie sprawę z pozytywów i negatywów. Tak samo jak w swoim postępowaniu widzę błędy. Dodając do tego być może wrodzoną strukturę mózgu lub wpojone schematy wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której teraz jestem.

Dzieci się nie proszą na świat i w zasadzie nie są nic winne rodzicom. Natomiast swojego zachowania w stosunku do matki nie zmienię od razu o 180 stopni, bo raz, że sam nie dam rady, a dwa, że ona zauważy, że coś się dzieje i włączą jej się reakcje obronne. Więc powolne kroki, o czym mówił Tomakin. Raz, że robię coś tylko dla siebie, czyli regularne spacery, język z Duolingo i Memrise, journaling, a dwa, że w kwietniu tak czy siak zacznę pracę. Moim zadaniem jest być stanowczym i nie dać się wytrącić z równowagi, także przez własne myśli.

A swoją drogą, to kiedyś też myślałem o swojej starości i niedołężności, a także o diagnozie, która skazywałaby mnie na powolną śmierć. Teoretycznie jestem ubezpieczony na dość wysoką kwotę na leczenie zagranicą w razie poważnego zachorowania, ale zastanawiam się, do jakiej kwoty warto by było mnie ratować. Czy jestem aż tak ważny dla rodziny, dla samego siebie, ostatecznie dla świata, żeby wydawać na mnie miliony? Chciałbym mieć wystarczająco dużo odwagi, żeby w razie niedołężności, inwalidztwa po wypadku lub diagnozy móc samemu się wylogować.


(03-19-2023, 09:20 PM)tomakin napisał(a): Cenna perspektywa to uświadomienie sobie, że pomagając ludziom w niektórych sytuacjach, szkodzimy im. Matka robiąc wszystko za Ciebie sprawia, że tracisz szanse na samodzielność i stabilizację, ale Ty pozwalając jej na takie zacieśnianie więzi z kolei doprowadzasz do tego, że nie znajdzie sobie nowych koleżanek na przykład.

Słuszna perspektywa i dobry przykład. Ktoś musi zrobić duży krok, żeby wyrwać się z nieskończonej pętli. I to muszę być ja.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - przez Temper - 03-19-2023, 10:06 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości