03-19-2023, 06:17 PM
Podrzuciłeś mi pomysł z tym wypisaniem swoich cech. To dobry temat do zanotowania w dzienniku. Mogę tak zrobić w ramach ćwiczenia.
Chyba rozumiem, o co Ci chodzi ze stresem na zawodach. Znałeś swoją wartość i bałeś się, że przez nieogarniętych sędziów nie zostaniesz odpowiednio doceniony. A jeśli metody, które stosowałeś jako trener przynosiły skutek, mimo że były negatywnym sprzężeniem zwrotnym, a nie pozytywnym, to ostatecznie wszystko było ok.
Masz rację, że w pewnym stopniu trzeba umieć odseparować się mentalnie od rodziny i nauczyć się traktować z pewnym dystansem. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że miałeś bardzo ciężkie starcia z rodziną, szczególnie z ojcem. Ja za to nie umiem jednoznacznie ocenić swoich rodziców. Alkoholu w domu nie było, bicia nie było, było dość biednie, ale jak na dorastanie w latach 90, to nie tak źle. Więc nie mogę powiedzieć, że wychowywałem się w typowej patologii i że nienawidzę któregoś ze swoich rodziców, tak jak Ty. Był chłód emocjonalny i czasem krzyki ojca, nadwrażliwość i histeria matki, duże wymagania i oczekiwania co do mnie. No i była duża nieporadność finansowa rodziców, przez co nie zbudowali żadnego majątku. Po śmierci ojca też w zasadzie dużo nie czułem, tak jak Ty.
Teraz matka ma ponad 70 lat i ja jestem dla niej całym światem. Gdybym ją olał całkowicie, to zanegowałbym wszystko, co pozytywnego było wcześniej, a trochę tych rzeczy było. Ona straciłaby całkowicie sens życia, bo poza zakupami, sprzątaniem mieszkania, serialami i czytaniem czegoś na tablecie nie miałaby co ze sobą zrobić. Boję się, że bez tego by się pochorowała i szybko zmarła. Zawsze mówi, że pomaganie mi to jej cały świat. Dla mnie jest to nadmierna pomoc i często niepotrzebna. I to ja muszę poluzować tę smycz, żeby znaleźć idealnie wyważone miejsce, bo ona w świat mnie nie wypchnie.
Mogę mieć pretensje, że nie zabezpieczyli się z ojcem na emeryturę i teraz 3/4 emerytury schodzi na sam wynajem, ale takie wypominanie już nic nie da. Do pracy w tym wieku nie pójdzie, więc muszę finansowo pomagać, żeby nie wpadła w kłopoty. Jest dość nietechniczna, więc na siłę wymieniam jej sprzęty domowe i uczę obsługi smartfona i tabletu, bo inaczej do dziś by siedziała przed kineskopowym telewizorem sprzed 30 lat, a do wymiany żarówki, baterii, czy przestawienia zegarów na zmianę czasu chodziłaby prosić sąsiadów.
Jest w pewnym sensie ode mnie zależna i muszę umiejętnie balansować, żeby jak najwięcej robiła sama. Ona chcąc poniekąd się odwdzięczyć, chce mnie wyręczać z wszystkiego innego i boi się o mnie mocno ponad normę.
Dziś powiedziałem jej, że za 2 tygodnie wyjeżdżam zagranicę do pracy. Źle to przyjęła. Strasznie płacze, pyta, czemu znów jej to robię, cała się trzęsie i łyka tabletki uspokajające i nasenne. Jej cierpienie jest realne i pod tym względem je rozumiem. Staram się trzymać kamienną twarz i wiem, że muszę tutaj być stanowczy. Przyzwyczai się, jak to już wcześniej bywało.
Tak, jak ja będę szczęśliwy, to ona też będzie widząc, że u mnie wszystko jest dobrze.
Gdybym umiał znaleźć jej jakiś inny cel w życiu, byłoby łatwiej, bo by mnie odciążyło, ale dotychczas się to nie udało.
Chyba rozumiem, o co Ci chodzi ze stresem na zawodach. Znałeś swoją wartość i bałeś się, że przez nieogarniętych sędziów nie zostaniesz odpowiednio doceniony. A jeśli metody, które stosowałeś jako trener przynosiły skutek, mimo że były negatywnym sprzężeniem zwrotnym, a nie pozytywnym, to ostatecznie wszystko było ok.
Masz rację, że w pewnym stopniu trzeba umieć odseparować się mentalnie od rodziny i nauczyć się traktować z pewnym dystansem. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że miałeś bardzo ciężkie starcia z rodziną, szczególnie z ojcem. Ja za to nie umiem jednoznacznie ocenić swoich rodziców. Alkoholu w domu nie było, bicia nie było, było dość biednie, ale jak na dorastanie w latach 90, to nie tak źle. Więc nie mogę powiedzieć, że wychowywałem się w typowej patologii i że nienawidzę któregoś ze swoich rodziców, tak jak Ty. Był chłód emocjonalny i czasem krzyki ojca, nadwrażliwość i histeria matki, duże wymagania i oczekiwania co do mnie. No i była duża nieporadność finansowa rodziców, przez co nie zbudowali żadnego majątku. Po śmierci ojca też w zasadzie dużo nie czułem, tak jak Ty.
Teraz matka ma ponad 70 lat i ja jestem dla niej całym światem. Gdybym ją olał całkowicie, to zanegowałbym wszystko, co pozytywnego było wcześniej, a trochę tych rzeczy było. Ona straciłaby całkowicie sens życia, bo poza zakupami, sprzątaniem mieszkania, serialami i czytaniem czegoś na tablecie nie miałaby co ze sobą zrobić. Boję się, że bez tego by się pochorowała i szybko zmarła. Zawsze mówi, że pomaganie mi to jej cały świat. Dla mnie jest to nadmierna pomoc i często niepotrzebna. I to ja muszę poluzować tę smycz, żeby znaleźć idealnie wyważone miejsce, bo ona w świat mnie nie wypchnie.
Mogę mieć pretensje, że nie zabezpieczyli się z ojcem na emeryturę i teraz 3/4 emerytury schodzi na sam wynajem, ale takie wypominanie już nic nie da. Do pracy w tym wieku nie pójdzie, więc muszę finansowo pomagać, żeby nie wpadła w kłopoty. Jest dość nietechniczna, więc na siłę wymieniam jej sprzęty domowe i uczę obsługi smartfona i tabletu, bo inaczej do dziś by siedziała przed kineskopowym telewizorem sprzed 30 lat, a do wymiany żarówki, baterii, czy przestawienia zegarów na zmianę czasu chodziłaby prosić sąsiadów.
Jest w pewnym sensie ode mnie zależna i muszę umiejętnie balansować, żeby jak najwięcej robiła sama. Ona chcąc poniekąd się odwdzięczyć, chce mnie wyręczać z wszystkiego innego i boi się o mnie mocno ponad normę.
Dziś powiedziałem jej, że za 2 tygodnie wyjeżdżam zagranicę do pracy. Źle to przyjęła. Strasznie płacze, pyta, czemu znów jej to robię, cała się trzęsie i łyka tabletki uspokajające i nasenne. Jej cierpienie jest realne i pod tym względem je rozumiem. Staram się trzymać kamienną twarz i wiem, że muszę tutaj być stanowczy. Przyzwyczai się, jak to już wcześniej bywało.
Tak, jak ja będę szczęśliwy, to ona też będzie widząc, że u mnie wszystko jest dobrze.
Gdybym umiał znaleźć jej jakiś inny cel w życiu, byłoby łatwiej, bo by mnie odciążyło, ale dotychczas się to nie udało.



