03-18-2023, 08:44 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-18-2023, 08:56 PM przez neko1witek.)
(03-16-2023, 06:06 PM)Temper napisał(a): Mówiąc dokładnie, to rekruter widział, że coś ze mną jest nie tak, więc mu tylko rzuciłem, że muszę do kibla. Wybiegłem i wyrzygałem się w kiblu. Na szczęście nie na rekrutera, bo bym chyba umarł z zażenowania.Zleciało się kilka osób, zapytali, czy zadzwonić po pogotowie. Odmówiłem, powiedziałem, że po prostu źle się poczułem, rekruter powiedział, że spoko i zadzwoni umówić się na inny termin. Nie zadzwonił.
Po zemdleniu też chcieli dzwonić na pogotowie, ale też szybko doszedłem do siebie i uciekłem. Sam się takich reakcji w życiu bym nie spodziewał, no ale to 10 lat temu było i stres mnie rozwalił. Kto wie, może do dziś wspominają te historie.
Ze stresem da się walczyć. Miałem podobnie, gdy zacząłem występować na zawodach karate. Jako, że jestem optymistom, to nie przychodziło mi do głowy, że się stresuję. Tzn. wiedziałem, że się stresuję, ale nie wiedziałem, że aż tak, że ciśnienie mam pewnie 180/100.
Aż doszło do sytuacji, że w trakcie zawodów podczas robienia kata (taka forma pokazywania technik karate w jednym ciągu, jakby ktoś nie wiedział) po prostu prawie zemdlałem. Miałem czarno przed oczami i nie pamiętam kilku ruchów, ciało sobie dalej robiło to co pamiętało, a mój mózg był wyłączony. Oczywiście nie umiałem złapać równowagi, bo nogi miałem miękkie, ale jakoś się opanowałem i skończyłem kata. Sędziowie myśleli, że miałem problem z kolanem i dlatego nogi mi się trzęsły. Dostałem nawet srebrny medal.
Chodzi o to w tej historii, że zrozumiałem, że coś jest nie tak. Że to przez stres. I ile razy potem stawałem nawet do ćwiczeń nie mając widowni działo się to samo - po prostu stres mnie zalewał i robiło mi się ciemno przed oczami, bo bałem się, że zemdleję.
Ale postanowiłem to przezwyciężyć i robiłem w kółko to samo. Czyli ćwiczyłem dotąd aż się czułem coraz lepiej i lepiej i coraz bardziej przyzwyczajałem do tego stresu. Potem na sali przy ludziach, potem wróciłem na zawody i nawet udało mi się zdobyć mistrzostwo świata.
Ale potem stwierdziłem, że mam to w dupie i zrezygnowałem. Stwierdziłem, że skoro mam już złoto, to po co dalej się stresować. Co prawda dalej trenuję i czasem występuję przed klasą itd. i czuję stres, to wiem, że jest to do opanowania.
Trzeba tylko wiedzieć czy warto. Bo jeżeli masz robić coś w kółko co Cię będzie zżerać za każdym razem, to nie ma sensu. Ale jeżeli ma to być jakiś egzamin, który przeniesie Cię na wyższy level życia, to warto to przećwiczyć.
Jako trener wymyśliłem nawet metodę przygotowania do zawodów i jak uczyłem dzieciaki na zawody, to robiłem im szopki. Tzn. dzieciak robił kata, a reszta dzieci biegała naokoło niego, przeszkadzała mu, wyśmiewała się z niego i robiła szum. A on musiał nauczyć się skupić i nie reagować na otoczenie.
Wtedy na zawodach szło mu lepiej, bo nie było tego szumu.
Może to też jest jakaś metoda. Spróbować sobie utrudnić zadanie i podbić jego poziom trudności. Zauważyłem wiele razy na wielu egzaminach karate jak trenerzy wmawiali nam, że nie zdamy jak popełnimy błąd, że egzaminatorzy są bardzo wymagający itd.
Na egzaminach okazywało się, że to bzdura i prawie wszyscy zdawali bez najmniejszego problemu.
Byliśmy przygotowani na najgorsze i sam egzamin wydawał się potem bardzo prosty.
(03-16-2023, 11:02 PM)Temper napisał(a): Pomimo mojego wzrostu, dość przyjemnej barwy głosu i niebrzydkiej mordy (te rzeczy mi czasem komplementowano), to na pewno jest sporo cech, które odstraszają. Choć głównie przez to, że nie próbuję, a nie próbuję, to się nie wprawiam itd. Mam kompleks galaretowatego brzucha, ale głównie ja to widzę, bo ogólnie jestem chudy jak patyk, co przy moim wzroście jest mocno widoczne. Tak, kobietom się to nie podoba. Jest tu nad czym popracować. Ćwiczenia siłowe i pewnie jakieś sztuki walki to must have. Do tego ciuchy nieco lepsze, niż szmaty, które teraz noszę i wizualnie nie będzie źle.
Wiem, że to głupie, ale uważam, że wygląd nie ma aż takiego dużego znaczenia. Nigdy nie uważałem się za przystojnego, byłem zawsze chudzinką i ubierałem się fatalnie, bo miałem na to wywalone. Poza tym byłem brudasem, nie myłem się za często, ale nie miałem nigdy problemów z dziewczynami. Bywały nawet sytuacje typu, że dziewczyna mi mówiła: weź się umyj, chociaż jajka sobie porządnie umyj... i ja wtedy łapałem, że chyba chodzi jej o seks :-)
Nie zapominaj, że Kuba Wojewódzki, Woody Allen i wiele innych osób byli po prostu brzydcy a nie potrafili się opędzić od kobiet.
Nie jestem na 100% taki jak oni inteligentny, ale uważam, że wygląd to nie jest najważniejsza rzecz, że bardziej liczy się głowa.
Tzn. najlepiej jak jest wygląd i głowa, ale wystarczy jedno z tego i już masz rwanie.
Popatrz na reality show typu hotel paradise, ile debili tam jest i jak rwą laski i nie zawsze są to głupie laski.
Więc wystarczy mieć jakiś tam charakter albo jakiś tam wygląd i wszystko jest możliwe.
Tomakin dobrze gada, że Twój wzrost to zaleta. Popracuj trochę nad pewnością siebie i będzie wszystko ok.




Zleciało się kilka osób, zapytali, czy zadzwonić po pogotowie. Odmówiłem, powiedziałem, że po prostu źle się poczułem, rekruter powiedział, że spoko i zadzwoni umówić się na inny termin. Nie zadzwonił.
Po zemdleniu też chcieli dzwonić na pogotowie, ale też szybko doszedłem do siebie i uciekłem. Sam się takich reakcji w życiu bym nie spodziewał, no ale to 10 lat temu było i stres mnie rozwalił. Kto wie, może do dziś wspominają te historie.