Bierze się to, na co człowieka stać w danej chwili, zawsze można potem sprzedać, albo nawet oddać na złom. Pojeździsz, pouczysz się, może nawet gdzieś rozbijesz, moim pierwszym miałem sporo sytuacji "granicznych", w rowie leżałem nawet jak sprawdzałem, kiedy traci się przyczepność i wpada w poślizg
Tylko trzeba mieć z tyłu głowy, że tanie samochody nie są jakoś szczególnie bezpieczne i jak robić takie eksperymenty, to powoli i na pustej drodze.
Sprawność... to ma się toczyć z punkty A do punktu B, najlepiej bez ryzyka, że skończysz w punkcie C z rachunkiem za holowanie, no ale to opcjonalne jest, kumpel bierze tylko full nówki w leasingu i już parę razy mu się samochód rozkraczył, ja od kilkunastu lat jeżdżę staruszkami i ani razu nie miałem takiej sytuacji.
Kwestia tylko tego, czy samochód jest Ci tak naprawdę potrzebny, czy nie skończy się tak, że matkę będziesz woził za swoje paliwo. U mnie, z uwagi na agorafobię, to niemal konieczność była.
Pamiętaj, że 30k wydane na samochód to 30k mniej na ewentualne mieszkanie czy na poduszkę finansową w razie nieprzewidywalnych sytuacji.
Tylko trzeba mieć z tyłu głowy, że tanie samochody nie są jakoś szczególnie bezpieczne i jak robić takie eksperymenty, to powoli i na pustej drodze. Sprawność... to ma się toczyć z punkty A do punktu B, najlepiej bez ryzyka, że skończysz w punkcie C z rachunkiem za holowanie, no ale to opcjonalne jest, kumpel bierze tylko full nówki w leasingu i już parę razy mu się samochód rozkraczył, ja od kilkunastu lat jeżdżę staruszkami i ani razu nie miałem takiej sytuacji.
Kwestia tylko tego, czy samochód jest Ci tak naprawdę potrzebny, czy nie skończy się tak, że matkę będziesz woził za swoje paliwo. U mnie, z uwagi na agorafobię, to niemal konieczność była.
Pamiętaj, że 30k wydane na samochód to 30k mniej na ewentualne mieszkanie czy na poduszkę finansową w razie nieprzewidywalnych sytuacji.



