Kurcze, kiedy ja swojego kupiłem... popatrzmy
2016, dałem bodajże 7000, zrobiłem jeden konieczny remont o koszt którego sprzedawca obniżył mi cenę (wymiana rozrządu, bo to mogło akurat doprowadzić do szkody całkowitej jakbym nie zrobił), dwie sondy lambda, bo to też w sumie eksploatacyjne i czasem no, trzeba, a tak poza tym ani razu nie miałem takiego problemu, żeby coś się wywaliło i dalej nie dało się jechać. Raz tłumik zaczął odpadać to trzeba było tam jakąś rurę wspawać, raz drzwi przerdzewiały to sam zakleiłem, no wiadomo, akumulator jak się zestarzał, opony.
W sumie koszty remontów, wymian oleju, kupno opon etc nie licząc rozrządu to nie wiem, 50 zł miesięcznie? 30 zł? Fakt, że nie jeżdżę dużo. Reszta kosztów to raz w roku OC (coś koło 500 zł pewnie) i przegląd (150 chyba). Na upartego w 100 zł miesięcznie się zmieścisz, 200 zł to już z wliczeniem utraty wartości przez samochód.
STAĆ CIĘ i na pierwszy wóz raczej nie bierz czegoś drogiego, bo zostawisz gdzieś na drzewie. Czy na paliwo Cię stać, żeby sobie tak o pojeździć to już inna sprawa.
Dla mnie samochody to była w dużej mierze metoda na radzenie sobie z agorafobią, czyli skrajnie silnymi atakami paniki przy jakiejkolwiek próbie podróży, więc jakby nie patrzeć, inwestycja w zdrowie. Wyjechać gdzieś 50 km od domu i niech mózg sobie radzi ze świadomością, że jest daleko, a jednocześnie jest to na tyle wygodne, że nie obciąża jakoś czasowo ani finansowo, niby można w PKS wsiąść, ale jest się uwiązanym do rozkładu jazdy.
Tak z ciekawości sprawdziłem, 22 km trasa pks to 10 zł, no moim złomem wychodzi prawie identycznie, tylko że wychodzę z domu i jestem w trasie, a nie że pół godziny albo i dłużej tracę na dojście do przystanku, albo wręcz płacę za bilet mpk dodatkowo. Na trasach 100+ km PKS jest już dużo bardziej opłacalny.
A nie wróć, pkp czy pks są opłacalne, jak się jakieś zniżki weźmie, których nie mam a które domyślnie się na stronie wyświetlają. Bez tego nawet na 100 km samochód wychodzi po prostu taniej. No z parkingami bywają problemy, to jedyna zaleta zbiorkomu.
2016, dałem bodajże 7000, zrobiłem jeden konieczny remont o koszt którego sprzedawca obniżył mi cenę (wymiana rozrządu, bo to mogło akurat doprowadzić do szkody całkowitej jakbym nie zrobił), dwie sondy lambda, bo to też w sumie eksploatacyjne i czasem no, trzeba, a tak poza tym ani razu nie miałem takiego problemu, żeby coś się wywaliło i dalej nie dało się jechać. Raz tłumik zaczął odpadać to trzeba było tam jakąś rurę wspawać, raz drzwi przerdzewiały to sam zakleiłem, no wiadomo, akumulator jak się zestarzał, opony.
W sumie koszty remontów, wymian oleju, kupno opon etc nie licząc rozrządu to nie wiem, 50 zł miesięcznie? 30 zł? Fakt, że nie jeżdżę dużo. Reszta kosztów to raz w roku OC (coś koło 500 zł pewnie) i przegląd (150 chyba). Na upartego w 100 zł miesięcznie się zmieścisz, 200 zł to już z wliczeniem utraty wartości przez samochód.
STAĆ CIĘ i na pierwszy wóz raczej nie bierz czegoś drogiego, bo zostawisz gdzieś na drzewie. Czy na paliwo Cię stać, żeby sobie tak o pojeździć to już inna sprawa.
Dla mnie samochody to była w dużej mierze metoda na radzenie sobie z agorafobią, czyli skrajnie silnymi atakami paniki przy jakiejkolwiek próbie podróży, więc jakby nie patrzeć, inwestycja w zdrowie. Wyjechać gdzieś 50 km od domu i niech mózg sobie radzi ze świadomością, że jest daleko, a jednocześnie jest to na tyle wygodne, że nie obciąża jakoś czasowo ani finansowo, niby można w PKS wsiąść, ale jest się uwiązanym do rozkładu jazdy.
Tak z ciekawości sprawdziłem, 22 km trasa pks to 10 zł, no moim złomem wychodzi prawie identycznie, tylko że wychodzę z domu i jestem w trasie, a nie że pół godziny albo i dłużej tracę na dojście do przystanku, albo wręcz płacę za bilet mpk dodatkowo. Na trasach 100+ km PKS jest już dużo bardziej opłacalny.
A nie wróć, pkp czy pks są opłacalne, jak się jakieś zniżki weźmie, których nie mam a które domyślnie się na stronie wyświetlają. Bez tego nawet na 100 km samochód wychodzi po prostu taniej. No z parkingami bywają problemy, to jedyna zaleta zbiorkomu.



