Ciekawa dyskusja się wywiązała.
Jeśli chodzi o rodzinę, to wydaje mi się, że większość facetów wcale nie marzy o tym, żeby mieć dzieci, a uważają, że taka jest naturalna kolej rzeczy. Dzieci po prostu się pojawiają jako naturalna konsekwencja związku. Historie opisane na Facebooku "Żałuję rodzicielstwa" pokazują, że dzieci nie zawsze są chciane. Jedni dobrze się czują w roli ojca, drudzy wręcz przeciwnie, ale nie chcąc przyznać się przed innymi do błędów będą wmawiać bezdzietnych, że to z nimi jest coś nie tak, że to nie jest normalne. Myślę, że o mnie też krążą ploty, że jestem gejem, bo nie mam żony i mieszkam z matką, a miejscowość jest mała i mocno konserwatywna.
Sam nie odczuwam silnej potrzeby posiadania dzieci, bardziej widzę to jako sens życia, bo pozostaje albo hedonizm i dekadencja, albo zajeżdżanie się w pracy zupełnie bez sensu. Natomiast dzieci jako sens życia (jak jakieś zwierzątko) to jest jednak bardzo zły pomysł, bo to doprowadza potem do takich patologicznych sytuacji, jak moja. Matka chciałaby mieć wnuki, choć w obecnej pełnej symbiozie z nią nie wiem, jakby to miało wyglądać. Jako jedynak mam też presję dalszej rodziny, że powinienem nazwisko rodowe przekazać. Zresztą, jak pisałem wcześniej, ze względu na moją sytuację i ogarnięcie życiowe założenie własnej rodziny jest mało prawdopodobne, więc się na to nie nastawiam. Może kiedyś poddam się wazektomii wcześniej mrożąc nasienie na wypadek, gdyby jednak coś się odmieniło, ale to jest na razie tak odległy temat, że o nim nie myślę, bo mam bardziej naglące tematy.
Adderall jest w Polsce w zasadzie nie do dostania, zarówno drogą oficjalną, jak i czarnorynkową. Medikinet już prędzej, trzeba przekonująco gadać z psychiatrą. Mam to na liście do sprawdzenia i dzięki muniesław za opinię. Pewnie wypróbuję piracetam, o którym wspominał Tomakin, bo raczej mi to nie zaszkodzi, a może bardzo pomóc. Z uspokajających rzeczy brałem kiedyś phenibut, ale to tak średnio działa na mnie, a przy większych dawkach daje obiawy jak na kacu. Może przed potencjalnie stresującymi sytuacjami dobrze byłoby się znieczulić mocniejszym środkiem, ale to bym musiał przetestować. Generalnie nie chciałbym zbyt mocno wchodzić w różne środki, żeby przypadkiem nie zamienić się w lekomana czy ćpuna rodem z Hyperreal. Amfetamina to już hardkor. Apteczna to może jeszcze, ale to też mało realne w Polsce. Historia Erdősa może być jednym przypdkiem na milion, gdzie akurat nadużywanie nie zakończyło się wylądowaniem na ulicy. Pracując zagranicą na przykład przy szparagach widziałem typków, którzy wciągali regularnie krechę, żeby mieć jak najlepsze wyniki i tym samym zarobki. Chyba najlepszym rozwiązaniem jest stawianie na suple, dietę, ruch i medytację, a mocniejsze środki na koncentrację, uspokojenie, wytrzymałość czy erekcję używać rzadziej w wyjątkowo istotnych sytuacjach.
Łatwo się mówi "przejdź na stronę zła".
Uważam, że w życiu przydaje się mieć cechy osobowości makiawelicznej, czy ogólnie mrocznej triady, ale jeśli ktoś tego nie ma naturalnie, to można jedynie wyuczyć się, kiedy warto te cechy symulować, a kiedy być normalnym, przyjaznym i pomocnym człowiekiem. Żeby zrobić dużą karierę albo poradzić sobie w wymagającym biznesie czy polityce, trzeba być w dużym stopniu narcyzem i socjopatą. Mi na wyścigu szczurów nie zależy. Spokojna, dobrze płatna praca, żeby móc ten hedonizm wprowadzić w życie, do tego poprawne relacje z matką zachowując odpowiedni dystans, ale nie odcinając się całkiem. Fizyczność ostatecznie można mieć u dziwek, o sposobach szukania znajomych i umiejętnościach społecznych Tomakin pisał już wielokrotnie na swoich stronach, a może kiedyś poznałbym kobietę, która nie ma i nie chce mieć dzieci i dałoby się coś zbudować.
Na mieszkanie na pewno nie uzbieram, więc jedynie kredyt by wchodził w grę, ale też nie chcę potem całego życia podporządkowywać spłacaniu. Dotychczas, jak jechałem do dużego miasta, to wynajmowałem pokoje, ale w pewnym wieku to już trochę uciążliwe (no i trochę wstyd w tym wieku) i chciałoby się mieszkać samemu. Wynajęcie mieszkania to większy koszt, a od matki zawsze słyszałem, że jak już, to najlepiej pokój, bo to, co wydałbyś na cudze mieszkanie, możesz odłożyć. Tylko ile można tak sobie odmawiać wszystkiego. Problemem robi się jedynie wynajem na emeryturze. Moją matkę ledwo na to stać, a ja przez brak oficjalnej pracy w Polsce mam strasznie mało składek odłożonych, więc nie zapowiada się nic dobrego.
Wiem, że AI zacznie wypierać różne zawody, w tym te związane z IT. Wcześniej kończyłem studia związane z energetyką i elektryką, ale po prawie 14 latach od zdania magisterki i braku pracy w zawodzie już dużo nie pamiętam i jestem mniej warty od świeżego absolwenta. Stąd poszukiwanie czegoś innego, a IT mimo wszystko wydaje się dobrym kierunkiem. Ogólnie uważam, że AI oraz automatyzacja będą zabierać coraz więcej zawodów. Jeszcze trochę i proste zawody fizyczne typu pracownik magazynowy, kasjer itp. będą całkowicie zastąpione przez roboty. Dziennikarze, newsmani, graficy i programiści także. Sprawdzam ChatGPT i programy do generowania obrazów jak Midjourney i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, jak szybko to idzie. Wydaje mi się, że masa ludzi zostanie bez pracy, bo nie da sę spowalniać w niesokńczoność postępu. Będzie praca dla wykwalifikowanych specjalistów, do tworzenia i obsługi tych narzędzi, a dla całej masy bezrobotnych wprowadzony będzie dochód gwarantowany z opodatkowania tej automatyzacji. Dobrze byłoby wskoczyć do pociągu z tymi specjalistami, póki jeszcze jest czas i nie jest się zbyt starym. I dlatego też sądzę, że zmniejszanie się dzietności w wysoko rozwiniętym świecie wcale nie jest złe, jak to się powszechnie mówi w mediach czy polityce. Faktycznie mnoży się najwięcej biedota, a tacy ludzie będą tylko generować koszty poprzez zużywanie zasobów naturalnych i konieczność wypłacania im dochodu gwarantowanego. No ale to już temat chyba zbyt szeroki, jak na tę dyskusję.
Pozytałem o eksperymencie z mysią utopią. Zaskakujące, jak łatwo można to przełożyć na ludzi. Można to sparafrazować: trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy.
Jeśli chodzi o rodzinę, to wydaje mi się, że większość facetów wcale nie marzy o tym, żeby mieć dzieci, a uważają, że taka jest naturalna kolej rzeczy. Dzieci po prostu się pojawiają jako naturalna konsekwencja związku. Historie opisane na Facebooku "Żałuję rodzicielstwa" pokazują, że dzieci nie zawsze są chciane. Jedni dobrze się czują w roli ojca, drudzy wręcz przeciwnie, ale nie chcąc przyznać się przed innymi do błędów będą wmawiać bezdzietnych, że to z nimi jest coś nie tak, że to nie jest normalne. Myślę, że o mnie też krążą ploty, że jestem gejem, bo nie mam żony i mieszkam z matką, a miejscowość jest mała i mocno konserwatywna.
Sam nie odczuwam silnej potrzeby posiadania dzieci, bardziej widzę to jako sens życia, bo pozostaje albo hedonizm i dekadencja, albo zajeżdżanie się w pracy zupełnie bez sensu. Natomiast dzieci jako sens życia (jak jakieś zwierzątko) to jest jednak bardzo zły pomysł, bo to doprowadza potem do takich patologicznych sytuacji, jak moja. Matka chciałaby mieć wnuki, choć w obecnej pełnej symbiozie z nią nie wiem, jakby to miało wyglądać. Jako jedynak mam też presję dalszej rodziny, że powinienem nazwisko rodowe przekazać. Zresztą, jak pisałem wcześniej, ze względu na moją sytuację i ogarnięcie życiowe założenie własnej rodziny jest mało prawdopodobne, więc się na to nie nastawiam. Może kiedyś poddam się wazektomii wcześniej mrożąc nasienie na wypadek, gdyby jednak coś się odmieniło, ale to jest na razie tak odległy temat, że o nim nie myślę, bo mam bardziej naglące tematy.
Adderall jest w Polsce w zasadzie nie do dostania, zarówno drogą oficjalną, jak i czarnorynkową. Medikinet już prędzej, trzeba przekonująco gadać z psychiatrą. Mam to na liście do sprawdzenia i dzięki muniesław za opinię. Pewnie wypróbuję piracetam, o którym wspominał Tomakin, bo raczej mi to nie zaszkodzi, a może bardzo pomóc. Z uspokajających rzeczy brałem kiedyś phenibut, ale to tak średnio działa na mnie, a przy większych dawkach daje obiawy jak na kacu. Może przed potencjalnie stresującymi sytuacjami dobrze byłoby się znieczulić mocniejszym środkiem, ale to bym musiał przetestować. Generalnie nie chciałbym zbyt mocno wchodzić w różne środki, żeby przypadkiem nie zamienić się w lekomana czy ćpuna rodem z Hyperreal. Amfetamina to już hardkor. Apteczna to może jeszcze, ale to też mało realne w Polsce. Historia Erdősa może być jednym przypdkiem na milion, gdzie akurat nadużywanie nie zakończyło się wylądowaniem na ulicy. Pracując zagranicą na przykład przy szparagach widziałem typków, którzy wciągali regularnie krechę, żeby mieć jak najlepsze wyniki i tym samym zarobki. Chyba najlepszym rozwiązaniem jest stawianie na suple, dietę, ruch i medytację, a mocniejsze środki na koncentrację, uspokojenie, wytrzymałość czy erekcję używać rzadziej w wyjątkowo istotnych sytuacjach.
Łatwo się mówi "przejdź na stronę zła".
Uważam, że w życiu przydaje się mieć cechy osobowości makiawelicznej, czy ogólnie mrocznej triady, ale jeśli ktoś tego nie ma naturalnie, to można jedynie wyuczyć się, kiedy warto te cechy symulować, a kiedy być normalnym, przyjaznym i pomocnym człowiekiem. Żeby zrobić dużą karierę albo poradzić sobie w wymagającym biznesie czy polityce, trzeba być w dużym stopniu narcyzem i socjopatą. Mi na wyścigu szczurów nie zależy. Spokojna, dobrze płatna praca, żeby móc ten hedonizm wprowadzić w życie, do tego poprawne relacje z matką zachowując odpowiedni dystans, ale nie odcinając się całkiem. Fizyczność ostatecznie można mieć u dziwek, o sposobach szukania znajomych i umiejętnościach społecznych Tomakin pisał już wielokrotnie na swoich stronach, a może kiedyś poznałbym kobietę, która nie ma i nie chce mieć dzieci i dałoby się coś zbudować. Na mieszkanie na pewno nie uzbieram, więc jedynie kredyt by wchodził w grę, ale też nie chcę potem całego życia podporządkowywać spłacaniu. Dotychczas, jak jechałem do dużego miasta, to wynajmowałem pokoje, ale w pewnym wieku to już trochę uciążliwe (no i trochę wstyd w tym wieku) i chciałoby się mieszkać samemu. Wynajęcie mieszkania to większy koszt, a od matki zawsze słyszałem, że jak już, to najlepiej pokój, bo to, co wydałbyś na cudze mieszkanie, możesz odłożyć. Tylko ile można tak sobie odmawiać wszystkiego. Problemem robi się jedynie wynajem na emeryturze. Moją matkę ledwo na to stać, a ja przez brak oficjalnej pracy w Polsce mam strasznie mało składek odłożonych, więc nie zapowiada się nic dobrego.
Wiem, że AI zacznie wypierać różne zawody, w tym te związane z IT. Wcześniej kończyłem studia związane z energetyką i elektryką, ale po prawie 14 latach od zdania magisterki i braku pracy w zawodzie już dużo nie pamiętam i jestem mniej warty od świeżego absolwenta. Stąd poszukiwanie czegoś innego, a IT mimo wszystko wydaje się dobrym kierunkiem. Ogólnie uważam, że AI oraz automatyzacja będą zabierać coraz więcej zawodów. Jeszcze trochę i proste zawody fizyczne typu pracownik magazynowy, kasjer itp. będą całkowicie zastąpione przez roboty. Dziennikarze, newsmani, graficy i programiści także. Sprawdzam ChatGPT i programy do generowania obrazów jak Midjourney i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, jak szybko to idzie. Wydaje mi się, że masa ludzi zostanie bez pracy, bo nie da sę spowalniać w niesokńczoność postępu. Będzie praca dla wykwalifikowanych specjalistów, do tworzenia i obsługi tych narzędzi, a dla całej masy bezrobotnych wprowadzony będzie dochód gwarantowany z opodatkowania tej automatyzacji. Dobrze byłoby wskoczyć do pociągu z tymi specjalistami, póki jeszcze jest czas i nie jest się zbyt starym. I dlatego też sądzę, że zmniejszanie się dzietności w wysoko rozwiniętym świecie wcale nie jest złe, jak to się powszechnie mówi w mediach czy polityce. Faktycznie mnoży się najwięcej biedota, a tacy ludzie będą tylko generować koszty poprzez zużywanie zasobów naturalnych i konieczność wypłacania im dochodu gwarantowanego. No ale to już temat chyba zbyt szeroki, jak na tę dyskusję.
Pozytałem o eksperymencie z mysią utopią. Zaskakujące, jak łatwo można to przełożyć na ludzi. Można to sparafrazować: trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą trudne czasy.



