Dzięki za rady, masz rację z małymi krokami, bo przy zbyt dużych już nie raz się wywracałem. Mam permetrynę, kiedyś u Ciebie o tym czytałem, a pomysł z lasem i choćby i samotne przesiadywanie przy ognisku wydaje się relaksujące.
Wydaje mi się jednak, że bez wyprowadzki się nie obejdzie. Siedzę w małej wiosce, gdzie z pracą jest bardzo krucho, a stała praca i poczucie, że się zarabia na siebie, jest chyba szalenie istotne.
Byle by mnie było stać na samodzielne utrzymanie. Gotowania z czasem bym się pewnie nauczył, a tymczasowo polegałbym na przykład na proszkowych zamiennikach posiłków. Kiedyś żywiłem się przez parę miesięcy czymś takim i czułem się dobrze. Jest sporo firm, które robią coś takiego, ale nie będę pisał konkretnie, żeby nie robić reklamy.
Planuję pójść do fryzjera, co też będzie już buntem, bo nigdy nie byłem. Zawsze matka mnie obcinała, bo "po co będziesz tracił pieniądze". Ona w ten sposób czuje się potrzebna, a że jest na emeryturze, to poza serialami, sprzątaniem, zakupami i chodzeniem na cmentarz nie ma co robić. "Pomaganie mi" nadaje jej sens życia i muszę powoli jej ten sens odebrać.
Twój kolega dobrze mówił i zdawał sobie sprawę, jak ważne jest wczesne usamodzielnienie. Powinienem przeciąć pępowinę te 15-20 lat temu. Teraz mam to, co mam. Jednak odrobina nadziei wciąż się tli.
Wydaje mi się jednak, że bez wyprowadzki się nie obejdzie. Siedzę w małej wiosce, gdzie z pracą jest bardzo krucho, a stała praca i poczucie, że się zarabia na siebie, jest chyba szalenie istotne.
Byle by mnie było stać na samodzielne utrzymanie. Gotowania z czasem bym się pewnie nauczył, a tymczasowo polegałbym na przykład na proszkowych zamiennikach posiłków. Kiedyś żywiłem się przez parę miesięcy czymś takim i czułem się dobrze. Jest sporo firm, które robią coś takiego, ale nie będę pisał konkretnie, żeby nie robić reklamy.
Planuję pójść do fryzjera, co też będzie już buntem, bo nigdy nie byłem. Zawsze matka mnie obcinała, bo "po co będziesz tracił pieniądze". Ona w ten sposób czuje się potrzebna, a że jest na emeryturze, to poza serialami, sprzątaniem, zakupami i chodzeniem na cmentarz nie ma co robić. "Pomaganie mi" nadaje jej sens życia i muszę powoli jej ten sens odebrać.
Twój kolega dobrze mówił i zdawał sobie sprawę, jak ważne jest wczesne usamodzielnienie. Powinienem przeciąć pępowinę te 15-20 lat temu. Teraz mam to, co mam. Jednak odrobina nadziei wciąż się tli.



