03-08-2023, 12:26 AM
Mam nadzieję, że ten dział to będzie dobre miejsce.
Jestem na skraju emocjonalnego wyczerpania. Mam 37 lat, silna fobia społeczna, chaos w głowie, nieumiejętność podejmowania decyzji, od wielu lat bezrobotny mimo ukończenia dobrych studiów, brak partnerki od zawsze, prawiczek. Uzależniony emocjonalnie od matki, a matka ode mnie, bo poza mną nie ma nikogo. Jestem po próbie samobójczej kilkanaście miesięcy temu, choć tak naprawdę nie chciałem wcale tego robić.
Po studiach byłem na kilku rozmowach o pracę, ale to było tak stresujące, że na jednej zemdlałem, a na drugiej zwymiotowałem przed rekruterem. Od tego czasu tak panicznie boję się, że to się może powtórzyć, że nie byłem w stanie pójść już więcej. Zarabiam jeżdżąc co roku na parę miesięcy na zbiory do Niemiec. Boję się odebrać telefon, przez co już straciłem kilka ciekawych rozmów o pracę. Boję się dzwonić.
Gdy wyjeżdżam do Niemiec, matka płacze, panikuje, potem dziwni kilka razy dziennie, muszę się spowiadać z całego dnia. W domu wszystko za mnie robi I nie dopuszcza do niczego, traktuje jak dziecko. Nienawidzę tego ale też jest mi z tym wygodnie, nie ukrywam. Przymusza mnie do jedzenia, przez co już parę razy robiłem się tłusty, więc poryjoku co parę miesięcy zszywam DNP albo clenbuterol, żeby schudnąć.
Parę razy próbowałem się wyrwać, wyprowadzałem się do Warszawy czy Poznania, ale nie potrafiłem szukać pracy, a jak nawet odebrałem telefon, to na spotkanie rekrutscyjnie nie szedłem, a potem z żalu wyrywałem sob8e włosy z głowy.
Dziewczyny brak, umiejętności społeczne na dnie, do tego od około 25 roku życia brak erekcji, mimo to uzależnienie od porno i komputera.
Znam I szanuję blogi tomakina, szczególnie ten o wychodzeniu z przegrywu. Boję się, że dla mnie jest już za późno. Mam odłożone ponad 50 tys zł, mógłbym sie wyprowadzić znów do Warszawy, ale obawiam się, że swojej psychiki nie zmienię i będzie jak zawsze. Poczucie winy po opuszczeni matki i objawy psychosomatyczne związane ze stresem mnie wykończą. Matka mówi, że mam siedzieć u niej i so ie powoli odkładać, to kiedyś kupię mieszkanie, ale to nie jest życie, a wegetacja w cierpieniu. Wstd mnie wynajmować pokój w tym wieku, a mieszkanie jest drogie. Musiałbym wszystkiego nauczyć się sam, prania, gotowania, umiejętności społecznych. Prace jeśli bym dostał, to też w magazynie, bo ze studiów nic już nie pamiętam, więc nic bym nie odłożył.
Chciałbym zacząć uczyć się pożądanie angielskiego, kupić samochód (zdałem prawko dopiero w wieku 33 lat, ale od egzaminu nie jeżdżę, bo jlmnie to przeraża), zacząć jakąś karierę zawodową, najlepiej w IT, do tego sport, siłownia. Pamiętam jednak o "ego depletion" I boję się, że nie dam rady. Do tego to wszystko kosztuje i z czego ja to opłacę? Próbowałem rozpoczynać różne kursy, ale nigdy ich nie dokończyłem. Mam taki chaos w głowie, że nie potrafię się uczyć ani nic zapamiętać. Może to ADHD. Nawet teraz w październiku zacząłem studia IT całkowicie zdalnie, ale nie daje rady się uczyć. Podjęcie decyzji o tym, co dalej, jest dla mnie szalenie stresujące, nie mogę się pozbyć ciągłego napięcia. Oczywscie mógłbym jeździć dalej co roku do Niemiec, ale to nie jest życie. Za 10 lat będę totalnym wrakiem. Jeśli chce coś zmienić, muszę tu zostać I próbować.
Nie wiem, czy terapia cokolwiek da, mam sceptyczne do tego podejście, ale jeśli nic nie zrobię, to lada moment będzie za późno na jakakolwiek zmianę w życiu, na zdobycie kasy, mieszkania, założenie rodziny. Wtedy będę żył tylko dla matki, a potem nie wiem, czy czasem stan psychiczny nie popchnie mnie do kolejnej próby samobójczej.
Jestem na skraju emocjonalnego wyczerpania. Mam 37 lat, silna fobia społeczna, chaos w głowie, nieumiejętność podejmowania decyzji, od wielu lat bezrobotny mimo ukończenia dobrych studiów, brak partnerki od zawsze, prawiczek. Uzależniony emocjonalnie od matki, a matka ode mnie, bo poza mną nie ma nikogo. Jestem po próbie samobójczej kilkanaście miesięcy temu, choć tak naprawdę nie chciałem wcale tego robić.
Po studiach byłem na kilku rozmowach o pracę, ale to było tak stresujące, że na jednej zemdlałem, a na drugiej zwymiotowałem przed rekruterem. Od tego czasu tak panicznie boję się, że to się może powtórzyć, że nie byłem w stanie pójść już więcej. Zarabiam jeżdżąc co roku na parę miesięcy na zbiory do Niemiec. Boję się odebrać telefon, przez co już straciłem kilka ciekawych rozmów o pracę. Boję się dzwonić.
Gdy wyjeżdżam do Niemiec, matka płacze, panikuje, potem dziwni kilka razy dziennie, muszę się spowiadać z całego dnia. W domu wszystko za mnie robi I nie dopuszcza do niczego, traktuje jak dziecko. Nienawidzę tego ale też jest mi z tym wygodnie, nie ukrywam. Przymusza mnie do jedzenia, przez co już parę razy robiłem się tłusty, więc poryjoku co parę miesięcy zszywam DNP albo clenbuterol, żeby schudnąć.
Parę razy próbowałem się wyrwać, wyprowadzałem się do Warszawy czy Poznania, ale nie potrafiłem szukać pracy, a jak nawet odebrałem telefon, to na spotkanie rekrutscyjnie nie szedłem, a potem z żalu wyrywałem sob8e włosy z głowy.
Dziewczyny brak, umiejętności społeczne na dnie, do tego od około 25 roku życia brak erekcji, mimo to uzależnienie od porno i komputera.
Znam I szanuję blogi tomakina, szczególnie ten o wychodzeniu z przegrywu. Boję się, że dla mnie jest już za późno. Mam odłożone ponad 50 tys zł, mógłbym sie wyprowadzić znów do Warszawy, ale obawiam się, że swojej psychiki nie zmienię i będzie jak zawsze. Poczucie winy po opuszczeni matki i objawy psychosomatyczne związane ze stresem mnie wykończą. Matka mówi, że mam siedzieć u niej i so ie powoli odkładać, to kiedyś kupię mieszkanie, ale to nie jest życie, a wegetacja w cierpieniu. Wstd mnie wynajmować pokój w tym wieku, a mieszkanie jest drogie. Musiałbym wszystkiego nauczyć się sam, prania, gotowania, umiejętności społecznych. Prace jeśli bym dostał, to też w magazynie, bo ze studiów nic już nie pamiętam, więc nic bym nie odłożył.
Chciałbym zacząć uczyć się pożądanie angielskiego, kupić samochód (zdałem prawko dopiero w wieku 33 lat, ale od egzaminu nie jeżdżę, bo jlmnie to przeraża), zacząć jakąś karierę zawodową, najlepiej w IT, do tego sport, siłownia. Pamiętam jednak o "ego depletion" I boję się, że nie dam rady. Do tego to wszystko kosztuje i z czego ja to opłacę? Próbowałem rozpoczynać różne kursy, ale nigdy ich nie dokończyłem. Mam taki chaos w głowie, że nie potrafię się uczyć ani nic zapamiętać. Może to ADHD. Nawet teraz w październiku zacząłem studia IT całkowicie zdalnie, ale nie daje rady się uczyć. Podjęcie decyzji o tym, co dalej, jest dla mnie szalenie stresujące, nie mogę się pozbyć ciągłego napięcia. Oczywscie mógłbym jeździć dalej co roku do Niemiec, ale to nie jest życie. Za 10 lat będę totalnym wrakiem. Jeśli chce coś zmienić, muszę tu zostać I próbować.
Nie wiem, czy terapia cokolwiek da, mam sceptyczne do tego podejście, ale jeśli nic nie zrobię, to lada moment będzie za późno na jakakolwiek zmianę w życiu, na zdobycie kasy, mieszkania, założenie rodziny. Wtedy będę żył tylko dla matki, a potem nie wiem, czy czasem stan psychiczny nie popchnie mnie do kolejnej próby samobójczej.



